Od pierwszych dni wojny na dworcu kolejowym w Przemyślu obecni są psychologowie, którzy udzielają wsparcia uchodźcom. Jednym z nich jest Lucyna, która w zawodzie pracuje od 35 lat, ale jak zaznacza, takiej sytuacji w swojej karierze jeszcze nie doświadczyła. - Codziennie jest coś takiego, że trzeba to "odgadać" po powrocie do domu – podkreśliła specjalistka.

Reklama

Zwróciła uwagę, że rzadko zdarza się, aby sami uchodźcy przychodzili i prosili o pomoc. Jak zaznaczyła, rozmowa zaczyna się od prozaicznych pytań ze strony psychologów. - Pytamy: skąd przyjechaliście, dokąd jedziecie, w czym można pomóc. I za chwilę znam już całą historię, np. babcia bardzo nie chce jechać do Szwecji, bo jest tam zimno, a ją bolą stawy. Wtedy rozmawiam z córką i tłumaczę, że może to faktycznie nie jest dobry pomysł – opowiedziała Lucyna.

Z jej obserwacji wynika, że większość uchodźców nie pokazuje po sobie emocji. Zwykle na początku nie od razu dociera do nich to, co się wydarzyło. - Dopóki są w podróży, mają cel. Wiedzą, że muszą się uchronić, przemieścić, uciec od bezpośredniego zagrożenia. Zanim dotrze do nich tak naprawdę co się stało, to mija jeszcze trochę czasu – nawet kilka tygodni – podkreśliła psycholog.

Wyjaśniła, że uchodźcom, którzy znaleźli się w sytuacji kryzysowej, towarzyszą silne emocje. - Pozostawienie swojego domu, utrata dotychczasowego życia porównywalna jest do straty kogoś bliskiego. To jest jak żałoba – oceniła specjalistka.

Na dworcu kolejowym w Przemyślu można zobaczyć cały przekrój społeczeństwa oraz różne postawy i reakcje - przekazała. W pamięci utkwiła jej np. historia 93-latka z Mariupola, który jechał do Szwecji. - Przyjechał sam ze swoim plecaczkiem. Byłam pod wrażeniem, że mimo wszystko potrafił się otworzyć, szukać informacji, pomocy i przyjmować tę pomoc, bo starszym osobom jest z tym trudniej. Następnie wsiadł do pociągu, który jechał do Świnoujścia. Powiedziałam mu, jak ma się przesiąść na prom. Przyznam szczerze, że myślę o nim codziennie: czy dojechał i czy u niego wszystko w porządku – powiedziała psycholog.

Reklama

Podała kolejny przykład - kobiety w średnim wieku ze schizofrenią, która sama uciekła z Ukrainy. Na początku razem z innym trafiła do jakiejś rodziny w Polsce, która przygarniała pod swój dach uchodźców, ale po 2-3 dniach przywieźli ją z powrotem do Przemyśla.

Reklama

- I stała w takim stuporze na środku dworca. Okazało się, że nie spała, nie chciała jeść, nikomu nie ufała, bo obawiała się, że ktoś chce ją otruć. W tej chorobie niestety jest tak, że wytwory wyobraźni mieszają się człowiekowi z rzeczywistością. Choroba musiała się uaktywnić – może nie wzięła leków, do tego czynnik stresowy. Poszłam z nią do punktu medycznego, następnie została wezwana karetka i kobieta została przewieziona do szpitala – dodała Lucyna.

Minionej doby tysiąc osób przyjechało pociągami z Ukrainy na dworzec kolejowy w Przemyślu. Natomiast w głąb kraju wyjechało w piątek z Przemyśla ok. 2,7 tys. uchodźców.

Od inwazji Rosji na Ukrainę, czyli od 24 lutego z Ukrainy do Polski wjechało 2,27 mln osób - poinformowała w sobotę Straż Graniczna.