W ostatnim czasie e-papierosy nie cieszą się dobrą prasą. Eksperci wzięli je pod lupę i podają kolejne informacje świadczące o tym, że palenie elektronicznych papierosów wcale nie musi być "zdrowe".

Jak podaje "Daily Mail", na cenzurowanym jest obecnie glikol propylenowy - związek chemiczny stosowany jako rozczynnik nikotyny. Podczas palenia rozpylany jest jako mgiełka zawierająca nikotynę, glicerynę i dodatki smakowe. Według ekspertów z Federal Centre of Health Education w Kolonii, w Niemczech może powodować ostre podrażnienie dróg oddechowych.

Z kolei amerykańscy naukowcy z FDA (Food and Drug Administration) już w 2009 roku alarmowali, że we wkładach niektórych e-papierosów jest esencja z rakotwórczym składnikiem - nitrozoaminą. Choć jest w zdecydowanie mniejszym stężeniu niż w tradycyjnych papierosach, to nie pozostaje mniej groźna.

Warto wiedzieć, że e-papierosy pozostają poza kontrolą, bo ich produkcja i sprzedaż nie jest objęta żadnymi rozporządzeniami dotyczącymi wyrobów tytoniowych. Poza tym nie są klasyfikowane jako produkty medyczne, więc nie podlegają sprawdzeniu jak inne produkty zawierające nikotynę, a będące np. środkami stosowanymi w leczeniu nałogu tytoniowego.

E-papierosy zostały zakazane w Kanadzie, Australii i niektórych amerykańskich stanach. Ich stosowanie zakazane jest w wielu urzędach, np. w Niemczech.

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>