Obydwa programy muszą jeszcze zostać poddane ocenie rady konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznych (AOTM) i gdy będzie pozytywna, resort podejmie rozmowy z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) o konkretnej dacie ich wdrożenia - wyjaśniał na spotkaniu z dziennikarzami wiceminister zdrowia Adam Fronczak.

Reklama

Jeden z nich jest modyfikacją istniejącego programu terapeutycznego, który dotyczy stosowania tzw. leków immunomodulujących w pierwszej linii terapii. Zgodnie z wprowadzonymi do niego zmianami, stosowanie tych leków zostanie wydłużone u pacjentów z SM z trzech do pięciu lat, będzie też zniesiona kwalifikacja punktowa za wiek (która znaczne ogranicza dostęp do tej terapii dla chorych po 40. roku życia).

Obniżeniu ulegnie także granica wieku, od którego można stosować terapię - z 16. do 12. roku życia. W ramach tego programu, lekarze będą mogli podawać dodatkowy lek immunomodulujący, bo dotychczas można było leczyć tylko jednym rodzajem preparatu, tj. interferonem-beta.

Kierownictwo resortu zdrowia zaakceptowało również drugi program terapeutyczny dotyczący pacjentów, u których terapia immunomodulująca nie zadziałała bądź pojawiły się szybko nawroty. Chodzi o zastosowanie w tzw. drugiej linii terapii przeciwciała monoklonalnego o nazwie natalizumab. Lek ten ma większą skuteczność niż interferon-beta, który działa u ok. 30-35 proc. pacjentów, podczas gdy natalizumab daje efekty u ponad 60 proc.

Jest jednak obciążony ryzykiem groźnego powikłania, jakim jest leukoencefalopatia wieloogniskowa (zakażenie mózgu związane ze spadkiem odporności, które może prowadzić do zgonu).

Według Fronczaka, obydwa programy powinny być ocenione przez AOTM jeszcze w kwietniu. W przypadku natalizumabu, który jest lekiem bardzo drogim, trwają jeszcze rozmowy z producentem odnośnie obniżenia ceny preparatu.

Reklama

Ministerstwo Zdrowia szacuje, że wdrożenie obydwu programów spowoduje wzrost wydatków na leczenie chorych na SM o ok. 80 mln zł. W sumie, koszty programów terapeutycznych dla tej grupy chorych mają wynieść 200 mln na rok.



Jak powiedziała prof. Danuta Ryglewicz, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, akceptacja obydwu programów przez minister zdrowia Ewę Kopacz jest krokiem o wielkim znaczeniu dla pacjentów. Dzięki temu, liczba chorych poddawanych terapii immunomodulującej na pewno wzrośnie.

Z danych MZ wynika, że pod koniec 2010 r. stosowano ją u ok. 4,2 tys. osób, a jak oszacowała konsultant, powinno ją otrzymywać ok. 10 tys.

"Stwardnienie rozsiane jest jedną z najcięższych chorób neurologicznych. Najczęściej występuje między 20. a 40. rokiem życia, ale może pojawić się u osób młodszych lub starszych" - powiedziała neurolog. Choroba jest jedną z głównych przyczyn niepełnosprawności ludzi młodych.

Jak przypomniała prof. Ryglewicz, obecnie terapia immunomodulująca jest przyznawana na dwa lata, z możliwością przedłużenia do trzech, u tych pacjentów, u których zadziała. Z badań wynika jednak, że dłuższe jej stosowanie znacznie łagodzi przebieg choroby i zmniejsza liczbę jej rzutów (tj. zaostrzeń choroby).

"Dlatego, pacjenci i lekarze od pewnego czasu podkreślali konieczność jej wydłużenia" - tłumaczyła. Teraz chorzy, którzy uzyskają dobry efekt kliniczny terapii będą mogli kontynuować leczenie przez 5 lat.

Według prof. Ryglewicz, istotną zmianą jest również to, że o włączeniu do programu będzie decydował stan kliniczny pacjenta, a nie wiek i, że będzie ją można stosować u dzieci poniżej 12. roku życia, u których SM występuje wprawdzie znacznie rzadziej, ale często ma bardzo agresywny przebieg. Jest to zgodne z zaleceniami międzynarodowymi - zaznaczyła.