Dziennik Gazeta Prawana logo

Choroba częstsza od białaczki, a groźna i mało znana

24 listopada 2011, 19:50
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
krew laboratorium
krew laboratorium/Shutterstock
Na zespoły mielodysplastyczne choruje co roku więcej osób niż na białaczki, ale są one mało znane nawet lekarzom, dlatego wykrywa się je za rzadko i za późno - ostrzegają hematolodzy.

Zorganizowano ją w ramach kampanii "Rozmowy o czasie", poświęconej leczeniu starszych pacjentów z chorobami nowotworowymi.

Jak przypomniał dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii współorganizatora kampanii, podobnie jak w przypadku innych nowotworów układu krwiotwórczego podstawowym narzędziem w ich wykrywaniu jest morfologia krwi. "Dlatego powinniśmy ciągle uświadamiać ludziom, ile można zyskać wykonując przynajmniej raz w roku to proste i tanie badanie. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych" - podkreślił specjalista.

Według prof. Jadwigi Dwilewicz-Trojaczek z Centralnego Szpitala Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zespoły mielodysplastyczne (MDS) są grupą chorób nowotworowych szpiku kostnego, w których dochodzi do nadprodukcji komórek nowotworowych, a jednocześnie do przedwczesnego obumierania zdrowych krwinek i ich niedoborów (tzw. cytopenii). Może to być niedokrwistość związana z niedoborem krwinek czerwonych, małopłytkowość, która charakteryzuje się niedoborem płytek krwi lub granulocytopenia, czyli niedobór neutrofili - krwinek biorących udział w zwalczaniu infekcji.

Rozpoznanie utrudnia też fakt, że objawy MDS są mało charakterystyczne. U 95 proc. chorych występuje niedokrwistość, której towarzyszy zmęczenie, osłabienie, zawroty głowy, trudności w koncentracji, wymieniała prof. Dwilewicz-Trojaczek. Z kolei, małopłytkowości, która średnio występuje u 50 proc. chorych, towarzyszą objawy skazy krwotocznej - wybroczyny do skóry, śluzówek, sińce, krwawienia po niewielkich urazach, a nawet bez urazów. Granulocytopenia wiąże się z ryzykiem ciężkich infekcji.

Przebieg i rokowania pacjentów zależą od typu MDS, tłumaczyła prof. Dwilewicz-Trojaczek. Część z nich ma przebieg dość łagodny, a część - agresywny. "Szacuje się, że ok. 30 proc. wszystkich MDS może przejść w ostrą białaczkę, ale wśród zespołów o bardziej agresywnym przebiegu ta częstość dochodzi nawet do 50 proc." - powiedziała hematolog.

Dodała, że niewiele wiadomo jest na temat przyczyn tych zespołów. Do czynników, które zwiększają ich ryzyko zalicza się: dym tytoniowy, jak również środki ochrony roślin, sztuczne nawozy, metale ciężkie, promieniowanie jonizujące oraz pewne predyspozycje genetyczne (głównie u dzieci). W 10-15 proc. przypadków mówi się o tzw. wtórnym MDS, który jest spowodowany leczeniem innej choroby nowotworowej chemioterapią, radioterapią lub obiema tymi metodami, a czasem też przeszczepieniem szpiku.

Jak podkreśliła prof. Dwilewicz-Trojaczek, MDS występują częściej niż białaczka. W Polsce, co roku stwierdza się 2-2,5 tys. nowych zachorowań. Z Krajowego Rejestru Nowotworów wynika natomiast, że w 2009 r. liczba zachorowań na białaczki różnych typów wyniosła nieco ponad 1,6 tys.

Aż 80 proc. osób cierpiących na MDS ma więcej niż 60 lat. Zdaniem prof. Wiesława Jedrzejczaka, konsultanta krajowego ds. hematologii, ma to istotny wpływ na dobór terapii, gdyż seniorzy częściej są w gorszym stanie zdrowia i cierpią na wiele schorzeń dodatkowych, co ogranicza lub wręcz uniemożliwia dobór agresywnych metod leczenia.

Z MDS można wyleczyć jedynie przeszczepiając szpik od dawcy rodzinnego lub niespokrewnionego, podkreślił hematolog. Jest to jednak metoda silnie obciążająca organizm i można ją stosować głównie u pacjentów młodszych, których jest zdecydowanie mniej. Po przeszczepie, do wyleczenia dochodzi u 30 proc. chorych, u 30 proc. kończy się on śmiercią. a u reszty dochodzi do nawrotu choroby.

"U osób starszych zwykle dąży się do przedłużenia życia i poprawienia jego jakości przez łagodzenie niedokrwistości i opanowywanie infekcji" - wyjaśnił prof. Jędrzejczak. W tym celu stosowane jest leczenie objawowe, które polega głównie na przetaczaniu koncentratów krwinek czerwonych, a u niektórych chorych - na podawaniu erytropoetyny (hormon stymulujący produkcję krwinek czerwonych - PAP).

Hematolodzy podkreślali, że przetaczanie krwi jest uciążliwe, bo trzeba je wykonywać nawet 2-3 razy w tygodniu, a poza tym prowadzi do wtórnego przeładowania żelazem, które grozi uszkodzeniem serca, wątroby, trzustki i pojawieniem się cukrzycy, uszkodzeniem stawów.

Od kilku lat dostępne są nowe leki, które zmniejszają zapotrzebowanie na przetaczanie krwi i przedłużają życie chorych. W Europie (a zarazem w Polsce) zarejestrowanym lekiem z tej grupy jest azacytydyna.

W naszym kraju dostęp do niej jest jednak znacznie utrudniony, gdyż można ją stosować jedynie w ramach chemioterapii niestandardowej, podkreślił prof. Jędrzejczak. Poza tym, można się o niego starać tylko dla pacjentów w bardziej zaawansowanych stadiach choroby.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj