Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak badać piersi, doktor każe obejrzeć na YouTubie. Prywatne przychodnie nie traktują pacjentów poważnie

20 maja 2019, 07:32
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Lekarz i pacjent
Lekarz i pacjent/Shutterstock
Brak zainteresowania lekarza, błędne diagnozy – niezależnie, czy płacimy za wizytę, czy robi to fundusz, wszędzie jest tak samo.

Z raportu „Prywatna oraz publiczna służba zdrowia – opinie Polaków nt. jakości świadczonych usług” na zlecenie Centrum Medycznego Damiana wynika, że o korzystaniu z prywatnej opieki medycznej decyduje tylko brak kolejek. Nie jakość.

Na zdrowie z własnej kieszeni wydajemy rocznie ponad 45 mld zł. Choć głównie na leki, to – jak wynika z badania GUS – 60 proc. Polaków korzysta z prywatnej służby zdrowia. Niepubliczna przychodnia zapytała, z jakich powodów. Okazuje się, że nie otrzymujemy tam lepszej opieki. Liczy się fakt, że w ogóle ją otrzymujemy.

Ankieterzy przeprowadzili pogłębione wywiady z ponad pół tysiącem osób. Na pytanie, dlaczego korzystasz z prywatnej służby zdrowia, badani odpowiadali zgodnie: jest szybciej. A poza tym czasem to jedyna szansa, żeby dostać się do specjalisty. Tak uważa 48 proc. badanych. Potem było długo, długo nic i dopiero na trzecim miejscu (po deklaracji, że korzystam z prywatnej opieki, bo mam taką ofertę od pracodawcy) znalazła się jakość. Ta okazała się istotna tylko dla co dziesiątego badanego. A opinię, że prywatnie mogę dostać się do lepszego lekarza, podzieliło tylko 3 proc. osób.

Z odpowiedzi ankietowanych wynika, że w obu rodzajach placówek – prywatnych i publicznych – nie są traktowani poważnie. Niemal 40 proc. badanych przyznawało, że doktor nie poświęca im zbyt dużo uwagi. A niemal co dziesiąty badany, który posiadał wykupioną prywatną opiekę, deklarował, że lekarz nie tylko nie angażuje się w rozwiązanie problemu zdrowotnego pacjenta, ale także nie przedstawia żadnego dobrego rozwiązania. I jak się okazuje, niemal takie same odczucia mamy niezależnie od tego, czy zapłaciliśmy za wizytę, czy nie. Odsetek tych, którzy uważają, że nie otrzymali trafnej diagnozy, również jest podobny w obu rodzajach placówek: ok. 35 proc. badanych przyznaje, że taka sytuacja zdarza się od czasu do czasu lub często zarówno w publicznej, jak i prywatnej służbie zdrowia.

I choć gdy zapłacimy za wizytę, lekarz może poświęcić nam więcej czasu i częściej wysyła na badania do specjalisty w celach profilaktycznych (14 proc. przekonywało, że publiczni nie robią tego nigdy), to zarówno prywatni specjaliści, jak i ci w placówkach z kontraktem NFZ mają kłopoty z komunikacją. Dowód? Ponad połowa pacjentów – niezależnie od tego, czy zapłacili za wizytę, czy nie – wskazała, że lekarze rzadko albo od czasu do czasu poświęcają czas na analizę wyników badań. Zaledwie 30 proc. spotyka się z tym często.

To zjawisko potwierdzają raporty OECD. Polska zawsze wypadała w nich na szarym końcu, jeżeli chodzi o umiejętność rozmowy i czas, który lekarze poświęcają chorym.

Według tych ostatnich zresztą nadal standardem jest to, że o raku dowiadują się na korytarzu od pielęgniarki. O efektach ubocznych leczenia doktor każe przeczytać w sieci, a jak badać piersi, obejrzeć na YouTubie. To wszystko doświadczenia z prywatnych placówek.

Wyniki badań Centrum Medycznego Damiana nie są zaskoczeniem dla Katarzyny Kolasy, kierownik zakładu ekonomiki zdrowia i zarządzania opieką zdrowotną Akademii Leona Koźmińskiego. –– dodaje.

I podkreśla, że zmiany w prywatnej opiece nastąpią dopiero wówczas, gdy zajdą także w publicznym sektorze. Tego nie ma jednak kto reformować. Dlatego i prywatna opieka się nie zmieni – „wie”, że chory nie ma alternatywy, dlatego nie ma bodźca do zrobienia rewolucji. – – podkreśla Marek Kubicki, członek zarządu Centrum Medycznego Damiana. I choć, jak dodaje, badanie tego nie definiuje, to zakłada, że niezadowolone z obsługi były osoby, które odwiedziły doktora z powodu bardziej złożonego problemu zdrowotnego. – – wyjaśnia Kubicki. I podkreśla, że dlatego ważna jest ciągłość leczenia (ten sam lekarz), kompleksowość (kardiolog widzi, jakie leki lub rozpoznanie dał urolog czy diabetolog – m.in. po to, by uniknąć interakcji lekowych) oraz szybkość i dostępność do dodatkowej diagnostyki (zatrzymanie/identyfikacja problemu, zanim się rozwinie).

– twierdzi Marek Kubicki.

Ale zdaniem ekspertów niezależnie od jakości i tak będzie rósł popyt na niepubliczną opiekę. W zeszłym roku Polacy wydali na nią 46 mld zł. W tym roku zdaniem Polskiej Izby Ubezpieczeń kwota ta jeszcze wzrośnie. – – wyjaśnia Dorota M. Fal z Polskiej Izby Ubezpieczeń. Powodem większego zainteresowania niepublicznymi placówkami jest też to, że do specjalisty można dostać się bez skierowania i nie czekać tak długo na badania jak w tych z kontraktem w NFZ. –– podkreśla Dorota M. Fal. To jej zdaniem przekłada się na lepszą jakość życia. Podkreśla, że prywatna opieka zdrowotna również ma swoje ograniczenia. Jest np. stosunkowo droga w przypadku leczenia immunologicznego, np. nowotworów. –– mówi, dodając, że potrzeby pacjentów z każdym rokiem rosną. Zaznacza też, że standardy publicznej opieki zdrowotnej są dobre, biorąc pod uwagę niskie nakłady. – – mówi Dorota M. Fal.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj