To, oraz edukacja kobiet i lekarzy pierwszego kontaktu, jak również dostęp do nowoczesnych terapii, może zwiększyć odsetek pacjentek z rakiem jajnika przeżywających co najmniej pięć lat - mówili specjaliści na debacie zorganizowanej przez Polskie Towarzystwo Ginekologii Onkologicznej oraz konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii onkologicznej prof. Mariusza Bidzińskiego. Odbyła się ona z okazji Światowego Dnia Świadomości Raka Jajnika, który obchodzimy 8 maja.
Prof. Włodzimierz Sawicki, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, przypomniał, że rak jajnika jest określany mianem cichego zabójcy kobiet. - – mówił specjalista. Jak dodał, oznacza to, że w Polsce diagnozę raka jajnika słyszy 380 kobiet miesięcznie i 13 kobiet dziennie. - – powiedział.
Według prof. Sawickiego problemem dotyczącym raka jajnika jest fakt, iż nie daje on wczesnych objawów, a jeśli pojawiają się symptomy - to w późniejszym stadium zaawansowania klinicznego.
Jak wymieniała prof. Anita Chudecka-Głaz, kierownik Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i
Dziewcząt Szpitala Uniwersyteckiego w Szczecinie, są to: dolegliwości bólowe brzucha i tzw. dyskomfort w obrębie jamy brzusznej, uczucie pełności po jedzeniu lub problemy z jedzeniem, wzdęcia, które się zdarzają szybko po jedzeniu, objawy ze strony układu moczowego – przede wszystkim częstomocz.
Prof. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, podkreślił, że jeśli takie objawy nie ustępują przez 3-4 tygodnie, mimo leczenia - na własną rękę, u lekarza rodzinnego czy gastrologa - to pacjentka powinna niezwłocznie złożyć wizytę ginekologowi.
Innym problemem, który wpływa negatywnie na wyniki leczenia raka jajnika jest obecnie brak badań przesiewowych w kierunku tego nowotworu, pozwalających wykrywać go w bardzo wczesnym stadium zaawansowania.
Z danych, które przytoczyła prof. Chudecka-Głaz wynika, że 75-80 proc. pacjentek z rakiem jajnika ma stawianą diagnozę w trzecim lub czwartym stopniu zaawansowania klinicznego. Tymczasem, gdy nowotwór ten zostanie wykryty w pierwszym stadium, to aż 90 proc. pacjentek przeżywa pięć lat, gdy w trzecim stadium – odsetek ten wynosi 40 proc., a w stadium czwartym – 20 proc.
Zdaniem prof. Bidzińskiego efekty leczenia raka jajnika można by znacznie poprawić, gdyby polskie pacjentki z tym nowotworem były leczone wyłącznie w ośrodkach kompleksowej opieki diagnostyczno-terapeutycznej, tzw. Ovarian Cancer Units. W Europie ośrodki te, aby otrzymać certyfikację, muszą leczyć co najmniej 50 kobiet z rozpoznaniem tego nowotworu rocznie.
– mówił prof. Bidziński.
Jak dodał, w takich wyspecjalizowanych ośrodkach na świecie aż 75 proc. kobiet w zaawansowanym stadium raka jajnika przeżywa minimum pięć lat.
- – mówił prof. Bidziński. Jego zdaniem w każdym województwie (w zależności od jego wielkości) powinno być od 3 do 5 ośrodków wyspecjalizowanych w leczeniu raka jajnika. Tymczasem na przykład w woj. mazowieckim jest 27 takich placówek, przy czym niektóre leczą dwa – trzy przypadki rocznie.
Dr hab. Radosław Mądry, kierownik Oddziału Ginekologii Onkologicznej Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego w Poznaniu (Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego), podkreślił, że w ośrodkach kompleksowo leczących raka jajnika pacjentki powinny mieć przeprowadzone badania genetyczne.
- – podkreślił prof. Bidziński, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP. Tymczasem wykonywanie badań genetycznych u chorych na raka jajnika nie przekracza 35 proc. wśród wszystkich leczonych kobiet. Jest to związane z tym, że ośrodki regionalne nie koordynują ścieżek terapeutycznych pacjentek, ocenił konsultant krajowy w dziedzinie onkologii ginekologicznej.
Dr Mądry zaznaczył, że jeśli chodzi o leczenie pacjentek z rakiem jajnika nowoczesnymi terapiami, to w Polsce dokonał się postęp. Dostęp do leczenia inhibitorami PARP otrzymało większość nowozdiagnozowanych pacjentek z zaawansowanym, platynowrażliwym rakiem jajnika, niezależnie od statusu mutacji w genach BRCA1 i BRCA2. Badania kliniczne wykazały skuteczność inhibitorów PARP u pacjentek platynowrażliwych, zarówno u tych, które mają mutacje w genach BRCA1 lub BRCA2, jak również i u tych, które miały inne zaburzenia naprawy uszkodzeń DNA.
Najlepsze efekty są widoczne w przypadku zastosowania inhibitorów PARP w pierwszej linii leczenia, choć korzyści odnoszą także pacjentki leczone na etapie nawrotu choroby.
Dr Mądry zwrócił uwagę, że wciąż nierozwiązany jest problem leczenia inhibitorami PARP chorych z zaawansowanym rakiem jajnika i mutacją w genach BRCA, z chorobą resztkową (tzw. chore wysokiego ryzyka nawrotu), które już otrzymują leczenie bewacyzumabem. Bewacyzumab jest lekiem antyangiogennym, który hamuje powstawanie nowych naczyń krwionośnych odżywiających guza. Badanie PAOLA-1 pokazuje, że zastosowanie leczenia podtrzymującego olaparybem (inhibitor PARP) u chorych otrzymujących chemioterapię z bewacyzumabem wydłuża czas do nawrotu choroby o 20 miesięcy.
Specjalista wyraził nadzieję, że wkrótce uda się wprowadzić zapisy w programie lekowym, które umożliwią stosowanie tego leczenia.