Hilda Churchill zmarła w sobotę w domu opieki w Salford koło Manchesteru, kilka godzin po tym, jak test potwierdził u niej obecność koronawirusa, i na kilka dni przed swoimi 109. urodzinami.

Reklama

Urodziła się w 1911 r., na trzy lata przed wybuchem I wojny światowej. Miała siedem lat, gdy na świecie wybuchła pandemia hiszpanki, na którą zachorowało, jak się szacuje, ok. 500 milionów ludzi, w tym większość jej rodziny.

- Kiedy odwiedziłem ją ostatnio, rozmawialiśmy o koronawirusie i wspomnieliśmy, że możemy się przez to jakiś czas nie zobaczyć. Powiedziała, że (koronawirus) jest bardzo podobny do hiszpanki, że w tamtych czasach nie było samolotów, a jednak jakoś udało jej się rozprzestrzenić wszędzie - wspomina jej wnuk, Anthony Churchill, którego cytuje dziennik "The Guardian".

Hilda Churchill, podobnie jak większość jej rodziny, mieszkającej wówczas w Crewe, również zachorowała na hiszpankę, ale poza jej roczną siostrą wszyscy przeżyli. - Wspominała, że stojąc w oknie swojej sypialni widziała, jak zabierają do wózka tę małą trumnę z jej siostrą. Pamięta, jak wszyscy zachorowali, a jej matka próbowała się nimi opiekować i że ojciec upadł i trzeba go było zanieść do domu. Mówiła, jak niezwykłe jest to, że coś, czego nie widać, może być tak niszczycielskie - opowiada wnuk.

Dodaje, że stan zdrowia Hildy do niedawna był ogólnie dobry i dopiero 10 miesięcy temu przeniosła się ona do domu opieki dla seniorów. - Nigdy jednak nie mówiła, że czegoś się boi ani że się obawia tego nowego wirusa. Przeżyła tak wiele i to była dla niej tylko kolejna rzecz - powiedział Anthony Churchill.