Agnieszka Witkowicz-Matolicz dziennikarka, szefowa informacji radia Muzo.fm, socjolożka. Jej książka „Niezwykłe dziewczyny. Rak nie odebrał im marzeń” ukazała się nakładem wydawnictwa Oficyna 4eM

Reklama

"DGP: Opisałaś historie młodych dziewczyn, które zachorowały na raka piersi. Ale nie jest to wcale smutna książka, wręcz odwrotnie. Zapytam kontrowersyjnie: czy może tak się zdarzyć, że fajnie mieć raka?

Agnieszka Witkowicz-Matolicz: Nie, nigdy nie odważyłabym się tak powiedzieć, bo to naprawdę bardzo poważna choroba. Ale chciałam przełamać stereotyp choroby jako najgorszej rzeczy, jaka może kobietę spotkać, i czegoś, co na pewno skończy się śmiercią. Bo tak nie jest.

Myślałam, że po akcjach z różową wstążką zaczęliśmy jakoś oswajać tę chorobę.

To spojrzenie osoby z zewnątrz. Ja opieram się nie tylko na doświadczeniu moich bohaterek, lecz także własnym. Kilka lat temu wykryłam u siebie guza, który okazał się złośliwy. I pamiętam moją rekcję i pierwsze wyobrażenia, jak może ta choroba wyglądać i jak potoczy się moje życie. Przede wszystkim zastanawiałam się nad tym, czy w ogóle czeka mnie jakieś życie. To były czarne myśli i czarny scenariusz. Dopiero potem przekonałam się, że rak piersi to choroba, którą można leczyć. Nawet przy zaawansowanym stadium nowotworu – co się niestety zdarza, szczególnie u kobiet, które na leczenie trafiają bardzo późno – istnieje szansa na przedłużenie życia. I to o lata. A to bardzo istotne z perspektywy pacjentek. I napisałam tę książkę, żeby dać chorym nadzieję.

A ty skąd ją miałaś?

Chyba najwięcej zmieniło spotkanie Magdy, też trzydziestoparolatki, która jak ja zachorowała, ale jest 9 lat po diagnozie, żyje, jest bardzo aktywna, spełnia swoje marzenia. Na początku miałam wrażenie, że jestem sama, że młode dziewczyny nie chorują albo że zdarza się to niezwykle rzadko. I kiedy okazało się, że jest nas więcej, to dało mi inną perspektywę. Zaczęłam myśleć w innych kategoriach – nie śmierci, tylko świadomości, że da się przez to przejść. W Polsce głośno jest przede wszystkim o osobach, które "przegrały" walkę z rakiem… A to wyjątkowo niesprawiedliwe określenie.