Czy alergię można określić jako chorobę cywilizacyjną XXI wieku?

Reklama

Niestety tak, ponieważ coraz więcej osób zapada na tę chorobę. W Polsce NFZ podaje, że aż 12 mln osób cierpi na alergię, z tej liczby tylko 20 proc. jest leczonych przyczynowo. Alergia dotyka w każdym wieku, coraz częściej zapadają na nią dzieci. Szacuje się, że ponad 8 mln Polaków zmaga się z alergicznym nieżytem nosa, który nieleczony prowadzi do rozwoju astmy oskrzelowej. Sprawa jest więc bardzo poważna i nie należy jej bagatelizować.

Czy w zakresie leczenia alergii odstajemy od innych krajów?

Obecnie można mówić o dwóch przyjętych sposobach myślenia w leczeniu alergii na świecie. Pierwszy pochodzi z Niemiec. Kraj ten zapewnia swoim pacjentom szeroki dostęp do terapii, która jest personalizowana. To oznacza, że pacjent przed jej wyborem jest dokładnie diagnozowany i na tej podstawie dobierane jest dla niego optymalne leczenie. Drugi model pochodzi z Wielkiej Brytanii, gdzie leczenie alergii jest bardziej rutynowe, a więc nie podlega personalizacji. Z mojej obserwacji wynika, że Polski system leczenia jest zbliżony do brytyjskiego.

Co to oznacza w praktyce?

Mniejszą dostępność do terapii, na co wpływ ma sposób jej finansowania oraz organizacja samej opieki alergologicznej, która nie przekłada się na skuteczność leczenia. W Polsce refundowane są tylko stare opcje leczenia, czyli immunoterapia alergenowa aplikowana podskórnie przez iniekcję. Taki system obowiązuje już od wielu lat i nie jest weryfikowany, mimo że na całym świecie ma miejsce rewolucja pod tym względem. Następuje przegląd leków finansowanych ze środków publicznych pod kątem ich skuteczności popartej badaniami klinicznymi. Istotne jest to, żeby wprowadzić takie zmiany również w naszym kraju. Inaczej ciągle będziemy w ogonie Europy pod względem skuteczności leczenia alergii. Dodam, że wyprzedzają nas już nasi najbliżsi sąsiedzi, Czesi i Słowacy, którzy mają od kilku lat w pełni refundowane terapie doustne. Immunoterapia jest jedyną przyczynową opcją leczenia, która zmienia naturalny przebieg choroby, prowadząc do wyleczenia i zatrzymania rozwoju uczuleń na kolejne alergeny.

O jakich innych terapiach mówimy?

Poza immunoterapią alergenową aplikowaną podskórnie na naszym rynku są też dostępne leki z tej samej grupy podawane podjęzykowo, czyli w formie kropli lub tabletek. W Polsce jednak, za te mniej inwazyjne metody pacjent musi zapłacić z własnej kieszeni. A to oznacza wydatek do 300 zł miesięcznie przy wymaganym czasie leczenia od trzech do pięciu lat. Płacenie za terapię z własnej kieszeni stanowi więc spore obciążenie dla domowego budżetu. Dlatego też wiele osób nie decyduje się na tę metodę leczenia. Natomiast, wracając do immunoterapii alergenowej podawanej podskórnie, to wykonuje się ją wyłącznie w obecności lekarza. Pacjent musi zgłaszać się na iniekcję w odstępach 4–8 tygodni co wymaga regularnego stawiania się w ośrodku alergologicznym, który niekiedy jest znacznie oddalony od miejsca zamieszkania. Problemem jest również długi czas oczekiwania na pierwszą wizytę, który wynosi ok. sześciu miesięcy. To sprawia, że tylko ok. 20 tys. pacjentów jest leczonych przyczynowo. Reszta trafia do lekarzy POZ, którzy mogą zaproponować jedynie leczenie objawowe. Nie wspomnę już o tym, że duży odsetek, bo 25–30 proc. chorych stanowią dzieci. Iniekcje podskórne w ich przypadku są szczególnie dotkliwe. Najwyższy czas to zmienić. Szczególnie, że inne terapie są bezbolesne i można je przyjmować samodzielnie w warunkach domowych.

Jak COVID-19 wpłynął na sytuację pacjentów?

Pokazał, że zmiany są konieczne. Z powodu COVID-19 dostęp do ośrodków i specjalistów został ograniczony. Pojawiły się w związku z tym wytyczne krajowego konsultanta ds. alergologii, by zakończyć leczenie u pacjentów, którzy przyjmowali iniekcje trzy lata, i przerwać u pozostałych. Jedynie pacjenci, którzy przyjmowali doustną immunoterapię, mogą ją kontynuować, choć i z tym były problemy.

Na czym skupia się ALK-Abello i czy zamierza angażować się w pomoc polskim pacjentom w dostępie do nowych terapii?

Weszliśmy w dialog w tej sprawie z Ministerstwem Zdrowia. Najważniejsze, żeby ministerstwo zobaczyło, że alergia to olbrzymi problem zdrowotny w naszym kraju. Chcemy zaproponować jego optymalne rozwiązania. Liczymy na to, że przedstawione badania kliniczne, które potwierdzają skuteczność naszych leków, będą miały zasadnicze znaczenie w tym procesie. Widzimy potrzeby pacjentów, widzimy, jak COVID-19 odebrał pacjentom leczenia i zaburzył ciągłość terapii. Przy obecnej pandemii sytuacja jest bardzo niepewna i niestety może dojść do kolejnego lockdownu.

Jako firma oferujemy wszystkie dostępne rodzaje leków z obszaru immunoterapii alergenowej, mamy wiedzę i doświadczenie w leczeniu alergii. Możemy się pochwalić niemal 100-letnią historią prewencji, diagnozowania i leczenia. Firma działalność rozpoczęła w 1923 r. i od tego czasu dążymy do technologicznej doskonałości swoich preparatów. W ciągu ostatnich lat wykonaliśmy ogromną liczbę prac badawczo-rozwojowych dotyczących tabletek do terapii SLIT w celu leczenia alergii dróg oddechowych, potwierdzając ich skuteczność w badaniach naukowych.

O refundację jakich terapii zamierza ubiegać się ALK-Abelló Poland?

Nasza immunoterapia na uczulenie na jad owadów błonkoskrzydłych, czyli osy i pszczoły, jest już finansowana ze środków publicznych, ale nie w ramach refundacji, a świadczenia szpitalnego. To oczywiście komplikuje dostęp do tego leczenia i łatwo sobie wyobrazić, że duża grupa pacjentów nie ma do niego faktycznie dostępu z powodu odległości od nielicznych ośrodków. Będziemy starali się to zmienić oraz włączyć do refundacji pozostałe nasze terapie. Szczególnie, że we wrześniu wprowadzimy na rynek nowy lek – immunoterapię na pyłki drzew.

Reklama

AO

Materiał powstał przy współpracy ALK-Abelló Poland

Partner