Zainteresowanie płynem Lugola pojawiło się w związku z informacjami o ostrzale (z czwartku na piątek) elektrowni jądrowej w Zaporożu.

Reklama

PAP: Według Polskiej Agencji Atomistyki nie ma dotychczas żadnych niepokojących wskazań aparatury pomiarowej systemu monitoringu radiacyjnego. Wiele osób jest jednak zaniepokojonych i wykupuje w aptekach płyn Lugola, czyli roztwór wodny jodu, jak też inne preparaty o podobnym działaniu.

Prof. Małgorzata Gietka-Czernel: Taka panika jest zrozumiała, bo zagrożenie ewentualnym skażeniem nuklearnym jest realne. Jeśli jednak chodzi o zażywanie płynu Lugola i innych podobnych preparatów, to problem polega na tym, że trzeba go przyjmować jedynie w odpowiedniej ilości. Powoduje on zahamowanie wchłaniania jodu przez tarczycę, czyli tzw. jodochwytności tarczycy. Jest to jednak tylko przejściowe i bardzo krótkotrwałe. Po zażyciu płynu Lugola tarczyca przestaje wychwytywać jod przez około dobę i po tym czasie zaczyna odzyskiwać zdolność do wychwytu jodu z krwi. Zażycie tego płynu bez powodu jest absurdem.

Jeśli zażycie płynu Lugola miałoby mieść jakiś sens, to trzeba dokładnie wiedzieć, w jakim momencie warto to zrobić?

Tak, dlatego nie można tego robić profilaktycznie, ponieważ efekt zażycia płynu Lugola – jeszcze raz powtórzę - jest przejściowy i krótkotrwały. Poza tym rozwój nowotworów złośliwych tarczycy pod wpływem skażenia radioaktywnego i przyswojenia przez tarczycę radioaktywnych izotopów jodu dotyczy głównie dzieci i młodzieży oraz osób do 20. roku życia. Szczególnie narażone są dzieci do 12. roku życia, a zwłaszcza te poniżej drugiego roku. U osób starszych, zwłaszcza po 40. roku życia, do kancerogenezy pod wpływem jodu promieniotwórczego w zasadzie nie dochodzi.

Reklama

Zatem akcje zażywania płynu Lugola - w razie skażenia radioaktywnego - powinny być prowadzone głównie w szkołach?

Reklama

Generalnie u osób do 20. roku życia, jak też u kobiet w początkowym okresie ciąży, czyli do dziesiątego tygodnia rozwoju płodu. U tych osób jest to uzasadnione i w pełni bezpieczne. Taką akcją można objąć nie całe społeczeństwo, lecz wybrane grupy - i tylko w chwili realnego skażenia radioaktywnego, a nie na zapas.

Często porównuje się obecną sytuację, wynikającą z ewentualnego zagrożenia radiologicznego, z tą jaka była w 1986 r., gdy doszło awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu.

Jeśli chodzi o zagrożenie nowotworowe tarczycy pod wpływem skażenia, obecnie jesteśmy w dużo lepszej sytuacji w porównaniu do 1986 r. Wynika to z tego, że po awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu przywrócono w naszym kraju profilaktykę jodową – obowiązkowe jodowanie soli kuchennej. Dzięki temu podaż jodu w diecie u przeciętnego Polaka wzrosła i jest teraz na prawidłowym poziomie. To z kolei sprawia, że tarczyca przestaje „chciwie” wykorzystywać jod.

Można porównać, jak było przed i po wprowadzeniu soli jodowanej?

Możemy wziąć pod uwagę jodochwytność tarczycy, czyli zdolność tarczycy do wychwytywania jodu z krwi. Przed wprowadzeniem soli jodowanej było ona na dość wysokim poziomie i sięgała ponad 30-40 proc. Oznacza to, że 24 godziny po podaniu pacjentowi dawki diagnostycznej tarczyca gromadziła ponad 30-40 proc. otrzymanej porcji jodu. Teraz, po wzbogaceniu w jod naszej diety, jadochwytność tarczycy obniżyła się do niższego poziomu i waha się od 5 do 27 proc. W razie zatem ewentualnego skażenia radioaktywnego narażenie tarczycy na wchłonięcie pierwiastków radioaktywnych jodu jest obecnie znacznie niższe.

