Naukowcy badający ten problem bezradnie rozkładają ręce. Teoretycznie wszystko powinno być proste – zgodnie z pracami naukowymi doktora Grafenberga z lat 50., punkt G powinien znajdować się na przedniej ściance pochwy, a jego stymulacja powinna szybko doprowadzić kobietę na szczyt seksualnej rozkoszy.

Reklama

Tyle teorii. Bo z praktyką bywa już gorzej. Zlokalizować punktu G od ponad pół wieku próbuje wielu mężczyzn. Dlatego z pomocą postanowili im przyjść naukowcy. I co? I jest problem. Bo jak się okazało, z najnowszych badań wynika, że punkt G... nie istnieje.

Doktor Amichai Kilchevsky ze szpitala Yale-New Haven w Connecticut wraz ze swoimi współpracownikami przekopał się przez setki publikacji, jakie ukazały się w naukowej prasie od lat 50. XX wieku. Analizował ustalenia na temat położenia punkt G, wpływu stymulacji na mózg, reakcji biochemicznych organizmu kobiety.

Czytaj także: Oralny seks jest gorszy niż papierosy >>>

Potem naukowcy zabrali się za prześwietlanie kobiet przy pomocy USG, a nawet przeprowadzili szereg biopsji, chcąc ustalić, czy ścianka pochwy w miejscu, gdzie powinien znajdować się punkt G, jest mocniej unerwiona. Okazało się, że u niektórych kobiet tak, a u niektórych – nie.

A już w największe zakłopotanie wprowadził badaczy fakt, że zdolność do łatwego osiągania orgazmów wcale nie zależała od liczby zakończeń nerwowych.

Zdrowie Dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>



W tej sytuacji uczeni nie mieli wyjścia i ogłosili na łamach magazynu „The Journal of Sexual Medicine”, że mityczny punkt G najpewniej nie istnieje. Mają nadzieję, że to pomoże niezaspokojonym kobietom i dociekliwym mężczyznom skupić się na doznaniach płynących z kontaktów łóżkowych, zamiast zaprzątać sobie głowy odszukaniem punktu G.

Bo w ten sposób o wiele łatwiej uda się poprawić komfort życia seksualnego niespełnionych par.

Reklama