Skąd się bierze próchnica i czy można się nią zarazić?

Reklama

Próchnica jest powodowana przez bakterie. Na początku nie są zainteresowane szkliwem, po prostu przy okazji zjadania tego, co zostało nam między zębami po posiłkach, wytwarzają kwasy. To one są głównym wrogiem szkliwa.

Wielu z nas na pewno widziało osad z wody pitnej w czajniku czy żelazku. To osad mineralny, głównie wapienny. Usuwa się go za pomocą octu, kwasku cytrynowego czy innych preparatów zawierających kwasy o wysokich stężeniach. Podobnie sprawa wygląda ze szkliwem: minerały, które je budują, są supermocne, ale z łatwością ulegają kwasom pochodzącym z pożywienia bądź produkowanym przez bakterie bytujące w jamie ustnej. To właśnie daje początek próchnicy – wyjaśnia stomatolog, dr Aleksander Gajos z Dentim Clinic Medicover w Katowicach.

Jamę ustną może zamieszkiwać aż sześć miliardów bakterii. U człowieka wyróżniono ponad siedemset gatunków, chociaż zwykle mikrobiota jamy ustnej jest stała i tworzy ją około pięćdziesięciu gatunków. To spore liczby. Które spośród nich odpowiadają za próchnicę? Kilka ma szczególnie dużo zasług na tym polu, a należą do nich m.in. paciorkowce: streptococcus mutans oraz streptococcus sobrinus. Wykorzystują one proces fermentacji cukrów prostych, a ich efektem są szkodliwe kwasy.

Jeśli próchnicę powodują bakterie, to czy można się nią zarazić? Na to pytanie trzeba odpowiedzieć twierdząco, bo choć raczej nie zarazimy się próchnicą podczas rozmowy czy towarzyskiego spotkania, to przekazywanie streptokoków od matki do niemowlaka jest jak najbardziej rzeczywistym scenariuszem. Najczęstsze błędy to próbowanie posiłków dla niemowlaka tą samą łyżeczką czy oblizywanie smoczka. Badania pokazują, że tylko co trzeci kilkumiesięczny niemowlak jest nosicielem streptococcus mutans, ale liczba ta rośnie do stu procent u trzylatków.

Czy „czarna plamka” to już próchnica?

Reklama

Czarny punkt na zębie powinien być dla nas znakiem ostrzegawczym. Może być zaledwie drobinką wielkości ziarnka maku lub większą plamą o nieregularnym kształcie i kolorze, obejmującą większą część korony zęba. Ale właściwie skąd bierze się czarny kolor próchnicy?

– Na początek zaskakujący fakt: próchnica nie zawsze ma czarny kolor, a nie każda czarna kropka to próchnica. Czarny, ciemny, ciemnobrązowy kolor bierze się z tego, że odwapnione szkliwo łatwiej absorbuje barwniki z pożywienia i napojów, stąd może przybierać inną barwę. Nie zawsze jest to próchnica głęboka, może to być początkowa jej faza, związana z utratą minerałów w szkliwie. Z drugiej strony nawet niepozorna, kredowobiała plamka może świadczyć o odwapnieniu i już być zaczątkiem procesów próchnicowych – przestrzega stomatolog.

Odróżnienie próchnicy od osadów nie stanowi dla dentysty problemu. Oprócz lusterka stomatologicznego podczas przeglądu stanu zdrowia zębów wykorzystuje się także laser, który na ekranie komputera uwidacznia miejsca zaatakowane przez próchnicę. Unikniemy problemów i borowania, jeśli regularnie będziemy zgłaszali się na kontrole. Tylko tyle i aż tyle!

Czy nasi przodkowie też mieli próchnicę?

To pytanie rodzi się w naszych głowach, gdy widzimy odkrycia archeologów na pracach wykopaliskowych. Zastanawiamy się, jak to możliwe, że ludzie setki lat temu mieli tak zdrowe zęby. Odpowiedź jest jedna: dieta! Przed wiekami wykorzystywano głównie miód do słodzenia, który poza niesamowitym smakiem ma też właściwości bakteriostatyczne. Zmiana diety na tę bardziej bogatą w cukry proste i rezygnowanie z produktów nieprzetworzonych lub niskoprzetworzonych prowadzi do tego, że bakterie próchnicowe na naszych zębach mają prawdziwą ucztę. A cukry proste znajdują się niemal we wszystkim: w słodzonych napojach, sokach, pieczywie, warzywach, owocach. Można i trzeba sobie z tym radzić. Zdrowe zasady żywienia obejmują również zdrowie jamy ustnej.

