Kierujący ostatnią fazą badań dr Janusz Dobosz z warszawskiej AWF zwrócił uwagę, że jeśli tendencje zaobserwowane w badaniu się utrzymają, to odsetek dzieci o słabej lub bardzo słabej sprawności fizycznej niedługo może przekroczyć 60 proc.

Reklama

Dane do badań były zbierane w latach 1979-2009 wśród polskich dziewcząt i chłopców w wieku od 7 do 19 lat. Łącznie objęto nimi blisko 600 tys. uczniów.

Dr Dobosz podkreślił, że sprawność fizyczna w badanych grupach wiekowych początkowo poprawiała się, zwłaszcza w latach 1979-89. - Natomiast ostatnie wyniki wskazują na zahamowanie i wygaszenie tego trendu, a dekada 1999-2009 przywróciła (...) totalne obniżenie się sprawności fizycznej dzieci i młodzieży – zaznaczył.

Wyniki w różnych testach sprawnościowych stopniowo pogarszały się od lat 90., w większym stopniu wśród chłopców. Przykładem takiego testu jest próba siadu z leżenia w ciągu 30 sekund, ale też próba skoku w dal z miejsca czy biegu na 50 metrów. W wielu testach poziom sprawności fizycznej jest obecnie niższy niż w roku 1979, w okresie szczytu kryzysu ekonomicznego w Polsce.

- Bardzo negatywnym zjawiskiem jest to, iż największe pogorszenie rezultatów obserwujemy wśród najmłodszych dzieci. (...) To są te roczniki, które rodziły się na przełomie wieków i na początku XXI wieku - powiedział dr Dobosz.

Wyniki analizy wskazują na niekorzystne zmiany wskaźnika masy ciała (BMI), zwłaszcza w ostatniej dekadzie. BMI jest powszechnie wykorzystywany do oceny występowania nadwagi i otyłości. Oblicza się go, dzieląc masę ciała podaną w kilogramach przez wzrost w metrach podniesiony do kwadratu.

Reklama

Zmiany te wynikają z faktu, że od 1979 r. zarówno wzrost, jak i masa ciała dziewcząt i chłopców rosły, co miało związek z poprawą warunków życia. Jednak w ostatniej dekadzie w przypadku wzrostu doszło do zahamowania tego trendu. Jednocześnie, przez cały okres badań rosła masa ciała badanych dzieci.

- Wśród chłopców ostatnia dekada przyniosła niepokojący wzrost tego wskaźnika - powiedział dr Dobosz. Wśród dziewcząt odnotowano podobną tendencję, przy czym – w związku z modelem sylwetki rozpowszechnionym we współczesnej kulturze – od ok. 14-15 roku życia zaczynają one bardziej dbać o masę ciała, dlatego przyrost BMI jest u nich mniejszy, wyjaśnił badacz.

Prof. Jadwiga Charzewska z AWF oraz Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie zwróciła uwagę, że wnioski te korelują z wynikami innych badań na temat otyłości wśród dzieci i młodzieży w naszym kraju. Na przykład, badanie wykonane w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy wykazało, że wśród 11-12-letnich chłopców w Polsce aż 28 proc. ma nadmierną masę ciała. To daje nam trzecie miejsce w Europie - po Grecji i Słowenii. Nadwagę lub otyłość ma 22 proc. dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjalnych. - Sytuacja jest naprawdę groźna – zaznaczyła specjalistka.

Dr Hanna Nałęcz z AWF dodała, że polska młodzież jest zdecydowanie za mało aktywna fizycznie. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dzieci i nastolatki powinny być aktywne ruchowo minimum przez 60 minut dziennie. W Polsce rekomendacje te realizuje najwyżej jedna czwarta dzieci w wieku 11-15 lat.

Tymczasem regularna aktywność fizyczna bardzo korzystnie wpływa na procesy poznawcze dzieci i nastolatków, przypomniała prof. Monika Guszkowska z AWF. Badania naukowe dowodzą, że zwiększa ona zdolność koncentracji uwagi, poprawia pamięć i sprzyja myśleniu kreatywnemu.

- Kondycja fizyczna, na którą składa się rozwój fizyczny, sprawność i wydolność fizyczna, jest miernikiem i wyznacznikiem zdrowia. Jest zasobem, dzięki któremu człowiek może czerpać siły potrzebne mu do funkcjonowania od narodzin do później starości. Jest wreszcie miernikiem jakości ludzkiego życia. Dlatego warto o nią zabiegać – tłumaczył dr Dobosz.

Jego zdaniem bez podjęcia bardzo intensywnych działań nakierowanych na poprawę sprawności fizycznej młodej populacji, wzmożenia jej aktywności ruchowej, dojdzie do spadku kondycji fizycznej i pogorszenia stanu zdrowia ludzi w Polsce. - Odsetek osób w wieku produkcyjnym może zostać jeszcze bardziej ograniczony przez rosnącą liczbę tych, którzy nie będą w stanie podołać zadaniom związanym z wykonywaniem pracy zawodowej – podsumował ekspert.