W przygotowywanej nowelizacji ustawy refundacyjnej resort chce wprowadzić kolejny poziom odpłatności za lek - 15 proc. Obecnie leki refundowane mogą być wydawane na ryczałt (po 3,20 zł) lub za odpłatnością 30 proc. albo 50 proc. (niektóre również bezpłatnie). Resort chce, by nowy poziom odpłatności był stosowany przy drogich lekach, koszt miesięcznej terapii którymi przekracza np. 600 zł.
Obecnie najdroższe leki obejmowane są opłatą ryczałtową, co - jak wyjaśnia Łanda - zniechęca ministra zdrowia do ich refundacji. - - powiedział wiceminister.
Resort chce także, by w ramach negocjacji z Komisją Ekonomiczną firmy farmaceutyczne miały możliwość zmniejszania kwoty dopłaty pacjenta do leków z odpłatnością 15 proc.
Jeśli więc lek kosztuje 1 tys. zł, wówczas po objęciu go refundacją z nowym poziomem odpłatności pacjent - upraszczając - dopłacałby 150 zł. Resort chce, by w ramach negocjacji refundacyjnych firma farmaceutyczna mogła jeszcze zmniejszyć tę dopłatę i częściowo wziąć ją na siebie.
- wyjaśniał Łanda.
Wiceminister zaznaczył, że jedną z najważniejszych zmian w ustawie będzie Refundacyjny Tryb Rozwojowy (RTR) opracowywany we współpracy z Ministerstwem Rozwoju. Wyjaśnił, że na podstawie różnych współczynników będzie dokonywana ocena, na ile dana firma farmaceutyczna jest "partnerem polskiej gospodarki", np. czy inwestuje w Polsce w badania i rozwój, prowadzi tu badania kliniczne, płaci CIT oraz zatrudnia pracowników.
- - wyjaśniał Łanda.
Resort liczy, że zwiększenie szans takich firm na refundację zachęci je do prowadzenia w Polsce produkcji. - - ocenił wiceminister.
Powiedział, że ponieważ w procedurze refundacyjnej będą brane pod uwagę dodatkowe czynniki ekonomiczne korzystne dla gospodarki państwa, MZ oczekuje, że minister finansów i premier zgodzą się na dołożenie dodatkowych środków na refundację. Wskazał, że oznacza to, że np. na 2 mld zł refundacji z Narodowego Funduszu Zdrowia, ok. 200 mln zł będzie dokładał budżet państwa.
W nowelizacji ma znaleźć się także zapis, żeby pieniądze, które uzyskuje się w ramach tzw. instrumentów dzielenia ryzyka (zwykle ze środków firm farmaceutycznych) były przeznaczane na refundację. -powiedział Łanda.
Resort chce, aby na polskim rynku pojawiało się coraz więcej leków biopodobnych. Łanda wyjaśnił, że koszt wytworzenia tych leków jest znacznie wyższy niż leków chemicznych. Jednak producenci leków biopodobnych, by znaleźć się na liście leków refundowanych, muszą zaoferować cenę o przynajmniej 25 proc. niższą niż cena leków już znajdujących się w wykazie. MZ chce obniżyć tę barierę do 15 proc. Resort liczy, że zachęci to firmy do produkcji tych leków w Polsce.
Łanda ocenił, że jednym z najważniejszych założeń nowelizacji, będzie "egalitarne" podejście do finansowania leków sierocych (wykorzystywanych przy leczeniu rzadko występujących chorób). Leki te nie będą tak jak dotychczas podlegać klasycznej analizie ekonomicznej, ale wymagane będzie od producenta uzasadnienie ceny.
- powiedział.
Łanda zapowiedział też, że wykazy leków refundowanych będą publikowane co trzy miesiące, a nie tak jak obecnie co dwa.
Nowelizacja ma także wprowadzić zasadę "compassionate use" (humanitarne zastosowanie leku). Jest to możliwość zastosowania niezarejestrowanego leku ratującego życie będącego w drugiej lub trzeciej fazie badań u pacjenta, który w tym badaniu nie uczestniczy, jeśli leczenie za pomocą dostępnych leków jest nieskuteczne.
Resort chce także, by niektóre, sprawdzone leki lekarze mogli stosować w pełnym zakresie wskazań klinicznych i zastosowań (a nie jedynie wg wskazań w charakterystyce produktu leczniczego).
Projekt nowelizacji jest obecnie w konsultacjach wewnętrznych. Resort chce, by nowe przepisy weszły w życie od 1 stycznia 2017 r., jednak Łanda zaznaczył, że zależy to od liczby uwag, które zostaną zgłoszone podczas konsultacji.