Mówiąc o jedzeniu, trzeba też wspomnieć o skali pH, czyli wskaźniku kwasowości. W jamie ustnej powinno być neutralne, czyli ani kwaśne, ani zasadowe. Umożliwia to funkcjonowanie naturalnej mikroflory jamy ustnej, sprawną pracę procesów regeneracyjnych tkanek, również remineralizację zębów. Szkliwo jest dosłownie rozpuszczane kwasami, więc jeśli jest ich sporo w naszej diecie (napoje gazowane, soki, cytrusy), to również stosunkowo częściej powinniśmy myć i płukać zęby preparatami z fluorem. Ale uwaga: zębów nie myjemy zaraz po jedzeniu kwasowych produktów, bo możemy naruszyć szkliwo. Należy odczekać przynajmniej kilkanaście minut, przepłukać usta wodą i dopiero wtedy przystąpić do szorowania. Jeśli unikamy słodyczy oraz odpowiednio dbamy o higienę, to wizyta kontrolna w gabinecie będzie tylko formalnością.

Co ma ślina do próchnicy?

Natura wyposażyła nas w niepozorny płyn – ślinę, której rola nie kończy się tylko na ułatwianiu przełykania tego, co jemy, ale też pełni szereg innych funkcji. Są to ochrona i remineralizacja szkliwa.

– Ślina jest niezwykle ważna dla zdrowia zębów. Przeciwciała oraz białka (cystatyny, laktoferyna czy lizosom) niszczą bakterie. Mucyny ochraniają szkliwo przed kwasami, a stateryna ułatwia remineralizację. Tych składników śliny jest jeszcze więcej, a całość tworzy skuteczną ochronę przed próchnicą. Jej zmniejszone wydzielanie (między innymi z powodu różnych chorób lub przyjmowanych leków) może być poważnym problemem – tłumaczy dr Gajos.

Przewlekłą suchość w ustach nazywamy fachowo kserostomią. Najważniejsze, co trzeba zrobić, to odkryć jej przyczynę. Sprawdź swoją apteczkę. Przynajmniej kilkadziesiąt preparatów może wpływać na zaburzenie wydzielania śliny. W szczególności należą do nich leki przeciwhistaminowe, a także te stosowane przy nadciśnieniu, przeciwdepresyjne, przeciwdrgawkowe, leki stosowane w chorobie Parkinsona, ale również powszechnie przyjmowane niesteroidowe leki przeciwzapalne czy obkurczające naczynia krwionośne przy alergii i przeziębieniu.

Jak podkreśla ekspert Dentim Clinic Medicover, powodami suchości w jamie ustnej mogą być też poważne choroby: Parkinson, Alzheimer, zespół Sjögrena (choroba autoimmunologiczna), mukowiscydoza, nadciśnienie, reumatoidalne zapalenie stawów. Nie można wykluczyć również niedoborów witamin z grupy B. Ze wszystkimi wątpliwościami odnośnie do swojego stanu zdrowia czy przyjmowanych leków powinniśmy się konsultować z lekarzem, a stomatologa zapytać o radę: co robić, gdy ciągle dokucza nam suchość w ustach.

– W aptekach dostępne są bez recepty preparaty ślinozastępcze w formie spreju, żelu, płukanki lub pastylek do ssania. Zawierają one przede wszystkim składniki naturalne, jak nawilżające olejki, do tego tzw. cukier brzozowy, czyli ksylitol, ale też łagodzące: pantenol oraz alantoinę, również witaminy A i E. Można znaleźć preparaty z hialuronianem sodu utrzymującym nawilżenie, ale też z porostem islandzkim czy aloesem – mówi ekspert. – Są one polecane do stosowania przede wszystkim osobom starszym, niezależnie od schorzeń, ponieważ ilość wydzielanej śliny zmniejsza się wraz z wiekiem.

Przy problemach z niedostatkiem śliny zaleca się również rzucenie palenia i rezygnację z alkoholu – te dwa zgubne nawyki skutecznie powstrzymują pracę ślinianek, a w dodatku są bardzo szkodliwe dla tkanek jamy ustnej i gardła. Korelacja między tymi nałogami a próchnicą jest już dawno potwierdzona.

Borowanie? Nie zawsze

Podstawowe pytanie, jakie zadają sobie pacjenci, zgłaszając się z próchnicą do dentysty, to: „Czy borowania da się uniknąć?”. Odpowiedź nie jest prosta.

Zmienione próchnicowo tkanki zęba należy usunąć, choć nie zawsze trzeba to robić wiertarką stomatologiczną. Są metody, które wykorzystują np. ozon lub abrazję powietrzną, podobną do tej stosowanej w zabiegach higienizacyjnych. Bardzo niszową metodą jest żel wytrawiający próchnicę, który nakłada się na tkanki i potem usuwa je specjalnym narzędziem – mówi dr Aleksander Gajos.

Wbrew obiegowej opinii samo borowanie nie jest bolesne. Szkliwo jako tkanka nieunerwiona nie odbiera bodźców bólowych. Możemy jedynie czuć wibracje, nacisk i… słyszeć niezbyt przyjemny dźwięk.

Z powodu naszej diety i nawyków próchnica stała się dla wielu nieodłącznym elementem codzienności. Nie powinniśmy jednak dawać za wygraną, bo posiadamy szereg środków profilaktycznych, które skutecznie odsuwają perspektywę tzw. sztucznej szczęki, a wymagają niewiele wysiłku: zaledwie czterech minut dziennie szczotkowania, jednej minuty nitkowania i trzydziestu sekund płukania.