Zdaniem specjalisty nie jest to przypadek, że po raz kolejny dochodzi do zakażenia ludzi koronawirusem: najpierw był SARS, potem MERS, a teraz wirus Wuhan. - Nie kontrolujemy zagrożenia, jakie stwarzają nietoperze, które są zainfekowane tymi patogenami - podobnie zresztą, jak wieloma innymi. Nie podjęto dostatecznych kroków, żeby temu zapobiec, a sytuacja ta wciąż się powtarza - podkreśla.

Reklama

Z badań genetycznych wynika, że koronawirus Wuhan pochodzi od jednego z mutantów, występujących w organizmie nietoperzy i przeskoczył na ludzi, pokonując barierę międzygatunkową. Być może jeszcze zaatakował inne zwierzęta, np. węże, od których zarazili się nim ludzie. Jednak jego pierwotnym rezerwuarem najprawdopodobniej były nietoperze.

Nie pierwszy to taki przypadek. Od nietoperzy pochodzą koronawirusy wywołujące SARS (zespół ostrej niewydolności oddechowej) oraz MERS (tzw. niewydolność oddechowa Bliskiego Wschodu). Pierwsza epidemia wybuchła w 2002 r., a druga – w 2012. Podejrzewa się, że SARS bezpośrednio na ludzi przeniosły cywety, a MERS – wielbłądy.

- Organizm nietoperzy to dynamiczne podłoże, w którym rodzą się zmutowane patogeny zdolne co jakichś czas do tego, o czym się przekonujemy, przeskoczyć na człowieka – wyjaśnia dr Grzesiowski. Dlatego – jak dodaje - potrzebny jest monitoring siedlisk tych zwierząt, podobny do tego, jaki od lat stosuje się w przypadku grypy, polegający na kontrolowaniu wirusów tej choroby atakujących zwierzęta hodowlane.

- W ten sposób uprzedzamy epidemię. Tego jednak nie zrobiono w przypadku nietoperzy, choć mówi się o tym od czasu wybuchu SARS i MERS – przypomina specjalista. Tymczasem nietoperze są nosicielami dziesiątków potencjalnie groźnych dla człowieka wirusów, takich jak ebola, wirus Marburg, hantawirusy, hendrawirusy, a także flawiwirusy tzw. żółtej gorączki.

- Zwierzęta te są zdolnymi do aktywnego lotu ssakami, mogą się zatem przemieszczać na duże odległości - i żerują na owocach, bo większość z nich jest roślinożerna. Zostawiają odchody, w których mogą być wirusy, zjadane potem lub lizane przez inne zwierzęta. Również ludzie spożywają owoce, na których żerowały nietoperze. W ten sposób może dojść do przeniesienia zakażeń – mówi dr Grzesiowski.

Na monitoring nietoperzy potrzebne są jednak środki. W ramach takich badań można byłoby pobierać od tych zwierząt próbki krwi - np. w jaskiniach, w których przebywają. Jedna z nich znajduje się pod Wuhan i już wcześniej ją obserwowano. Nietoperze mają bardzo stabilny tryb życia, przebywają w określonych miejscach, w których żerują i się rozmnażają.

- Trzeba pamiętać, że wirusy stale się replikują i powstają wciąż nowe mutacje. Część z nich nie stwarza zagrożenia. Ale może być taka mutacja, która nabiera zdolność przeskoczenia na inne gatunki, w tym także na człowieka – wyjaśnia specjalista.

Dzięki badaniom nietoperzy można byłoby opracować leki i szczepionki przeciwko wirusom, które nie mają jeszcze zdolności przekroczenia bariery międzygatunkowej, ale są uzasadnione podejrzenia, że mogą zaatakować człowieka. Można byłoby wtedy przygotować odpowiednią szczepionkę, zanim taki patogen zaatakuje człowieka. Niestety - mówi specjalista - na razie tę szansę przegapiono.