Specjaliści dyskutowali o tym w poniedziałek podczas debaty online pt. "Nowotwory ginekologiczne – Czas Działać! Pandemia - problemy onkologii".

Reklama

Krajowy konsultant w dziedzinie ginekologii onkologicznej prof. Mariusz Bidziński w Polsce podkreślił, że w Polsce obserwuje się bardzo duże rozproszenie leczenia chorych z nowotworami ginekologicznymi. Tymczasem diagnostyka i leczenie niektórych nowotworów, do których zalicza się rak jajnika, wymagają bardzo specjalistycznych umiejętności. Niestety wiele szpitali powiatowych czy miejskich nie uzyskuje poziomu referencyjnego w zakresie leczenia raka jajnika. - Chory na nowotwór powinien być leczony w placówkach, które mają po pierwsze doświadczenie, mają zaplecze i kadrę, która jest w stanie wszystkie etapy (leczenia – PAP) właściwie poprowadzić – tłumaczył prof. Bidziński.

Przytoczył przykład województwa mazowieckiego, w którym jest 27 placówek zajmujących się leczeniem chorych na raka jajnika. - Są szpitale, które w ciągu roku leczą jednego pacjenta, może dwóch – trzech, więc ich potencjał doświadczenia w tym zakresie jest mierny – ocenił specjalista.

Zaznaczył, że jedynie dwa szpitale w woj. mazowieckim przekroczyły liczbę 20 leczonych pacjentek z rakiem jajnika rocznie. - A więc widać, że rozproszenie tego systemu jest olbrzymie – dodał. W jego opinii prowadzi to do ogromnych kosztów społecznych i ekonomicznych. Z danych wynika bowiem, że średnia długość pobytu w szpitalu pacjentów, którzy trafiają do ośrodków wykonujących małą liczbę zabiegów, wynosi 12 dni, podczas gdy w szpitalach o dużej rocznej liczbie zabiegów jest to 7-8 dni. Ponadto kobiety z rakiem jajnika operowane przez lekarza mającego duże doświadczenie mają szansę przeżyć co najmniej 40 miesięcy, podczas gdy operowane w mniejszych ośrodkach – jedynie 24 miesiące.

- Warto pamiętać o tym, że skutki leczenia z szpitalach o mniejszym doświadczeniu ponosi nie tylko pacjent, ale i system – podkreślił prof. Bidziński.

Reklama

Dodał, że w szpitalach o małym doświadczeniu pacjentki po otrzymaniu wyniku rozpoznania i wyniku badania histopatologicznego nie są kierowane dalej do żadnej konkretnej placówki. Mają na własną rękę szukać onkologa. - A naturalną rzeczą jest, że powinien być system koordynacji – powiedział specjalista. Chodzi o to, by pacjent miał od razu wytyczoną jak najkrótszą ścieżkę leczenia.

Reklama

Taką rolę według ekspertów powinny spełniać centra narządowe (w przypadku chorych na raka jajnika Ovarian Cancer Units), które będą dysponować wszystkimi elementami, od których zależy skuteczność terapii – zarówno diagnostyką, jak i metodami leczenia, jak i doświadczoną kadrą.

Prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej prof. Włodzimierz Sawicki podkreślił, że tworzenie Ovarian Cancer Units wynika wprost z Narodowej Strategii Onkologicznej, która od nowego roku będzie obowiązywała w randze ustawy. Zaznaczył zarazem, że wiele zależy od finansowania, a finansowanie onkologii jest wciąż niewystarczające.

Magdalena Władysiuk, prezes Stowarzyszenia CEESTAHC, wiceprezes HTA Consulting oceniła, że dla poprawy przeżycia pacjentek z nowotworami ginekologicznymi, w tym z rakiem jajnika, istotne jest również ciągłe poszerzanie dostępu do nowych technologii lekowych.

Prof. Sawicki zwrócił uwagę, że leczenie chorych na raka jajnika poprawiło się. Obecnie pacjenci i lekarze czekają jeszcze na finansowanie leku z grupy inhibitorów PARP o nazwie niraparib. Jest on przeznaczony w pierwszej linii terapii w leczeniu podtrzymującym dla pacjentek z rakiem jajnika bez mutacji w genie BRCA1. Pacjentki posiadają wprawdzie inne mutacje, ale obecnie nie da się ich wykazać ze względu na brak odpowiednich testów.

Zdaniem prof. Sawickiego finansowanie niraparibu stwarza szansę wydłużenia czasu do nawrotu nowotworu. - Choroba staje się chorobą przewlekłą, a kobieta może zaplanować życie zawodowe i rodzinne. Nie bez znaczenia jest też fakt, że są to leki, które stosuje się w domu w postaci tabletek – podsumował specjalista.