Ekspertka podkreśliła, że borelioza jest wciąż bardzo podstępną chorobą, ale – jak zwróciła uwagę – z jednej strony jest nadrozpoznawana, a z drugiej niedoszacowana. - Nadrozpoznawana, dlatego, że trzeba mieć naprawdę dużą wiedzę i doświadczenie, żeby prawidłowo zinterpretować wyniki badań. Wiele czynników w organizmie człowieka może mieć na nie wpływ. I tylko doświadczony specjalista może zorientować się, czy są np. fałszywie dodatnie z powodu innych problemów w organizmie – wyjaśniła dr n. med. Semczuk dodając, że stąd statystyki dotyczące boreliozy mogą być zawyżone.

Reklama

Z drugiej strony – jak podała – liczba zachorowań może być niedoszacowana z powodu niecharakterystycznych objawów, które często wiązane są po prostu ze starzeniem się, przepracowaniem, przemęczeniem. - Właśnie dlatego ta choroba może nam umykać. Wielu pacjentów ma boreliozę, ale nie jest ona rozpoznana i leczona – dodała specjalistka chorób zakaźnych.

Wyjaśniła, że zakażony boreliozą pacjent czuje się źle, bolą go mięśnie, ma obniżony nastrój, mogą też boleć stawy. Jednak w Polsce borelioza stawowa nie jest często notowana. „Pamiętajmy, że nie wszystkie kleszcze są zakażone. Dlatego trzeba rozsądnie podejść do faktu ukąszenia przez kleszcza. Nie ma co przesadnie panikować, bo nawet jeśli choroba zostanie wykryta, to my – lekarze potrafimy nad nią zapanować” – podkreśliła dr n. med. Semczuk.

Dodała, że ważne jest też wczesne rozpoznanie, bo wtedy szanse na zupełne wyleczenie jest największe. Jak wyjaśniła, trudniej jest z kilkuletnią boreliozą, gdy doszło już do zmian zwyrodnieniowych np. w stawach, do uszkodzeń nerwów obwodowych. - Możemy wtedy wyeliminować bakterię, ale zmiany wynikające z przedłużającego się stanu zapalnego jest już trudniej cofnąć – zauważyła lubelska konsultant.

Według niej Lubelszczyzna jest co prawda w czołówce regionów, jeśli chodzi o zapadalność na boreliozę, ze względu na duży obszar terenów leśnych, ale nie jesteśmy wiodącym województwem pod względem liczby zakażeń; na pierwszym miejscu z reguły plasuje się Podlasie.

Reklama

- To jest mit, że na boreliozę chorują tylko leśnicy i rolnicy. Nie raz zdarzyło mi się, że pacjent zapewniający o tym, że nigdy nie był ukąszony przez kleszcza; że unika przyrody, jednak jest zakażony. W tej chwili mamy też bardzo dużo kleszczy w środowisku miejskim, wszędzie tam, gdzie jest zieleń. Pacjenci wręcz mówią, że byli w parku, na trawniku, czy na spacerze z psem i trafił się kleszcz – opisała specjalistka chorób zakaźnych.

Dodała, że leśnicy i rolnicy oczywiście stanowią największą grupę zakażonych boreliozą ze względu na częsty kontakt z kleszczem podczas pracy. - Im więcej ukłuć, tym większa możliwość zakażenia – sprecyzowała doktor.

Dr n. med. Grażyna Semczuk przyznała, że faktycznie na przestrzeni lat świadomość społeczna na temat boreliozy się zwiększyła. - Jednak zadziwia mnie, jak ja to mówię, wieść gminna czyli przekazywanie sobie - z całym przekonaniem o swojej wiedzy - nieprawidłowych informacji na temat boreliozy – zwróciła uwagę.

Podała, że ludzie przychodzący do specjalisty chorób zakaźnych nieraz są zszokowani tym, co usłyszą od lekarza, bo mają „już swoje niereformowalne przekonania o chorobie”. - Bywa zadziwiające, że pacjent w XXI wieku zamiast pójść do lekarza i uzyskać właściwą informację, słucha tego, co mają do powiedzenia sąsiedzi i znajomi – zauważyła lubelska konsultant ds. chorób zakaźnych.