Badania potwierdziły 4835 nowych przypadków zakażenia koronawirusem, najwięcej w województwie mazowieckim i kujawsko-pomorskim. Zmarło 291 chorych – podało we wtorek, 19 stycznia, Ministerstwo Zdrowia. Resort w poniedziałek poinformował o 3271 nowych zakażeniach i 52 zgonach.

Reklama

Tydzień temu we wtorek liczba nowych zakażeń wynosiła 5569, a w niedzielę 4622.

- Dane epidemiczne idą w dobrym kierunku. Liczba nowych zakażeń wyraźnie spada. Wygląda, że jesteśmy po szczycie jesiennej fali epidemii - ocenił w rozmowie z PAP prof. Kuchar.

Dodał, że obserwuje on też znaczną poprawę sytuacji w szpitalu pediatrycznym WUM, w którym pracuje, bo pacjentów z zakażeniem koronawirusem SARS-CoV-12 poniżej 18. roku życia jest obecnie wyraźnie mniej niż kilka tygodni temu.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

- Ta grupa choruje rzadziej i łagodniej niż dorośli, ale jednak jakiś czas temu obłożenie pacjentów było znacznie większe i musieliśmy oddział covidowy zwiększać, a teraz wraca on do normalnych rozmiarów - stwierdził ekspert.

Dalszy rozwój epidemii w jego ocenie zależy od zachowań ludzi, bo te obecne, jak widać, pozwalają na spadki, ale pamiętać należy, że wiele sektorów życia jest zamkniętych.

Pytany o to, co doradziłby rządzącym, gdyby został zapytany, co robić w obliczu poprawiającej się sytuacji epidemicznej, wskazał, że wszelkie decyzje o ponownym otwieraniu wielu sektorów są bardzo trudne w aspekcie gospodarczym, etycznym i zdrowotnym.

- Trzeba wyważyć te wszystkie czynniki. Rząd ma dostęp do pełniejszych danych. Ja mam tylko szczątkowe. Trzeba wierzyć w racjonalność podejmowanych decyzji na podstawie wszystkich, pełnych wskaźników - dodał.

Zdaniem prof. Kuchara Polacy oswoili się z koronawirusem SARS-CoV-2. Kiedyś pacjenci przychodzili do lekarza z katarem, a teraz dzwonią z zapaleniem płuc. To może być jedna z przyczyn zbyt późnego trafiania do lekarzy części chorych, chociaż on sam na oddziale pediatrycznym nie obserwuje tendencji z odwlekaniem kontaktu z lekarzem.

- My, jako lekarze, możemy już skuteczniej pomagać, bo nabraliśmy doświadczenia. Całe społeczeństwo się oswoiło z epidemią i dla wielu koronawirus przestał być taki straszny - ocenił ekspert.

Pytany o spadek liczby nowych zakażeń na południu Polski i możliwą korelację z tym, że wiele osób tam już chorowało na COVID-19 uznał to za jedną z możliwych przyczyn spadków.

- Na pewno odporności populacyjnej, która pojawia się na poziomie ok. 70 procent ozdrowieńców nie ma jeszcze w żadnym regionie Polski. Gdy jednak na jakimś terenie 20 czy 30 procent osób już miało styczność z wirusem, to tworzy to pewną barierę dla jego rozprzestrzeniania, szczególnie że z puli 100 procent należy wyłączyć dodatkowo grupę np. osób starszych o niskiej mobilności, którzy pozostają w domu. Wszystkie epidemie wygasają w ten sam sposób. W końcu wirus nie ma już kogo zakażać - dodał prof. Kuchar.