- Robimy badania tylko tym, którzy mają objawy lub byli w kwarantannie, więc należy szacować, że przynajmniej 1500 osób jest zakażonych w rzeczywistości – mówi dr Grzesiowski w Radiu ZET. - To pokazuje, że wirus przeszedł w drugą fazę epidemii. Nie mamy już przypadków przywożonych, zawlekanych do Polski tylko mamy wewnątrz Polski wirusa i trzeba zrobić wszystko by ten wirus nie przenosił się między ludźmi – dodaje.

Reklama

Według eksperta decyzja o zamknięciu granic jest właściwa, ale spóźniona. Dr Grzesiowski uważa, że granice należało zamknąć jeszcze zanim wirus dotarł do Polski. Ekspert apeluje o to, by przestrzegać zaleceń i bez potrzeby nie wychodzić z domu.

- Wszyscy muszą wiedzieć, że jeżeli teraz przerwiemy kontakty międzyludzkie, wirus przestanie atakować agresywnie, bo nie będzie miał kogo zarażać. Jeżeli pozostaniemy na ulicach, w miejscach pracy, wówczas wirus będzie atakował z szalonym tempem. To tempo spowoduje, że zalejemy oddziały intensywnej terapii pacjentami z ciężkim przebiegiem - wskazuje lekarz.

- Pamiętajmy, że na każdych stu zakażonych 10-15 osób wymaga wsparcia szpitala, a pięciu pacjentów trafi na oddział intensywnej terapii i będzie potrzebowało respiratora. Jeśli przekroczymy liczbę dostępnych łóżek, ludzie zaczną umierać zanim trafią pod respirator, bo będą stali w kolejce po ten sprzęt - podsumowuje.