Na efekty piątkowych zapowiedzi premiera Donalda Tuska w sprawie wprowadzenia narodowego planu na rzecz walki z rakiem nie trzeba było czekać. Wczoraj m.in. o tej sprawie z lekarzami rozmawiał minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Zapowiedziano powstanie grupy roboczej, która tym się zajmie.

Spotkania z szefem resortu zdrowia i premierem to efekt protestu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego (PTO) dotyczącego limitowania leczenia chorych na nowotwory. Na początku grudnia Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy zawiadomił prokuratora generalnego i prezesa Sądu Najwyższego, że istniejące prawo prowadzi do tego, iż "nie udziela się pomocy ludziom znajdującym się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu. Dotyczy to części osób zapadających na choroby nowotworowe". Zdaniem lekarzy takie działanie to barbarzyństwo.

PTO w związku z tym proponuje Strategię dla Polskiej Onkologii - polski Cancer Plan. Planuje, by ulepszyć wydatkowanie pieniędzy na leczenie raka - przykładem tego jest podawanie chemii w warunkach ambulatoryjnych, a nie szpitalnych. Tam doba pobytu kosztuje 500 zł.

Szef PTO prof. Jacek Jassem uważa, że czas jest kluczowy, gdyż leczenie nowotworu w początkowej fazie jest o wiele tańsze (np. zabieg chirurgiczny) od terapii w zaawansowanym stadium (chemioterapia lub radioterapia).

Czas oczekiwania to rzeczywiście jeden z głównych problemów pacjentów, bo w przypadku chorych na raka bywa to zabójcze. Z naszych wyliczeń wynika, że około 20 tys. rocznie chorych onkologicznie umiera niepotrzebnie. Gdyby leczenie było bardziej efektywne, czyli także szybsze, mogliby przeżyć kolejne lata - mówi Jacek Gugulski, wiceprezes Koalicji Pacjentów Onkologicznych. Obecnie – jak tłumaczy – pacjent czeka najpierw w kolejce po diagnozę, potem do lekarza, a jeszcze później na leczenie. Z wyliczeń Koalicji zsumowany czas oczekiwania, czy to do specjalisty, czy też potem na leczenie, czy jego kontynuację, wynosi średnio ok. 4 miesięcy.

Z danych NFZ (za marzec 2013 r.) wynika, że w niektórych województwach na przyjęcie na oddziały onkologiczne czas oczekiwania wynosił np. 97 dni (woj. pomorskie) czy 52 dni (woj. kujawsko-pomorskie). Ale nawet ci pacjenci, którzy się tam dostali, mają problemy z terminowością. Jedna z pacjentek, chora na raka piersi, czekała nawet w czasie już rozpoczętej chemii. - Miałam przyjmować wlewy co dwa tygodnie. Ale dwa tygodnie to tylko teoria. Kolejki na oddział są tak długie, że z dwóch robi się sześć, czyli trzy razy więcej, o wiele za długo, aby być pewnym skuteczności terapii. Lekarze rozkładali ręce: także nad tym ubolewali, ale jest określona liczba miejsc i nic nie da się zrobić - opowiada.

Według specjalistów pierwszym krokiem byłoby zniesienie limitów. I wprowadzenie lepszego systemu leczenia, m.in. kompleksowej opieki nad pacjentem. Obecnie chory musi sam chodzić i szukać miejsca oraz lekarza. NFZ w zeszłym roku zapowiedział wprowadzenie kompleksowej opieki - na razie tylko w przypadku raka piersi. Chodzi o to, by leczenie nie odbywało się etapami u poszczególnych lekarzy, ale w sposób skoordynowany. To by było skuteczniejsze i tańsze.