"Niektórzy chorzy mają wskazania do leczenia, ale nie otrzymują zgody na leczenia, nawet wtedy, gdy terapia jest opiniowana przez konsultanta wojewódzkiego" - przyznał prof. Tadeusz Pieńkowski, szef Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Centrum Onkologii w Warszawie, na konferencji "Onkologia w Polsce 2011 - kiedy zaczniemy wygrywać z nowotworami?". Wiele zależy też od tego, w jakim regionie chory się leczy.

Jego zdaniem, mało przekonujący jest argument, że ograniczenia w leczeniu wynikają z tego, że najnowsze leki są kosztowne. "Nikt nie określił, u ilu chorych można byłoby je zastosować. A gdyby wiadomo było, jakie są potrzeby, można byłoby dokonać centralnych zakupów leków, co znacznie obniżyłoby ceny preparatów" - stwierdził prof. Pieńkowski.

"Jest jednak inaczej, bo mamy wyznaczone schematy leczenia, nie zawsze zgodne z aktualną wiedzą medyczną, decydujące o tym kiedy i jaki lek możemy podać. To doprowadza do sytuacji, w których rozliczenie leczenia jest ważniejsze niż sama terapia" - powiedział prof. Pieńkowski.

"Chorzy mają pretensje do lekarzy, że nie otrzymują najnowszych leków, dostępnych już w wielu krajach, i zarzucają nam, że pójdą z tego powodu 'do piachu', co czasami wcale nie jest przesadzone" - powiedział prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w hematologii, szef Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytety Medycznego.

Jego zdaniem, dobrym tego przykładem jest hematologia. W leczeniu białaczek i chłoniaków uzyskuje się coraz lepsze efekty leczenia m.in. dzięki zastosowaniu leków nowej generacji. Przedłużają one życie nawet o kilka lat, a nie tylko o kilka miesięcy, jak w przypadku innych chorób nowotworowych. Nic dziwnego, że chorzy robią wszystko, żeby mieć do nich dostęp. A nie zawsze jest to możliwe z powodu licznych ograniczeń administracyjnych w stosowaniu najnowszej terapii.


Prof. Jędrzejczak podkreślił, że to lekarz - polegając na przyjętych na świecie standardy leczenia - powinien decydować o tym kogo i czym należy leczyć, a nie odgórne ustalenia administracyjne. Przykładem jest hematologia zajmująca się leczeniem wielu tzw. chorób rzadkich lub ultrarzadkich, na które cierpi niewielka grupa chorych. Każdy z nich może wymagają innej terapii, wykraczającej poza przyjęte administracyjnie schematy leczenia.

Nie wszyscy specjaliści zgodzili się, że najnowszymi lekami trzeba leczyć jak największą grupę chorych. "Pacjenci widzą w nich ratunek i nie można się im dziwić, ale trzeba przyznać, że na ogół są to jedynie terapie paliatywne, choć to też jest ważne" - mówił prof. Jacek Jassem, konsultant wojewódzki ds. radioterapii onkologicznej, kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jego zdaniem, trzeba przede wszystkim uczciwie dzielić środki przeznaczone na chemioterapię niestandardową. "Nie może być tak, że dostęp do niej uzyskują chorzy, którzy są bardziej uparci i przebojowi. Taki system jest kunktatorski" - powiedział prof. Jassem.

Według dr. Wojciecha Matusewicza, prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych, przynajmniej część leków nowej generacji jest mało skutecznych, w dodatku o niepotwierdzonym bezpieczeństwie stosowania.

Przypomniał, że na konferencji w Barcelonie w 2010 r. zarekomendowano, że warto refundować leki, które przedłużają życie najlepiej o 9 miesięcy lub przynajmniej o 3 miesiące i jednocześnie poprawiają jakość życia chorego. Przy czym taka skuteczność terapii musi być potwierdzania wiarygodnymi badania klinicznymi.

W Polsce przyjmuje się, że tzw. efektywność kosztowa w ciągu roku nie powinna przekraczać trzykrotnej wartości PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca, czyli 54 tys. dolarów. "A ten próg przekracza wiele leków onkologicznych" - powiedział dr Matusewicz.