Wyjątkowo skuteczne leki, które zrewolucjonizowały leczenie wirusowego zapalenia wątroby typu C (WZW C), wprowadzono w naszym kraju dzięki refundacji z budżetu w lipcu 2015 r. Są one łatwe w użyciu, podawane doustnie, na dodatek bardzo bezpieczne i dobrze tolerowane. Na świecie zarejestrowano je w 2014 r.
– podkreśliła prof. Anna Piekarska z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Mimo ogromnego postępu medycyny nie ma drugiej choroby, w której osiągano by tak spektakularne efekty.
Specjalistka powiedziała PAP, że prawie 20 tys. pacjentów objętych dotąd terapią to wciąż połowa chorych wymagających jak najszybszego leczenia - a to wynika z limitów w refundacji. - - powiedziała.
Leczenie WZW C nowej generacji lekami trwa zwykle 12 tygodni i jedynie u niektórych chorych, z mniejszymi zmianami w wątrobie, może być skrócone do 8 tygodni. Po zakończeniu leczenia, czyli po trzech miesiącach, przy tak wysokiej skuteczności terapii można nim objąć kolejnych pacjentów z listy najpilniejszych przypadków choroby.
– wyjaśniała prof. Piekarska. Zdecydowana większość z nich nie wymaga natychmiastowej terapii. Zdaniem specjalistki, chorzy z niewielkimi zmianami w wątrobie mogą poczekać na terapię jeszcze rok, a nawet dwa lata.
Zakażonych jest jednak znacznie więcej niż 200 tys. osób wymagających leczenia. Podejrzewa się – bo nie ma dokładnych statystyk – że w minionych kilkudziesięciu latach chorobą został zarażony około 1 proc. naszego społeczeństwa. Jedynie u 20 proc. z nich infekcja została zwalczona przez układ odpornościowy. U pozostałych osób, które się z wirusem zetknęły się, ale go nie zwalczyły, choroba zwykle długo przebiega w utajeniu i pierwsze objawy wywołuje dopiero po 20-30 latach.
- powiedziała prof. Piekarska. Dotychczas wykryto go jedynie u 20 proc. zakażonych, u których się on rozmnaża i powoduje zniszczenia w wątrobie. W innych krajach wykrywalność tej infekcji jest większa, np. w Szwecji zdiagnozowano ją u 80 proc. osób zakażonych.
Zdaniem prof. Piekarskiej, wykrywalność WZW C w naszym kraju powinno się wkrótce zmienić, ponieważ w 2016 r. po raz pierwszy na obecność tego zakażenia w ciągu 3 miesięcy przebadano ponad 60 tys. Polaków. Teoretycznie jedynie w ramach tej akcji mogło zostać wykrytych nawet 5 tys. zakażonych osób. Do tej pory rocznie wykrywano zaledwie 3,5 tys. osób z WZW C.
– dodała specjalistka.
Według prof. Piekarskiej w aż 84 proc. przypadków do zakażenia WZW C w minionych kilkudziesięciu latach dochodziło w placówkach służby zdrowia. - – zapewniała specjalistka. W pozostałych przypadkach infekcje zdarzały się na skutek niesterylnego zabiegu tatuażu, u fryzjera lub kosmetyczki.
Na pytanie PAP, czy w zakażeniach WZW C nadal dominują te sytuacja, w których dochodzi do nich w placówkach służby zdrowia, prof. Piekarska powiedziała, że w jej ocenie wciąż tak jest, choć dzięki nowym procedurom i wymogom dochodzi do nich znacznie rzadziej niż dawniej. – dodała.
W 1993 r. wprowadzono testy krwi na obecność wirusa zapalenia wątroby typy C, dzięki czemu nie dochodzi już do zakażenia tym patogenem poprzez przetoczenia krwi. - – podkreśliła prof. Piekarska. W razie pozytywnego wyniku, badanie trzeba powtórzyć, bo może być ono fałszywie pozytywne.
Wirusowym zapaleniem wątroby typu C najczęściej zakażone są osoby w wieku 45-70 lat. U co trzeciego zakażonego doprowadza ono do marskości wątroby, dlatego infekcja ta jest najczęstszym powodem przeszczepu wątroby w naszym kraju. Jeśli choroba nadal nie jest leczona, może dojść do nawrotu infekcji w przeszczepionej wątrobie.
- – powiedziała prof. Piekarska.