Spotkanie odbyło się w ramach kampanii "Wyprzedź meningokoki. Liczy się czas", prowadzonej przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Przypomniano, że 24 kwietnia rozpoczyna się również Europejski Tydzień Szczepień (który potrwa do 30 kwietnia).

Według danych przedstawionych podczas konferencji prasowej, na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych (ZOMR) co roku choruje na świecie 2,8 miliona osób, z czego w Polsce – ponad 3,7 tysiąca. Większość z nich stanowią dzieci do piątego roku życia i nastolatki.

– Choroba ta jest stosunkowo rzadka, ale wyjątkowo groźna; może się rozwinąć w ciągu zaledwie 24 godzin. Dlatego dla nas – lekarzy – podejrzenie u pacjenta ZOMR jest równoznaczne ze stanem zagrożenia jego życia. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę – podkreślił lek. Piotr Hartmann ze SPZOZ im. Dzieci Warszawy w Dziekanowie Leśnym, prezes Fundacji Rozwoju Pediatrii.

Specjalista wyjaśnił, że zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych wywołują różnego typu drobnoustroje, najczęściej bakterie i wirusy, ale zdarza się, że jego przyczyną są grzyby i pasożyty. Zwykle mniej groźna jest wirusowa postać tego zapalenia, ma ona łagodny przebieg i ustępuje bez trwałych następstw.

– Szczególnie groźna jest bakteryjna postać choroby, przede wszystkim ta powodowana przez tzw. bakterie otoczkowe, takie jak meningokoki i pneumokoki – powiedział lek. Piotr Hartmann. Jak dodał, chorobotwórcze drobnoustroje mogą się przedostać do płynu mózgowo-rdzeniowego i zagrażać bezpośrednio układowi nerwowemu.

Na skutek powikłań może dojść do uszkodzenia mózgu, utraty słuchu i zaburzeń widzenia. Z czasem mogą się pojawić także trudności w nauce związane z osłabieniem zdolności koncentracji uwagi. Czasami konieczna jest nawet amputacja kończyn.

Meningokokowemu zapaleniu opon mózgowo-rdzeniowych może towarzyszyć groźne dla życie powikłanie, jakim jest sepsa – ciężkie ogólnoustrojowe zakażenia organizmu. – ZOMR i sepsa są drugą najczęstszą przyczyną zgonów z powodu chorób zakaźnych u dzieci do piątego roku życia – ostrzegał Hartmann.

Do inwazyjnej choroby meningokokowej może dojść w każdym wieku, ale aż 75 proc. przypadków występuje u dzieci właśnie do piątego roku życia. – To nie jest tak, że chorują z tego powodu dzieci wykazujące skłonności do zakażeń. Zakażenia meningokokowe mogą zdarzyć się u wcześniej całkowicie zdrowej osoby, bez chorób przewlekłych i innych obciążeń – podkreślił specjalista.

Dwoinki zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, czyli meningokoki, powodują najcięższą, ropną postać choroby, która rozwija się błyskawicznie, nawet w ciągu jednej doby. – Rano pacjent, zarówno w ocenie lekarza, jak i rodziców, wygląda na zupełnie zdrowego, a wieczorem może być już umierający – wyjaśnił Hartmann.

W razie zakażenia kluczowe znaczenie ma szybkie rozpoznanie i wdrożenie leczenia, głównie – zastosowanie antybiotykoterapii, bo nawet kilkugodzinne opóźnienie może zmniejszyć szansę przeżycia pacjenta. – Nie jest to jednak łatwe, ponieważ w początkowym rozwoju infekcja ta wywołuje niespecyficzne objawy, przypominające przeziębienie albo grypę – przekonywał specjalista.

Jak podkreślił, antybiotykoterapia powinna być wdrożona jak najszybciej, najpóźniej w ciągu godziny od przyjęcia pacjenta z sepsą menigokokową. Lepiej jednak zaszczepić się przeciwko menigokokom, bo zapewnia to najlepszą ochronę przez zakażeniem.

Do szczepień podczas spotkania z dziennikarzami namawiali wszyscy eksperci. Doktor n. med. Alicja Karney, kierownik Oddziału Hospitalizacji Jednego Dnia w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie podkreśliła, że jest to najskuteczniejsza i najtańsza metody ochrony przed zakażeniami.

W Polsce są już dostępne szczepionki chroniące przed zakażeniami wywoływanymi przez groźne bakterie otoczkowe: Haemophilus influenzae typu b (Hib), pneumokoki i meningokoki. W 2007 r. wprowadzono powszechne szczepienia dzieci przeciwko Hib, co pozwoliło niemal całkowicie wyeliminować tę przyczynę zapaleń opon mózgowo-rdzeniowych. Szczepienia przeciwko meningokokom są w naszym kraju jedynie zalecane, co oznacza, że nie są refundowane z budżetu (ze środków publicznych są finansowane na przykład w Wielkiej Brytanii, we Włoszech i na Litwie).

– Ochrony przed meningokokom wymagają zwłaszcza dzieci uczęszczające do żłobka czy przedszkola, ponieważ najwięcej nosicieli meningokoków jest właśnie w zamkniętych społecznościach, gdzie z racji na bliski kontakt, bo bakterie te przenoszą się drogą kropelkową, łatwo o zakażenie – tłumaczyła doktor Karney.

Zdaniem specjalistów niemowlę lub małe dziecko powinno być w pierwszej kolejności szczepione przeciwko meningokokom grupy B, ponieważ wywołują one najwięcej zachorowań zarówno w całym społeczeństwie (66 proc.), jak i wśród dzieci w pierwszym roku życia (77 proc.).

– Szczepienia przeciwko meningokokom zalecane są od drugiego miesiąca życia. Wielokrotnie rodzice pytają mnie, czy trzeba szczepić dziecko tak wcześnie – tłumaczył lek. Łukasz Durajski, przewodniczący Zespołu ds. Szczepień Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. – Odpowiadam, że największa zachorowalność i śmiertelność jest właśnie u tych najmniejszych dzieci. Szczepiąc je tak wcześnie, chronimy je właśnie wtedy, kiedy są najbardziej zagrożone.