Dziennik Gazeta Prawana logo

Biurokratyczny koszmar. Lekarze z Ukrainy przechodzą drogę przez mękę, by u nas pracować

4 listopada 2019, 07:38
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Lekarze, szpital
Lekarze, szpital/Shutterstock
Tylko dziewięciu specjalistów zza wschodniej granicy dostało w pierwszej połowie roku zezwolenie na pracę w Polsce. Szpitale chcą ich zatrudniać, ale przeszkodą są ciągnące się nawet dwa lata formalności.

– opowiada Natalia Melnyk. Przyjechali do Polski, bo tu widzą dla siebie szansę na lepszą przyszłość. W grudniu jej mąż skończy 13-miesięczny obowiązkowy bezpłatny staż. Odbywa go w katowickim szpitalu. By utrzymać rodzinę, Piotr Melnyk skończył też policealną szkołę i został technikiem sterylizacji medycznej. Od 8.00 do 14.00 jest więc w szpitalu, a od 15.00 do 22.00 pracuje w nowym zawodzie. Po stażu dostanie prawo wykonywania zawodu jako lekarz bez specjalizacji.

– dodaje Natalia Melnyk.

Państwo Melnykowie są dowodem na to, o czym mówi Jacek Kopacz z firmy Manpower Life Science – wielu ukraińskich lekarzy rozważa pracę w Polsce. Kilka miesięcy temu – na zlecenie warszawskiej okręgowej izby lekarskiej – Kopacz odwiedził Kijów. Chodziło o rozeznanie, ilu medyków chciałoby do nas przyjechać. Zorganizował spotkanie w tamtejszej Polskiej Bibliotece Medycznej, a informację o zdarzeniu zamieścił na FB. W ciągu tygodnia polubiło ją 20 tys. internautów. Ostatecznie stawiło się ponad 120 lekarzy. Niektórzy jechali wiele godzin pociągiem. – mówi. Od tamtej pory codziennie dostaje 20, 30 zapytań o to, jak załatwiać formalności.

Egzamin powtórkowy

79 proc. polskich szpitali jest gotowych, aby zatrudnić lekarzy i pielęgniarki z Ukrainy – wynika z nowego raportu Manpower. Chodzi o osoby, które zdały egzamin państwowy z języka polskiego, a ich dyplom został nostryfikowany.

- mówi prof. Jarosław J. Fedorowski z Polskiej Federacji Szpitali. Przekonuje, że niedobory w kadrach są powszechne, ale przede wszystkim dotyczą placówek w mniejszych miastach i miejscowościach.

Warunkiem załatania tych braków jest zniesienie barier administracyjnych i wprowadzenie ułatwień w uzyskaniu pozwolenia na pracę. W Polsce każda placówka medyczna ma własne wytyczne dotyczące nostryfikacji dyplomów. Tylko te procedury mogą przeciągać się do pół roku, a ich koszty sięgają kilkunastu tys. zł. Lekarz spoza UE musi też przejść pozytywnie etap nadania statusu imigracyjnego oraz zdać egzamin językowy. Te elementy są obligatoryjne, by taka osoba mogła starać się o pozycję samodzielnego specjalisty, zaczynając od 13-miesięcznego stażu pod opieką doświadczonego lekarza.

- mówi Jacek Kopacz. Podaje przykład, jak ten problem rozwiązała np. Wielka Brytania. Tam system szkolenia z innych krajów został rozpoznany, oceniony i np. absolwenci 3 z 14 ukraińskich uniwersytetów medycznych mogą liczyć przed brytyjską naczelną izbą lekarską na szybką procedurę. Niemcy uznają wszystkie wschodnie uczelnie, nostryfikacja trwa tam do 3 miesięcy, a lekarz dostaje ograniczone prawo wykonywania zawodu w miejscu, gdzie pracuje.

Tak działa każdy kraj, który wie, że nie jest w stanie sam zabezpieczyć potrzeb medycznych starzejącego się społeczeństwa. My w branży medycznej mamy lukę sięgającą 50 tys. osób, Niemcy niemal dwukrotnie wyższą. Niedawno z ministerstwa zdrowia poszła informacja, że jest procedowany projekt dający m.in. możliwość leczenia bez nostryfikacji (DGP opisywał tę sprawę – red.), ale w tym tempie zniechęcimy do siebie potencjalnych medyków.

Oby nie pojechali dalej

- wtóruje Monika Banyś z Personnel Service, firmy pomagającej w znalezieniu zatrudnienia Ukraińcom. – Na razie proceduralne gardło jest bardzo wąskie. W I półroczu 2019 r. wydano 162 tys. zezwoleń na pracę dla osób z Ukrainy. Tylko w 101 przypadkach chodziło o zawody medyczne, w tym dziewięciu lekarzy. Dwóch znalazło pracę w województwie małopolskim, dwóch w pomorskim, po jednym w warmińsko-mazurskim, wielkopolskim, podkarpackim oraz dwóch w zachodniopomorskim.

Z badań Personnel Service wynika, że trzy na cztery osoby z Ukrainy pracują na stanowiskach niższego szczebla, często poniżej swoich oczekiwań. Dotyczy to również osób z wyższym wykształceniem, w tym lekarzy, którzy przyjeżdżają do Polski i muszą zmienić plany w obliczu biurokracji. - ocenia Monika Banyś. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj