Ochrona zdrowia jest jednym z głównych tematów tegorocznej kampanii wyborczej. Jest pan dyrektorem największego ośrodka onkologicznego w kraju. Czy onkologia stała się dziś priorytetem?

Prof. Jan Walewski: Onkologia znalazła się w centrum uwagi, co obserwujemy od początku 2016 r. Zaczęto słuchać onkologów i pacjentów, skoncentrowano się na szukaniu rozwiązań rzeczywistych, a nie pozornych.

Zmiany, które zaszły w ostatnich czterech latach, jak naprawa pakietu onkologicznego, poprawa wyceny i poziomu refundacji podstawowych świadczeń onkologicznych, inwestycje w sprzęt, infrastrukturę i sieć informatyczną, zwiększenie wynagrodzeń pracowników medycznych i niemedycznych, znaczne zwiększenie zakresu refundacji nowych terapii, powinny być odczuwalne w niedalekiej przyszłości w postaci zmniejszenia umieralności chorych, podstawowego miernika skuteczności opieki onkologicznej.

Na ukończeniu jest Narodowa Strategia Onkologiczna, czyli narodowy, kompleksowy program przeciwdziałania chorobom nowotworowym (cancer plan), który znacząco zwiększy zasięg i skuteczność profilaktyki onkologicznej w skali populacyjnej, co powinno spowodować zmniejszenie zachorowalności na nowotwory.

Mobilizacja sił i środków w ramach Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych sprawiła, że udało się wymienić znaczną część starego sprzętu do radioterapii i diagnostyki obrazowej. Obecny rząd zainwestował także w infrastrukturę, która jest poważnie wyeksploatowana – nie tylko w Centrum Onkologii Instytucie w Warszawie, ale także w Siedlcach, w Uniwersyteckim Centrum Onkologicznym w Szczecinie i w innych, więc w tym obszarze widać aktywność władz.

Jak pan profesor ocenia te zmiany?

Zmiany systemowe w onkologii oceniam jako przełomowe. Niewątpliwie wymagają czasu do pełnego wdrożenia i odczucia realnej poprawy. Decyzja o budowie nowego instytutu onkologii jest historyczna. Przeznaczenie na ten cel kwoty blisko miliarda złotych, a także opracowanie i wdrożenia "cancer planu" to ogromny postęp dla polskiej onkologii.

Jak wyglądała rzeczywistość onkologiczna w Polsce jeszcze pięć lat temu?

Wprowadzenie karty DILO otrąbiono jako "likwidację limitów w onkologii". Teoretycznie była to prawda, jednak po cichu obniżono wycenę podstawowych procedur, a to spowodowało kryzys finansowania dużych wielospecjalistycznych ośrodków kompleksowego leczenia onkologicznego w kraju.

Obecnie trwa mozolny proces naprawy wyceny świadczeń onkologicznych, trwa też pilotaż sieci onkologicznej, której wdrożenie zapewni płynność ścieżki pacjenta – od diagnostyki przez kompleksowe leczenie wielospecjalistyczne do rehabilitacji i leczenia powikłań.

Dużym problemem były niezapłacone nadwykonania, które udało się sfinansować w 2017 r. dzięki zaangażowaniu ówczesnego wicepremiera i ministra finansów Mateusza Morawieckiego.

Błędem, który popełniono w przeszłości, było również rozdrobnienie świadczenia usług medycznych. NFZ zawarł ponad dwa i pół tys. umów na realizacje pakietu onkologicznego z podmiotami, które w większości ich nie realizowały. Zaledwie 40-50 ośrodków wykonywało ok. 50 proc. wszystkich świadczeń onkologicznych. Mamy ok. 850 onkologów w Polsce. Jak można było ich sensownie wykorzystać w ponad dwóch tysiącach placówek? To było nieracjonalne.

Dziś podejmowane są działania, które mają zracjonalizować wydatki i skoncentrować wysiłki i kadry w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej. System pozwala też placówkom świadczyć usługi najbardziej dochodowe, a najtrudniejsze, najbardziej wymagające przypadki – jednocześnie najmniej dochodowe – trafiają do takich instytucji jak nasza.

Wprowadzenie Krajowej Sieci Onkologicznej i Narodowa Strategia Onkologiczna mogą realnie poprawić dostępność leczenia i zmniejszyć umieralność wśród pacjentów onkologicznych?

Kluczem do poprawy efektów leczenia jest lepsza profilaktyka, skoncentrowanie wysiłków na dobrej diagnostyce w wielospecjalistycznym ośrodku onkologicznym, w którym na podstawie trafnego rozpoznania i zintegrowanej oceny wszystkich danych diagnostycznych zespół specjalistów onkologów konsyliarnie wybierze optymalny wariant leczenia.

Samo leczenie, czyli np. chemioterapia, immunoterapia, radioterapia mogą i powinny odbywać się jak najbliżej miejsca zamieszkania pacjenta, by nie musiał daleko jeździć na cykliczne zabiegi. Istotą KSO jest koordynacja opieki nad pacjentem oraz zapewnienie optymalnej jakości świadczeń opartych na międzynarodowych rekomendacjach postępowania i na monitorowaniu ich realizacji.

Istotą NSO jest integracja profilaktyki, diagnostyki i kompleksowego leczenia w optymalnym czasie w ramach spójnego systemu opieki. Krajowym ośrodkiem koordynującym – sercem systemu – będzie Narodowy Instytut Onkologii, a jego układem nerwowym – Krajowy Rejestr Nowotworów – eKRN w nowej wersji cyfrowej skomunikowanej z systemami szpitalnymi i innymi krajowymi zbiorami danych. Koordynacja opieki zapewni dostępność, a jakość – poprawę wyników leczenia.

Czy wprowadzenie tzw. unitów, czyli opieki koordynowanej w danym schorzeniu, przyśpieszy diagnostykę i poprawi jakość wykonywanych świadczeń?

Walczymy o to od lat. Chodzi o koncentrację zasobów w jednym wyspecjalizowanym miejscu. Pozwoli to leczyć chorego kompleksowo, na podstawie trafnego i pełnego rozpoznania co do rodzaju nowotworu, bo tylko wtedy lekarze są w stanie podjąć najwłaściwsze leczenie za pomocą dostępnych metod.

Powszechna obecnie świadomość potrzeby organizowania tzw. unitów narządowych, czyli ośrodków kompleksowego leczenia narządowego, jest od dawna znana i realizowana w Centrum Onkologii – Instytucie od połowy lat 90-tych. Kliniki i zakłady terapeutyczne są u nas zorganizowane według porządku "narządowego", który zapewnia skupienie wszystkich niezbędnych specjalistów i urządzeń niezbędnych do optymalnego leczenia choroby nowotworowej o specyficznym punkcie wyjścia, np. piersi, płuca, tarczycy, układu chłonnego.

Sprawa zasadniczą jest jednak diagnostyka wstępna – patomorfologiczna, immunohistochemiczna, molekularna, genetyczna – zakończona zintegrowanym protokołem diagnostycznym. Jest on podstawą wyboru leczenia. Błąd na tym etapie często może przekreślić szanse wyleczenia. Obecnie kończą się przygotowania resortowe do wprowadzenia jednolitej certyfikacji zakładów diagnostyki patomorfologicznej w celu zapewnienia skutecznej diagnostyki w skali kraju.

Dużo mówi się o brakach kadrowych, także w obszarze onkologii. Jak powinien zmienić się system kształcenia, żeby studenci medycyny chcieli wybierać specjalizację onkologiczną?

Problem z kadrami, który powstał już przed wielu laty, jest bardzo duży. Nie można obciążać obecnego rządu odpowiedzialnością za brak specjalistów, bo same studia medyczne trwają 6 lat, dochodzi staż, specjalizacja, tak więc wykształcenie specjalisty to jest kilkanaście lat. Nie da się tego zrobić w 4 lata. Ponadto kadra została wydrenowana do zamożniejszych krajów Unii Europejskiej.

Dziś ministerstwo zwiększyło o 50 proc. liczbę miejsc na kierunkach medycznych. Wielu lekarzy zaczyna wybierać onkologię kliniczną i chirurgię onkologiczną, większość z tych osób odbywa staże w takich ośrodkach jak Instytut, który odgrywa ogromną rolę w kształceniu podyplomowym. Prawie połowa polskich specjalistów robiła u nas specjalizacje.

Gorzej jest z kształceniem przeddyplomowym, bo onkologia jest realizowana w ośrodkach uniwersyteckich na różnym poziomie. Absolutnie konieczne jest poprawienie szkolenia przeddyplomowego w zakresie onkologii, na co zwracamy uwagę i część uniwersytetów medycznych podejmuje wyzwanie ulepszenia programu kształcenia onkologii. W tym zakresie mamy sporo do poprawienia, ale na pewno kształcenie kadr jest coraz lepsze. Realizacja tych zadań w większości dotyczy dużych, wielospecjalistycznych ośrodków onkologicznych.

Biorąc pod uwagę sytuację tu i teraz, a także wdrażane zmiany, czy możemy osiągnąć wyleczalność nowotworów na poziomie europejskim? Kiedy możemy spodziewać się podobnych efektów?

To zawsze jest proces i zależy od tego, czy obecnie przyjęte kierunki zmian zostaną utrzymane. Mam nadzieję, że tak. Ale konieczne jest dalsze zwiększanie środków przeznaczanych na ochronę zdrowia. Społeczeństwo się starzeje, chorych na choroby tzw. cywilizacyjne przybywa, w tym chorych onkologicznych, na to są potrzebne większe pieniądze. Choćby dlatego, że jeżeli mówimy o braku kadr i kształcimy więcej lekarzy czy pielęgniarek, to trzeba tej większej liczbie personelu godnie zapłacić.

Trzeba jednak powiedzieć już teraz, że wyleczalność mierzona przeżyciem pięcioletnim znacząco poprawiła się w Polsce w minionych 10 latach, co można wiązać z realizacją przez Ministerstwo Zdrowia Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych. Przeżycie pięcioletnie poprawiło się średnio o 5 proc. u kobiet i o 7 proc. u mężczyzn, jak wynika z danych KRN, a w niektórych rozpoznaniach, np. hematoonkologicznych – aż o 10 proc. To jest dobry wynik populacyjny.

Rozmawiała Katarzyna Lechowicz-Dyl