Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział w piątek, 30 października, że testy antygenowe będą taką samą podstawą do stwierdzenia zakażenia SARS-CoV-2 jak testy PCR.

Reklama

- Przyjmujemy, że testy antygenowe, które są wykonywane dla pacjenta objawowego, są taką samą podstawą stwierdzenia koronawirusa jak testy PCR-owe – podał Niedzielski. - Chcemy na większą skalę wprowadzić testowanie testami antygenowymi. Zastanawiamy się nad wprowadzeniem tego na SOR-y i izby przyjęć (...). Chcemy również wykorzystać to w nocnej pomocy lekarskiej. To jest bardzo ważna zmiana, która umożliwi szybkie testowanie bez konieczności potwierdzania testem PCR-owym – wyjaśniał minister.

Strategia walki z epidemią w zakresie testowania zmienia się w Polsce podobnie jak w innych krajach UE. 28 października KE przedstawiła rekomendację w sprawie europejskiej strategii szczepień przeciwko nowemu koronawirusowi, której elementem ma być m.in. wykorzystanie szybkich testów antygenowych. Poinformowała o tym przewodnicząca KE Ursula von der Leyen.

KE podała, że mobilizuje 100 mln euro w ramach instrumentu wsparcia w sytuacjach nadzwyczajnych, aby kupić szybkie testy antygenowe i dostarczyć je państwom członkowskim.

- Dzięki szybkim testom antygenowym będziemy mogli w szpitalach szybko odróżnić pacjenta zakażonego koronawirusem od pacjentów, którzy nie są zakażeni – wskazał w piątek członek Rządowej Rady Medycznej ds. Epidemiologicznych prof. Andrzej Horban.

Prof. Horban wskazał, że na obecnym etapie epidemii jest dużo osób wykazujących objawy chorobowe, a test antygenowy w przypadku osoby z objawami ma pozwolić na podobnie skuteczną diagnostykę co testy PCR.

Wymaz do przeprowadzenia szybkiego testu antygenowego pobiera się z nosogardzieli. Badanie wykrywa białka wirusa, które stymulują organizm do wytwarzania przeciwciał przeciwko wirusowi. Nie wymaga ono wysokospecjalistycznej aparatury. Jest to szybki test, który daje wynik po kilkunastu do kilkudziesięciu minutach. Wykorzystywany jest do badania przesiewowego pacjentów z objawami, obecnie m.in. w SOR-ach i izbach przyjęć.

Prawidłowo wykonane testy PCR, które wykrywają wirusowe RNA przy użyciu techniki zwanej reakcją łańcuchową polimerazy, wykrywają zakażone osoby w niemal 100 proc. przypadków, jednak na ogół wymagają wyszkolonego personelu, odczynników i drogiej aparatury, a wyniki dają po upływie godzin.

ZOBACZ AKTUALNĄ MAPĘ ZAKAŻEŃ>>>

Testy antygenowe są znacznie szybsze – dają wyniki w mniej niż 30 minut – i tańsze, jednak nie są tak czułe jak PCR, które mogą wychwycić nawet śladowe ilości wirusa SARS-CoV-2. Typowy test antygenowy zaczyna się od wymazu z tylnej części nosa lub gardła (chociaż firmy opracowują zestawy wykorzystujące łatwiejsze i bezpieczniejsze do pobrania próbki śliny). Próbka z wymazem jest mieszana z roztworem, który "rozbija" wirusa i uwalnia jego białka. Mieszanka trafia na pasek papieru zawierający przeciwciało przystosowane do wiązania białek wirusa. Pozytywny wynik testu to fluorescencyjna poświata lub ciemny pasek.

Test antygenowy wykrywa specyficzne białka (antygeny) obecne na powierzchni wirusa i może identyfikować osoby u szczytu infekcji, z wysokim poziomem wirusa w organizmie. Test taki nie musi być przetwarzany w laboratorium. Jednak gdy typowy test PCR może wykryć pojedynczą cząsteczkę RNA w mikrolitrach roztworu, testy antygenowe wymagają próbki zawierającej tysiące cząstek wirusa na mikrolitr, aby dać wynik pozytywny. Przy małej ilości wirusa w organizmie test może dać wynik fałszywie ujemny.

Niektórzy specjaliści obawiają się, że testy antygenowe pominą cześć osób zakaźnych i spowodują wybuchy epidemii w krajach, które w dużej mierze opanowały sytuację.

Dla innych ekspertów niższa czułość testów antygenowych jest zaletą, bo bywają zakażone osoby z pozytywnym wynikiem testu PCR, które nie są już w stanie przenosić wirusa na innych. Tym samym testy antygenowe pozwoliłyby skoncentrować się na osobach najbardziej zakaźnych, z wysokim poziomem wirusa i szybkim izolowaniu ich od społeczności.