Dziennik Gazeta Prawana logo

Szpitale zakaźne działają jak przychodnie. Lekarze: To efekt paniki

23 marca 2020, 10:50
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Strach przed koronawirusem
<p>Strach przed koronawirusem</p>/Materiały prasowe
Choć nie ma żadnego powodu do tego, by delikatne drapanie w gardle lub niewielki katar uważać za oznakę zakażenia wirusem COVID-19, dowiedzieliśmy się, że do szpitala zakaźnego w Warszawie zgłasza się wielu pacjentów z takimi właśnie objawami. To poważny problem, jeśli wziąć pod uwagę liczbę chorych przewijających się codziennie przez szpitalne korytarze i zestawienie jej z możliwościami działania personelu medycznego.

Chęć wykonania testu na obecność wirusa w przypadku ogromnej liczby ludzi z różnego rodzaju infekcjami górnych dróg oddechowych nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia i zdaniem lekarzy jest skutkiem ubocznym szerzącej się paniki.

Lekarze podkreślają, że w przypadku złego samopoczucia najlepsze co można zrobić, to pozostać w domu i obserwować to, co dzieje się z organizmem. Jeśli po 2 – 3 dniach objawy nie będą ustępować lub nasilą się i staną niepokojące (pojawią się duszności, wysoka temperatura), powinno się w pierwszej kolejności skontaktować z infolinią uruchomioną przez NFZ, pogotowiem lub lekarzem rodzinnym – jeśli istnieje taka możliwość. Do tego czasu najlepiej zostać w domu i unikać wszelkich kontaktów z innymi ludźmi – dla ich dobra, jak i swojego własnego. Absolutnie niezalecane jest wybieranie się na wizytę do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Obecnie trwają jednak intensywne prace nad reorganizacją sytemu w taki sposób, aby część ciężaru diagnostyki w kierunku zakażenia koronawirusem została przeniesiona na specjalistów POZ, więc możliwe, że zalecenia w tym zakresie ulegną zmianie.

Mimo że dużo się teraz mówi o tym, jak postępować w przypadku, gdy ma się objawy przeziębienia, wielu ludzi ignoruje apele specjalistów, a nawet postępuje bardziej irracjonalnie niż wtedy, gdy nie było ryzyka zakażenia się wirusem COVID-19.

Jak mówią lekarze ze stołecznego szpitala zakaźnego przy Wolskiej, od mniej więcej tygodnia nie brakuje tam pacjentów, którzy w innej sytuacji ze swoimi objawami chorobowymi nie tylko nie pojawiliby się w szpitalu, ale nawet u lekarza pierwszego kontaktu. Zdarza się, że człowiek, który od miesięcy „chodzi z kaszlem”, teraz postanawia zrobić test na obecność koronawirusa, bo zaczyna myśleć, że to właśnie jest powodem jego problemów ze zdrowiem. Wcale niemało jest też chorych zgłaszających się z bardzo lekkimi objawami przeziębienia.

Najogólniej rzecz biorąc, można powiedzieć, że dużo ludzi z infekcjami dróg oddechowych chce dziś być testowanych na obecność koronowirusa. Część z chętnych jest eliminowana z dalszej diagnostyki już w pierwszym etapie "zetknięcia ze szpitalem". W namiocie, który ustawiono przed placówką przy Wolskiej, każdy zgłaszający się chory wypełnia ankietę, która pozwala wstępnie ocenić konieczność dalszych badań. Jeśli wynika z niej, że ryzyko jest znikome, człowiek nie "idzie dalej". Pozostali trafiają na izbę przyjęć lub – w cięższych przypadkach – na oddział.

Mimo że system działa dość sprawnie, konieczność zajmowania się dużą liczbą pacjentów pojawiających się w szpitalu bez żadnego racjonalnego uzasadnienia, niepotrzebnie obciąża lekarzy i resztę personelu, który działa na najwyższych obrotach. Obstawa dyżurowa jest zwiększona na całą dobę i dotyczy wszystkich pracowników: lekarzy, pielęgniarek i specjalistów w zakresie statystki medycznej. Wszędzie praca trwa cały czas, personelu jest 2 - 3 razy więcej w porównaniu do sytuacji sprzed czasu epidemii, a zakaźnicy mówią, że szpital działa teraz trochę jak przychodnia medycyny rodzinnej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Autor bez zdjęcia
Marta Jarosz

Od marca 2011 roku redaktor prowadzący serwis kobieta.dziennik.pl, autorka tekstów o tematyce społeczno-zdrowotnej do „Magazynu DGP”. Równocześnie adiunkt w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW w Warszawie, pasjonatka i badaczka języka mediów, zawsze chętna do podejmowania tzw. trudnych tematów. Członek Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej – sekcja „Język w mediach”.

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj