Pilotażowy projekt "Akademia zdrowego ucznia", realizowany przez stołeczny ratusz, będzie się koncentrować na szkoleniach nauczycieli oraz na promocji ruchu i zdrowego żywienia w szkołach. Pedagodzy mają dowiedzieć się m.in., jak opiekować się uczniem chorym na cukrzycę i jak rozmawiać z nastolatkami o bulimii i anoreksji.

Reklama

Jest fatalnie - ocenił świadomość uczniów na temat zdrowia wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński. Na piątkowej inauguracji projektu mówił o alarmujących wynikach badań prowadzonych w polskich szkołach. Przytoczył dane z raportu NIK, z którego wynika, że rośnie liczba uczniów unikających udziału w zajęciach WF. W starszych klasach szkoły podstawowej nie ćwiczy ok. 18 proc. uczniów, w gimnazjach - 25 proc., w szkołach ponadgimnazjalnych - 30 proc.

Wiceprezydent uważa, że tutaj nie pomogą żadne nakazy o charakterze powszechnie obowiązującym.

Dziecko będzie nas słuchać nie dlatego, że ktoś wydał taki rozkaz, ale dlatego, że uwierzyło, że mówimy prawdę - mówił wiceprezydent. Nawiązując do negatywnej oceny NIK sposobu prowadzenia zajęć sportowych w szkołach podkreślił, że to, co uczniom chcemy zaproponować, musi być też fajne.

Szkoła nie załatwi wszystkich problemów i nie takie są oczekiwania - powiedział Paszyński. Jego zdaniem szkoła powinna być sojusznikiem rodziców, od których przede wszystkim zależą nawyki dzieci.

Prof. Ewa Pańkowska z Instytutu Matki i Dziecka podkreśliła, że skala problemu nadwagi i otyłości w polskich szkołach zbliża się do amerykańskiej. W Stanach Zjednoczonych na nadwagę lub otyłość cierpi ponad 20 proc. dzieci, w Polsce - ponad 18 proc.

Specjalistka zwróciła uwagę na tempo wzrostu osób ważących za dużo, które jest większe niż w innych krajach europejskich. Szybki wzrost liczby osób otyłych lub z nadwagą nastąpił po wstąpieniu Polski do UE. - Jeszcze 10 lat temu problem nadwagi lub otyłości był poniżej 10 proc. - zaznaczyła Pańkowska. Według badań, w naszym kraju liczba dzieci z nadwagą wzrosła w ciągu 20 lat trzykrotnie.

Najwięcej osób umiera obecnie z powodu chorób układu krążenia, cukrzycę i choroby układu oddechowego. - Na te schorzenia się pracuje całe życie, a początek mają już w okresie dzieciństwa - mówiła profesor.

Reklama

Co więcej, już u dzieci mogą się ujawniać skutki otyłości. Wiele z nich cierpi na zaburzenia oddychania, niedotlenienie, nadciśnienie, podwyższony cholesterol, stłuszczenie wątroby, zaburzenia gospodarki węglowodanowej.

Dzieci w Polsce, według badań, które cytowała specjalistka, jedzą za dużo soli, tłuszczów nasyconych i cukru, a za mało błonnika i tłuszczów nienasyconych. Pańkowska podkreśliła, że wszystkie niezdrowe substancje można znaleźć w gotowych produktach, napojach i przekąskach.

W opinii specjalistki, uczniowie i ich rodzice nie potrafią zachować równowagi pomiędzy wysiłkiem fizycznym a pożywieniem, bo nie wiedzą, jak funkcjonuje ich organizm. Pańkowska zwróciła uwagę na oddolne inicjatywy w zachodnich szkołach, przedstawień szkolnych i zajęć, wyjaśniających, jak np. działa układ pokarmowy, jak trawiony jest posiłek i dlaczego ruch jest niezbędny.

Jak zaznaczyła profesor, pożywienie jest nie tylko podstawową czynnością człowieka, ale także przyjemnością. Przykładem dla Polaków, jej zdaniem, mogą być kraje basenu Morza Śródziemnego, w których jedzenie jest częścią kultury, ludzie jednak nie są otyli. Specjalistka zauważyła, że mieszkańcy tego regionu dużo czasu poświęcają na wybieranie produktów i przygotowanie posiłków.

Według niej polska, tradycyjna dieta również jest dobrym sposobem odżywiania. "Stare, dobre, domowe wzorce to jest to, co jest najcenniejsze" - mówiła profesor.