Jak wyjaśniają media w Oslo kliniki te zamykano w minionych latach ze względów oszczędnościowych, podobnie zmniejszyła się też liczba położnych praktykujących w mniejszych miejscowościach. Skutki takich posunięć odczuwa się głównie w oddalonych od centrów miejskich rejonach kraju. Według najnowszej statystyki obecnie 0,69 proc norweskich kobiet rodzi w prywatnych samochodach lub w ambulansach w drodze do kliniki położniczej.

W województwie Finmark, najbardziej na północ położnej części kraju, dzieci jednej na 60 rodzących kobiet przychodzą na świat w czasie podróży do kliniki. W dwóch innych województwach spotyka to co 75 rodzącą. Natomiast w Oslo stolicy kraju, taki przypadek zdarza się raz na 300 porodów.

Obok zbyt małej liczby klinik położniczych odgrywają tu rolę warunki naturalne kraju, duże odległości i rzadka sieć drogowa.
Obecny nowy, prawicowy rząd norweski w programie reform służby zdrowia zawarł obietnice zwiększenia liczby tych placówek. Potwierdził to też niedawno minister zdrowia Bent Höie mówiąc o zwiększeniu liczby położnych w całym kraju.