- Po raz pierwszy na świecie udało się, wśród tak dużej grupy pacjentów z tak bardzo zaawansowanym stadium choroby, uzyskać tak dobry efekt terapeutyczny - mówi dr Paweł Gawliński, genetyk z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Reklama

Limfocyty T w organizmie człowieka odpowiadają za jego odporność. Chronią nas przed bakteriami i wirusami ale z nowotworami jak dotąd sobie nie radziły. - Nowotwór sam w sobie posiada swój własny system obronny, który oszukuje nasz układ odpornościowy. Cały problem w zwalczaniu nowotworów polega na tym, że nowotwory są dla naszego układu niewidzialne - wyjaśnia dr Gawliński. Dlatego naukowcy postanowili limfocyty T wesprzeć. W tym celu pobrane od chorego komórki zostały odpowiednio zmodyfikowane i wyposażone w tzw. chimeryczne receptory antygenowe. - To jest pewien rodzaj oręża, w które uzbrajamy w warunkach laboratoryjnych te komórki, po czym zwracamy je pacjentowi. I te komórki już zrekonstruowane atakują nowotwór - opisuje metodę prof. Cezary Szczylik, onkolog z Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

- To na pewno nie będzie kwestia lat, ale dziesiątków lat, ponieważ tego typu choroby mogą nawracać, również po bardzo długim okresie czasu. Poza tym, tak do końca też nie wiemy, jak te zmodyfikowane limfocyty T będą się zachowywały w naszych organizmach - ocenia dr Gawliński. Dlatego wciąż za wcześnie, by powiedzieć, czy nowa terapia będzie skuteczna w walce z innymi rodzajami nowotworów.

- To jest dopiero początek, niemniej jednak, tę wiadomość trzeba przyjąć jako niebywałą - mówi prof. Szczylik.