Najwięcej pacjentów było leczonych w województwie świętokrzyskim, gdzie na 100 tys. mieszkańców wydano 279 kart DILO (diagnostyki i leczenia onkologicznego). Najmniej zaś w lubuskiem i podlaskiem, czyli w regionach, gdzie działa m.in. Porozumienie Zielonogórskie, które protestowało przeciw pakietowi w jego ówczesnej formie. Najwięcej spośród wydanych kart dotyczyło raka piersi i płuc.

Reklama

Placówki leczenie onkologiczne w styczniu i lutym tego roku wyceniły na 784 mln zł, z czego Narodowy Fundusz Zdrowia na razie zapłacił 632 mln zł. Reszta rachunków jest, jak przekonuje szef resortu zdrowia Bartosz Arłukowicz, w trakcie analiz. To mniej niż w zeszłym roku, kiedy w analogicznym okresie na leczenie przeznaczono - jak podawał minister zdrowia - 824 mln zł.

Jednak resort podkreśla, że nie zmniejszył wyceny za chemioterapię czy radioterapię, jedynie zmienił sposób ich finansowania. Procedura zaś jest opłacana na tym samym poziomie. Mniej pieniędzy idzie za to na finansowanie hospitalizacji. Zasada jest prosta: im dłużej pacjent jest w szpitalu, tym bardziej spada wycena każdego kolejnego dnia. A więc np. za 4 dni hospitalizacji wyceny spadły z 14 tys. zł do 11 tys. zł. Obniżka stawek za hospitalizacje bierze się m.in. z tego, że resort zdrowia, wprowadzając pakiet, postanowił zmobilizować placówki do leczenia ambulatoryjnego, czyli bez konieczności zatrzymywania chorych na noc.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przekonuje, że osiągnięty został główny cel pakietu onkologicznego: skrócono kolejki. Ok. 80 proc. wstępnych diagnoz zostało postawionych w terminie zgodnym z założeniami. Pogłębioną diagnostykę wykonywano terminowo w blisko 90 proc. przypadków.

Zgodnie z wytycznymi pacjent czeka na wizytę u lekarza specjalisty maksymalnie 2 tygodnie. W czasie 4 tygodni powinno być wykonane badanie pogłębione i przeprowadzone konsylium. Od momentu wpisania na listę osób czekających na specjalistę do postawienia diagnozy nie powinno zaś minąć więcej niż 9 tygodni.

Reklama

Jednak duże centra onkologiczne przekonują, że na razie tracą na leczeniu raka. Jak pisał "DGP", z ich wyliczeń wynika, iż za dwa pierwsze miesiące pracy w nowym systemie otrzymały o 20 proc. mniej niż w zeszłym roku. Różnica wyniosła ponad 55 mln zł. I jak prognozują, w ciągu roku ich straty mogą sięgnąć 333 mln zł. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>