Żywi się ludzką krwią, atakuje skórę głowy i bardzo łatwo przenosi się z człowieka na człowieka. To wesz głowowa, najbardziej rozpowszechniona w żłobkach, przedszkolach i szkołach. Sprawia o wiele większe problemy niż dwa pozostałe gatunki wszy - wesz odzieżowa i wesz łonowa. Są jednak sposoby, by ją pokonać.

W walce z tymi pasożytami dobrze sprawdza się stara tradycyjna sprawdzona metoda babć, czyli wyczesywanie wszy. Apteki i sklepy internetowe sprzedają nawet specjalne gęste grzebienie przeznaczone właśnie do tego celu. Warto przed wyczesaniem pasożytów dokładnie zwilżyć włosy dziecka na przykład odżywką - wtedy wszy i ich jaja będą łatwiej ześlizgiwać się z włosów.

Należy pamiętać, że wyczesywanie to nie jest jednorazowa operacja. Najczęściej trzeba powtórzyć ją kilka razy, w odstępie kilkudniowym. Jeśli natomiast wszawica to problem powracający, można zaopatrzyć się w specjalny grzebień elektroniczny. Jego działanie jest banalnie proste. Między zębami grzebienia powstają drobne ładunki elektryczne, które w trakcie wyczesywania rażą wszy oraz ich larwy. Napięcie jest tak niskie, że nie szkodzi człowiekowi, natomiast owady w zetknięciu z grzebieniem na prąd nie mają żadnych szans.

W aptekach - oprócz grzebieni - są również środki chemiczne do zwalczania wszawicy. To szampony lecznicze, spraye do spryskiwania głowy albo balsamy do wcierania we włosy. Część z nich oparta jest na neurotoksycznych związkach owadobójczych, oczywiście w niskim i bezpiecznym dla człowieka stężeniu, część z nich zamiast toksyn zawiera oleje silikonowe, które w trakcie stosowania przylegają do owadów i larw, blokując im dostęp do powietrza.

Mniej lub bardziej skutecznie sprawdzają się również tradycyjne metody, polegające na nacieraniu głowy roztworem nafty. Choć może to i skuteczny sposób na pozbycie się wszy, jest jednak mało przyjemny (z uwagi na zapach) także dla nosiciela. W ostateczności można zaatakowane wszawicą włosy ściąć. To sposób najbardziej skuteczny, choć raczej mało popularny.

Przed wyborem metody walki z pasożytami kryjącymi się we włosach warto poradzić się lekarza pierwszego kontaktu. Nie należy się wstydzić wszawicy, wbrew utartemu stereotypowi nie jest to choroba wynikająca z braku higieny. Wprost przeciwnie, wszy znakomicie czują się we włosach czystych i zadbanych. Problem polega na tym, że wszawica bardzo łatwo się przenosi, zwłaszcza w żłobkach, przedszkolach i szkołach. Wystarczy niewielki kontakt fizyczny, przytulenie w trakcie zabawy, przymierzenie czyjejś czapki na placu zabaw, pożyczenie gumki do włosów, a zakażenie gotowe.

Na co zwracać uwagę? Sygnałem alarmowym powinno być dziecko uskarżające się na świąd głowy. Choć wszy nie rzucają się w oczy, zwłaszcza na jasnych włosach, ponieważ są niemal przezroczyste i rzadko przekraczają milimetr długości, to o wiele łatwiej dostrzec ich jajeczka, czyli tak zwane potocznie gnidy. To przypominające łupieżu małe białe drobinki przylegające do skóry głowy i włosów. Wystarczy się jednak dobrze przyjrzeć, by bez trudno odróżnić jaja wszy od łuszczącej się suchej skóry.

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>