Szef Centrum Chorób Serca we wrocławskim Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym prof. Piotr Ponikowski poinformował, że 30-letni mężczyzna w poprzedni czwartek zjawił się na oddziale SOR z objawami krwioplucia i całkowitej niezdolności do wysiłku.

– Nie mógł nawet wejść na półpiętro. Wykonaliśmy u niego rezonans magnetyczny i badanie serca, które pokazało, że w lewym przedsionku serca ma bardzo rzadki guz serca. Następnego dnia był operowany i to jest absolutnie spektakularne zakończenie tej historii. Pacjent przeżył, czuje się dobrze i jutro wyjedzie do domu – powiedział w czwartek na konferencji prasowej prof. Ponikowski.

Operację autotransplantacji serca i wycięcia guza wykonał zespół pod kierunkiem doktora Romana Przybylskiego, który od 2003 roku przeprowadził trzy podobne operacje w Polsce, ale za każdym razem zabieg autotransplantacji odbywał się z innych wskazań.

– W tym przypadku u pacjenta stwierdziliśmy bardzo rzadką, ale też i bardzo złośliwą formę guza nowotworowego tzw. mięsaka. Wypełnił on już w całości lewą komorę serca i naciekał na żyły płucne. Praktycznie lewe płuco już u tego pacjenta nie pracowało, stąd brało się jego osłabienie. Groziła mu śmierć z powodu zatrzymania akcji serca nawet w ciągu najbliższej doby – opisał dr Przybylski.

Podkreślił, że pod długiej analizie tego przypadku lekarze zdecydowali, że jedyną szansą może być zabieg autotransplantacji serca i wycięcia mięsaka z lewego przedsionka. Serce w takim zabiegu jest z całości wycinane, bo tylko wówczas – na osobnym stole operacyjnym – kardiochirurg może szybko i sprawnie usunąć guza oraz wszystkie komórki rakowe i zrekonstruować przedsionek z materiału biologicznego. Następnie serce jest z powrotem wszczepiane; pacjent przez kilka godzin jest podłączony do tak zwanego sztucznego serca.

– Ten guz był wielkości jabłka i wypełniał w całości lewy przedsionek serca, który został zrekonstruowany w całości z materiału biologicznego. Z tego powodu, że był tak duży była trudność połączenia lewego przedsionka z lewą komorą serca. Poradziliśmy sobie rekonstruując przegrodę z łaty – wyjaśnił kardiochirurg.

30-letni pacjent kilka dni po zabiegu przeprowadzonym w piątek czuje się dobrze i prawdopodobnie w najbliższy piątek opuści już szpital. Czeka go jeszcze leczenie onkologiczne – chemioterapia. Właśnie z tego powodu, że stwierdzony u niego guz ma charakter onkologiczny niemożliwe było zastosowanie u tego pacjenta przeszczepu serca od zmarłego dawcy.

Przeprowadzony przez doktora Romana Przybylskiego zabieg autotransplantacji serca jest pierwszą taką operacją na Dolnym Śląsku i piątym zabiegiem w Polsce. Cztery z nich wykonał dr Przybylski, który do niedawna pracował w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie pierwszy taki zabieg wykonał w 2003 r. Jeden z takich zabiegów przeprowadzono w Poznaniu.