Polska jest na czołowym miejscu w Europie pod względem umieralności na raka płuca. Przyczyna to późne rozpoznanie choroby?
Reklama
Podstawową przyczyną jest to, że w Polsce 26–27 proc. dorosłych pali papierosy; a to jest główna przyczyna raka płuca. Jeśli choroba wykryta jest zbyt późno, to nie mamy szansy na jej ostateczne wyleczenie. Chorych, którzy są w stadium miejscowo zaawansowanym lub zaawansowanym z przerzutami, w zasadzie wyleczyć się nie da. Natomiast przy obecnym postępie terapii personalizowanych możemy wydłużyć ich życie.
Niestety w czasie epidemii spadła dostępność do lekarzy pierwszego kontaktu, jak i do specjalistów; doszło do dramatycznego opóźnienia w diagnostyce. Do tego dochodzi brak dostępu do programów profilaktycznych. Zmniejszyła się więc liczba osób, które w ogóle kwalifikują się do operacji. Wyleczenie raka płuca we wczesnych stadiach zaawansowania, które byłoby możliwe dzięki zabiegowi operacyjnemu, stało się prawie nieosiągalne.
Jakie rozwiązania należy wprowadzić, żeby diagnostyka raka płuca stała się dostępna, szybka i kompleksowa?
Program profilaktyczny praktycznie nie działa. Ma być adresowany do osób zdrowych, które dość intensywnie palą papierosy, a są w wieku po 50–55. roku życia. Nakłady od początku były niewystarczające. Niskodawkowa tomografia komputerowa, która jest tu stosowana, nie jest metodą bardzo drogą, ale też nie jest tania. Druga sprawa to epidemia koronawirusa, podczas której wszystkie programy profilaktyczne stały się niedostępne, nie tylko w przypadku raka płuca. Ludzie bali się chodzić do lekarza. Kuleje profilaktyka pierwotna, która ma zniechęcić ludzi do sięgania po papierosy, czy – jeżeli ktoś już pali – przekonać go, że warto z nałogiem zerwać. Poradnictwo antynikotynowe w Polsce zniknęło prawie zupełnie.
Aby chory na zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuca, czyli najczęstszy jego typ, mógł otrzymać nowoczesną terapię, musi przejść specjalistyczne badania genetyczne i immunohistochemiczne (IHC) w celu ustalenia czynników predykcyjnych?
Diagnostyka w Polsce od powzięcia podejrzenia nowotworu do jego zakończenia trwa często nawet pół roku. Opóźnienia są koszmarne z uwagi na brak dostępności do poszczególnych badań, począwszy od tomografii komputerowej, poprzez oczekiwanie na bronchoskopię, podczas której ten materiał się pobiera. Następnie oczekuje się na wynik badania patomorfologicznego, czyli ostatecznego rozpoznania nowotworu, a potem na wyniki badań czynników predykcyjnych, czyli kwalifikujących do leczenia. I tu niestety jest tak, że jeżeli pierwotnie tomografia komputerowa wskazuje, że pacjent ma raka w niższym stopniu zaawansowania, to po przebrnięciu przez całą diagnostykę może się okazać, że ma już przerzuty. Choroba postępuje błyskawicznie. Nieleczony rak płuca w stopniu zaawansowanym, czyli z przerzutami, może powodować śmierć już po pół roku od pierwszych badań. Pacjent może nie doczekać leczenia z uwagi na to, że zabraliśmy mu ten czas, kiedy mogliśmy go jeszcze w miarę dobrze leczyć. Jednak, jeśli chory ma szczęście i znajdzie się w ośrodku, który sprawnie prowadzi diagnostykę, to już po miesiącu od daty bronchoskopii może rozpocząć leczenie. A trzeba pamiętać, że obecnie kończy się era chemioterapii, jako jedynej metody leczenia. W zależności od wyników badań czynników predykcyjnych chorzy mogą otrzymać terapie ukierunkowane molekularnie, immunoterapię lub immunochemioterapię.
Przy planowaniu leczenia istotne jest, aby chory miał finansowane wszystkie badania, w tym również IHC z budżetu NFZ. Nie ma z tym problemu?
Diagnostyka genetyczna jest finansowana odrębnie, natomiast immunohistochemia, o którą pani pyta, nie. Ale to też nie jest tak, że to pacjent płaci za IHC. Płaci szpital. Tylko szpital nie ma tej diagnostyki bezpośrednio refundowanej z NFZ, pokrywana jest ona z ryczałtu za diagnostykę, który szpital otrzymuje z NFZ.
Jak przyspieszyć diagnostykę?
Brakuje systemowych rozwiązań, algorytmów postępowania dla poszczególnych specjalistów. Przede wszystkim brakuje lekarzy onkologów i pulmonologów. Rocznie w kraju mamy 23 tys. zachorowań na raka płuca; to olbrzymia liczba chorych, a specjalistycznych ośrodków jest niewiele. Pacjenci tułają się więc od lekarza do lekarza, trafiają często do małych ośrodków, w małych, powiatowych szpitalach, nieprzygotowanych do leczenia i diagnostyki; diagnostyka często jest chybiona, bo nie udaje się pobrać materiału, więc jest powtarzana. Brakuje wysoko specjalistycznych ośrodków dla wszystkich naszych pacjentów.
Co optymistycznego może pan powiedzieć?
W Polsce mamy dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia. Refundacje ostatnich miesięcy doprowadziły do tego, że większość leków, które są w Europie, są również dostępne u nas. Mamy terapie ukierunkowane molekularnie („celowane”), immunoterapię, a także chemioimmunoterapię. Większość naszych pacjentów może otrzymać dobre, spersonalizowane leczenie. Diagnostyka czynników, które kwalifikują do tego rodzaju leczenia też jest prowadzona w zasadzie rutynowo; w niektórych ośrodkach jest to naprawdę najwyższy poziom. Już teraz obserwujemy znaczące wydłużenie przeżycia naszych pacjentów. Postęp jest olbrzymi. Przy zachowaniu standardów czasu i jakości badań pacjenci mogą dostać odpowiednie leczenie w odpowiednim czasie. Niestety nie wszyscy – tylko ci, którzy będą mieli szczęście być w odpowiednim szpitalu.