Rak przestaje być śmiertelną chorobą. Podkreślają to zgodnie onkolodzy, chirurdzy, publicyści. Zauważa to również w swojej najnowszej książce Zbigniew Wojtasiński, dziennikarz, filozof i popularyzator nauki. Wiele odmian raka, których diagnoza jeszcze niedawno była równoznaczna z wyrokiem, to dziś szansa na zamienienie tego wyroku w odroczenie. W chorobę przewlekłą.

Zmienia się również nastawienie społeczne do tej choroby. Jak dowodzi autor "Życia z rakiem", najlepiej widać to na przykładzie Stanów Zjednoczonych, gdzie nie ma już kampanii politycznej bez kandydata afiszującego się zwycięstwem nad nowotworem lub przyznającego, że na raka zmarł ktoś z jego bliskich. Barack Obama przed ostatnimi wyborami prezydenckimi ogłosił, że na raka zmarła jego matka, nie jest również tajemnicą, że obecny sekretarz stanu USA John Kerry chorował na nowotwór prostaty. Z kolei John McCain, pretendujący do fotela prezydenta w 2008 r. z trwającej wiele lat walki z czerniakiem uczynił wręcz swój polityczny atut.

Również w Polsce coraz odważniej przychodzi osobom publicznym przyznawanie się do walki z rakiem. Były minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski w wieku 23 lat wygrał z chłoniakiem, Agata Buzek zmaga się z ziarnicą złośliwą, która od ponad pół wieku jest postrzegana przed medycynę raczej jako choroba przewlekła, posłanka PiS Jolanta Szczypińska w 2000 r. usłyszała diagnozę: rak szyjki macicy. Przeszła operację, radioterapię i chemioterapię. Dziś, jak sama przyznaje, czuje się zupełnie zdrowa. Walkę z rakiem wygrali także: Anna Seniuk, Kamil Durczok, Jan Kobuszewski czy Robert Gawliński.

Choć z jednej strony medycyna coraz lepiej radzi sobie z nowotworami, choć przybywa ozdrowieńców, to jak przypomina Zbigniew Wojtasiński, powołując się na statystyki, rośnie również liczba chorych. Już teraz jest ich w Polsce około 400 tysięcy, a w roku 2025 może być nawet 600 tysięcy. Czyli o 50 procent więcej.

Dlatego walka z rakiem to również walka z czasem. Publicysta przedstawia sytuację z pierwszej linii frontu, zagląda do laboratoriów, uczelni, prezentuje przełomowe osiągnięcia, jakimi chwalą się naukowcy na sympozjach i konferencjach. Rozmawia ze specjalistami polskimi i zagranicznymi, a z rozmów tych przebija nadzieja i zapowiedź opracowywania coraz to lepszych terapii celowanych.

Nowe metody leczenia nowotworów przypominają dobieranie antybiotyków do zakażenia bakteryjnego. Od chorego pobierana jest próbka zaledwie kilku komórek nowotworowych, potem w probówce testowane są różne leki, by sprawdzić, które z nich samodzielnie lub w skojarzeniu z innymi potrafią je zniszczyć – wyjaśnia autor i przytacza słowa onkologa prof. Tadeusza Pieńkowskiego: – Nie leczymy już raka piersi, prostaty lub szyjki macicy, lecz konkretnego pacjenta z jego chorobą nowotworową.

Jeden z najbardziej znanych specjalistów amerykańskich, na którego powołuje się Zbigniew Wojtasiński, optymistycznie patrzy w przyszłość. – Onkologia zostanie tak spersonalizowana, że w ciągu 5-20 lat doczekamy się rewolucji w leczeniu wszystkich rodzajów raka – podkreśla prof. John H. Glick. Bo kluczem do wygrania walki z nowotworami jest z jednej strony umiejętne dobranie odpowiedniej dawki leku do konkretnego raka, a z drugiej rozpracowywanie genetyczne tej choroby i skuteczna profilaktyka, czyli wskazanie, kto może być bardziej zagrożony konkretnym rodzajem raka. Przybywa bowiem rozpoznanych genów, które napędzają chorobę. Przybywa także coraz bardziej skutecznych leków, jak choćby ipilimumab, dający znakomite rezultaty w walce z czerniakiem, jeszcze do niedawna uznawanym za wyrok śmierci. Jeśli do tego dodamy zaawansowane prace nad "nauczeniem" układu odpornościowego człowieka, by rozpoznawał komórki nowotworowe i jak najszybciej je niszczył, dostajemy odpowiedź na pytanie, w jakich kierunkach rozwijać się będzie onkologia przyszłości.

Z książki Zbigniewa Wojtasińskiego płynie ważne przesłanie. Stoimy u progu rewolucji w leczeniu nowotworów. Także w Polsce, choć nie trzeba być lekarzem, by zdawać sobie sprawę z dystansu dzielącego możliwości naszej onkologii od standardów leczenia na Zachodzie. Ale autor „Życia z rakiem” sięga także do przypadków z naszych krajowych szpitali, by pokazać, jak krok po kroku posuwamy się w tej walce naprzód. Nowotwór bywa nieobliczalny, nie zawsze można przewidzieć jego przebieg. Niektórzy chorzy umierają przedwcześnie, ale zdarzają się wyzdrowienia nawet w sytuacjach, gdy nikt nie daje już żadnej nadziei – pisze. Opowiada między innymi o pacjentach, którzy wbrew statystykom żyją po 10-15 lat, tak jak mężczyzna, którym opiekował się ceniony onkolog z Poznania, prof. Andrzej Mackiewicz. Pacjent otrzymywał specjalną szczepionkę mobilizującą jego organizm do walki z czerniakiem i mimo licznych przerzutów do mózgu, płuc i jelit toczy upartą walkę z chorobą od kilkunastu lat. Podobnych historii – z mniej lub bardziej szczęśliwymi finałami – nie brakuje na kartach „Życia z rakiem”.

Ta publikacja to swoiste kompendium niezbędnej wiedzy o nowotworach i ich leczeniu, napisane żywym językiem, do tego podane w formie wywodu popularnonaukowego. Onkolodzy, z którymi autor rozmawia, których opinie i prace naukowe cytuje, pacjenci dzielnie walczący z chorobą, przypadki wyzdrowień i takie, wobec których medycyna wciąż jest bezradna, obiecujące kierunki rozwoju badań – tak oswajany rak przestaje wydawać się groźny.

Przed ponad stu laty wszyscy bali się gruźlicy, która wtedy była chorobą śmiertelną. Mało kto o tym pamięta – podsumowuje autor „Życia z rakiem”. Nowotwory podążają tą samą drogą, co kiedyś gruźlica, choć jest to znacznie bardziej skomplikowane schorzenie, znacznie trudniejsze do wykrycia i pokonania. Możliwości współczesnej medycyny są jednak nieporównywalnie większe.

Zbigniew Wojtasiński, "Życie z rakiem", Wydawnictwo Z/W