Uczeni z Swansea University zaprezentowali na łamach „Paediatric Obesity” wyniki swoich najnowszych obserwacji, którymi objęli 298 dzieci. Najpierw sprawdzali, jak karmione są niemowlaki w wieku 6-12 miesięcy, czyli w okresie rozszerzania diety o produkty niemleczne. Następnie badali te same dzieci, ale w wieku 18-24 miesięcy. Interesowali się nie tylko składem posiłków małych wolontariuszy, ale również techniką, jaką są karmieni.

Reklama

Okazuje się, że maluchy, które są karmione łyżeczką, są bardziej zagrożone nadwagą w porównaniu z rówieśnikami, które miały rozszerzaną dietę metodą BLW, czyli samodzielnego jedzenia. Dlatego autorzy badania zachęcają rodziców, by odstąpili od podawania dziecku posiłków, lecz proponowali mu zdrowe produkty ze wspólnego stołu. Malec wybiera wtedy coraz to nowe smaki, a więc jest mniej wybredny kulinarnie. Poza tym je tyle, ile może, a nie tyle, ile musi, bo rodzice w niego „wmuszają”. Jest więc mniejsze ryzyko otyłości w dzieciństwie i późniejszych latach życia.

Dzieci, które brały udział w eksperymencie i nie były karmione łyżeczką, w wieku 18-24 miesięcy lepiej kontrolowały swój apetyt, jadły w swoim tempie porcje, które ich wystarczały. W efekcie harmonijnie przybierały na wadze. To dawało nadzieje, że ten zdrowy styl odżywiania będą utrzymywać także w przyszłości.

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>