Borelioza to choroba bakteryjna, którą wywołują kleszcze - nosiciele bakterii Borrelia burgdorferi. Rozwija się najczęściej w ciągu 1-3 tygodni od ukąszenia. Niestety, wiele osób ignoruje jej pierwsze objawy, bądź myli je z symptomami innych infekcji, np. przeziębienia czy grypy.

Od lat obserwujemy lawinowy wzrost zachorowania na boreliozę. Można zaryzykować stwierdzenie, że każdy z nas ma wśród swoich bliskich bądź znajomych kogoś zarażonego. Niedawno do zachorowania przyznała się Barbara Kurdej-Szatan. Historia jej choroby jest dość typowa. Aktorka w rozmowie z „Życiem na gorąco” przyznała, że zbagatelizowała pierwsze objawy, zaś gdy poszła wreszcie do lekarza, ten postawił jej mylną diagnozę. Dość późno zaczęła przyjmować antybiotyki, ale jest pełna nadziei, że uda się jej wyzdrowieć.

Dlaczego tak trudno zdiagnozować boreliozę? To choroba wielonarządowa, atakująca tkankę łączną, mięśniową i nerwową, co oznacza, że może wywoływać wiele różnych objawów. Najczęściej wskazuje się na rumień wędrujący. Na początku jest on w kształcie koła, przeważnie umiejscowionego wokół ukąszenia albo gdzieś indziej (stąd nazwa „wędrujący”). Stopniowo blednie i znika od środka w kierunku krawędzi. W pierwszych dniach może być lekko wypukły, ciepły i bolesny przy dotyku. Szacuje się, że rumień występuje u zaledwie 30 proc. dorosłych chorych na boreliozę, zaś tylko u 10 proc. dzieci. Łatwo go przegapić, jeśli kleszcz ugryzie w miejscu pod kolanem, na karku, za uchem. Kolejnym alarmującym symptomem jest gorączka, złe samopoczucie, zmęczenie, które zaś można pomylić z objawami grypy. Jeśli na tym etapie chory nie otrzyma diagnozy, borelioza przechodzi w tzw. fazę rozsianą. Wówczas zaczynają się prawdziwe problemy: bolesne zapalenie stawów, skurcze i dygotanie mięśni, schorzenia kardiologiczne, depresja. Jeśli pacjent trafi z nimi do lekarza, konieczne jest powiadomienie go o tym, że był ukąszony przez kleszcza. Dzięki temu jest szansa, że otrzyma odpowiednie leczenie.

Bywa jednak tak, że i kolejne dolegliwości zostaną zbagatelizowane, bądź pacjent otrzyma inne leki niż na boreliozę. Wówczas choroba przechodzi w stadium przewlekłe. Może nie dawać żadnych objawów, po czym, mniej więcej po roku, atakuje ze zdwojoną siłą. Pacjent znowu odczuwa symptomy przypominające grypę: gorączkę, ból stawów, ból gardła, ale i inne – bardziej niepokojące – problemy z mówieniem, zaburzenia widzenia, paraliż twarzy. Zwłaszcza te ostatnie powinny skłonić do natychmiastowej wizyty u lekarza.

Borelioza nie mija sama, ją trzeba leczyć antybiotykami. Od czasu jej trwania do momentu diagnozy zależy długość i intensywność terapii. Dlatego niektórzy pacjenci przyjmują leki zaledwie kilka tygodni, inni zaś kilka miesięcy lub nawet lat, robiąc między terapiami regularne przerwy. Także rodzaj antybiotyku i jego stężenie dobierane są indywidualnie do każdego pacjenta, np. umiejscowienie bakterii w stawach wymaga większych dawek leku, by dotarł do trudniej dostępnych struktur.

Czytaj więcej: Podejrzewasz u siebie boreliozę? Dowiedz się, co trzeba zrobić >>>>

Zdrowie dziennik.pl na Facebooku: polub i bądź na bieżąco >>>