Lekarze z PPOZ akcentują, że stopień zaszczepienia populacji wciąż jest zbyt niski.

Reklama

- Od czasów dżumy, tyfusu, hiszpanki, potem ospy, odry, krztuśca, dzięki błogosławieństwu, jakim są szczepionki, nie wiedzieliśmy, co to epidemia. Dla nas był to tylko jakiś horror opisywany w książkach. Umieranie na ulicach, masowe groby, strach, niemoc… Nikt by się nie spodziewał, że kiedykolwiek w czasach, kiedy medycyna wyszła poza eksperymenty i stała się nauką, znów zaczniemy się bać wroga, którego nie widać i który nie wiadomo skąd się wziął – zauważa prezes PPOZ Bożena Janicka.

Lekarze zrzeszeni w Porozumieniu zachęcają, by cieszyć się wakacjami i słońcem. Przypominają jednocześnie o ochronie, m.in. maseczkach nie tylko w sklepach, ale także np. na zatłoczonych nadmorskich deptakach.

ZOBACZ AKTUALNY STAN SZCZEPIEŃ PRZECIWKO COVID-19 W POLSCE>>>

- Jako lekarze obawiamy się, że za lekkomyślność i rozluźnienie słono zapłacimy już we wrześniu. Choć liczba zachorowań na razie nie napawa strachem, jesienią możemy doznać szoku. Już teraz w niektórych krajach europejskich przyciągających turystów, takich jak np. Hiszpania, wzrasta liczba nowych przypadków – podnosi Bożena Janicka, stawiając pytanie, czy nas też czeka taki scenariusz.

- Ciągle zastanawiamy się jak przekonać nieprzekonanych. Czy fakt, że szczepionka chroni przed ciężkim przebiegiem choroby często kończącej się zgonem, to za mało? Czy fakt, że chronimy nie tylko siebie, ale także innych, też nie ma znaczenia? – pyta prezes PPOZ.

Zwraca też uwagę na najmłodszych. - To nie tylko roznosiciele, ale także przyszli dorośli, którzy przez koronawirusa mogą borykać się z problemami kardiologicznymi. Słuchajmy lekarzy, naukowców, epidemiologów. Szczepmy się! To w pandemii jedyna droga do wyrwania się ze szponów ciężkiej choroby, a niestety także śmierci – podkreśla prezes PPOZ.