Zażycie profilaktycznego płynu Lugola oraz innych podobnych preparatów może jedynie nam zaszkodzić?

Przyjęcie zbyt dużej ilości jodu może zaszkodzić osobom z guzkami tarczycy, którzy mają tzw. wole guzowate. A wiele z tych osób nawet o tym nie wie. Na ogół te guzki tarczycy nie są guzkami nadczynnymi, czyli nie wytwarzają nadmiaru hormonów tarczycowych. Jeśli jednak taka tarczyca otrzyma dużą ilość jodu, to może go wykorzystać do nadprodukcji hormonów. Wtedy z wola guzowatego obojętnego przekształci się w wole guzowate nadczynne i rozwinie się nadczynność tarczycy.

A inne powikłania?

Drugą grupę tworzą osoby z predyspozycjami do autoimmunizacyjnej choroby tarczycy i ci, którzy już ją przebyli, a teraz jest ona w remisji. Są to pacjenci z chorobą Gravesa-Basedowa, u których występowała nadczynność tarczycy, ale od wielu lat są zdrowi dzięki skutecznemu leczeniu. Jednak dostarczenie tarczycy dużej porcji jodu może tę chorobę uaktywnić, wystąpi wtedy nadczynność tarczycy na tle choroby Gravesa-Basedowa, objawiająca się nadmiarem hormonów tarczycy we krwi.

Jak może być w przypadku choroby Hashimoto, czyli przewlekłego limfocytowego zapalenie tarczycy, również o podłożu autoimmunologicznym?

U pacjentów z tą chorobę, u których poziom hormonów jest jeszcze prawidłowy, bo ona dopiero na pewnym etapie zaawansowania powoduje niedoczynność tarczycy, ta niedoczynność szybciej może się rozwinąć. A jeśli już występuje, to może się ona pogłębić.

U jakich osób profilaktyczne użycie płynu Lugola byłoby najbardziej szkodliwe?

U noworodków, a szczególnie u wcześniaków, niepotrzebne, profilaktyczne podanie tego płynu mogłoby spowodować niedoczynność tarczycy. Jedynie u zdrowego człowieka, gdy tarczyca otrzyma dużą jednorazową dawkę jodu, traci jodochwytność jedynie na dobę i zmniejsza się synteza hormonów tarczycy. Ale po 48 godzinach wszystko wraca do normy. Zahamowanie fizjologicznych procesów tarczycowych jest tylko przejściowe. Natomiast noworodki - a zwłaszcza wcześniaki, mają słabo wykształcony tego rodzaju mechanizm ucieczki i może się u nich rozwinąć niedoczynność tarczycy.

Podobnie było w 1986 r. po awarii w Czarnobylu?

Nie, to zjawisko u noworodków rzadko wtedy występowało, u zaledwie mniej niż 0,5 proc. tych maluchów. Nie jest to zatem duże zagrożenie.

Zwiększyła się w naszym kraju zachorowalność na raka tarczycy?

Zachorowalność z tego powodu zwiększyła się na całym świecie, nie jest jednak związana ze wzrostem przypadków raka tarczycy po awarii w Czarnobylu. Tę chorobę przede wszystkim częściej wykrywamy. Jest większa dostępność do wykonywanych już masowo badań USG. Część osób poddaje się im nawet bez zalecenia lekarza, dla własnej jedynie ciekawości.

Jak groźne są to zachorowania?

Najczęściej są to przypadki raka o rozmiarach kilku milimetrów, w każdym razie o średnicy poniżej 1 cm.

Skutecznie można je leczyć?

Tak, skuteczność leczenia raka tarczycy jest bardzo duża. Najczęściej, bo w 85 proc. przypadków, jest to tzw. rak zróżnicowany, o mało agresywnej naturze, dzięki czemu tylko nieliczni pacjenci z tym nowotworem umierają.

Pomaga w tym duża skuteczność metod terapeutycznych oraz wczesne wykrycie tych nowotworów?

Tak, składa się na to zarówno mała agresywność tego nowotworu, jak i wczesna wykrywanie oraz dobrze zorganizowana opieka onkologiczna. Od wykrycia choroby 20 lat przeżywa ponad 90 proc. chorych z rakiem tarczycy.

Rozmawiał: Zbigniew Wojtasiński