Obecnie w Polsce żyje prawie 2,5 tys. osób chorych na akromegalię, a co roku rozpoznaje się około dwustu nowych przypadków. To choroba o podłożu hormonalnym, która powoduje nieprawidłowy wzrost kości i tkanek miękkich. W rezultacie u chorych dochodzi do nienaturalnego przerostu żuchwy, dłoni, stóp, nosa, uszu, a także do niebezpiecznego powiększenia narządów wewnętrznych, m.in. serca i wątroby.

- Kilkuset chorych na akromegalię może być w Polsce nadal niezdiagnozowanych. Dlatego tak zależy nam na szybkim rozpoznaniu tej choroby, postawieniu właściwej diagnozy i wdrożeniu odpowiedniego leczenia. W społeczeństwie wciąż wiedza na ten temat jest niewielka, ale również mogą we tym pomóc lekarze wielu specjalności m.in. dentyści, reumatolodzy, ginekolodzy czy ortopedzi - powiedział prof. Marek Bolanowski, kierownik Katedry i Kliniki Endokrynologii, Diabetologii i Leczenia Izotopami Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

W czwartek, 27 czerwca, w klinice odbyła się konferencja prasowa, podczas której przedstawiono szczegóły diagnozowania, przebiegu i leczenia tej rzadkiej choroby.

Szacuje się, że choruje na nią zaledwie 70 osób na milion populacji. Akromegalię wywołuje łagodny guz przysadki (gruczolak przysadki). Są trzy metody leczenia: operacyjne usunięcie guza w całości lub w części, leczenie farmakologicznie środkami ograniczającymi wydzielanie hormonów oraz radioterapia.

Prof. Bolanowski zaznaczył, że leczenie operacyjne jest skuteczne w 50 procentach przypadków, ponieważ często guz jest tak umiejscowiony, że niemożliwe jest jego usunięcie w całości, gdyż np. dotyka on nerwu wzroku. Zdarza się, że takie zabiegi są powtarzane co kilka lat, gdyż guz odrasta i jest wznowienie choroby.

- Dlatego tak istotne jest wczesne zdiagnozowanie pacjenta. Objawy to nadmierna potliwość, bóle głowy, rozrost dłoni i stóp, co niektórzy uważają za proces starzenia czy przyrost z powodu pracy fizycznej. Dopóki nie pojawią się charakterystyczne zmiany na twarzy: rozrost żuchwy i czoła, to nawet niewielu specjalistów myśli, że to akromegalia - powiedział prof. Bojanowski.

Podkreślił, że choroba to nie tylko kwestia wyglądu zewnętrznego, ale przede wszystkich powikłań ogólnoustrojowych, gdyż największym zagrożeniem dla życia są w niej dolegliwości kardiologiczne m.in. nadciśnienie, niewydolność serca, zawały i udary. Niewykryta i nieleczona akromegalia może skrócić życie nawet o 10 lat.

- U pacjentów, u których odpowiednio wcześnie wdroży się właściwą terapię, takie zagrożenie utraty życia czy jego skrócenia jest zniwelowane. Mamy obecnie w Polsce do dyspozycji trzy preparaty, w tym dwa z nich są refundowane i pozwalają one na leczenie farmakologiczne - podkreślił prof. Bolanowski.

Dodał, że nie można mówić „o efekcie pełnego wyleczenia”, ponieważ u chorobę pozostają skutki przerostu części ciała, co utrudnia poruszanie i codzienne życie, ale zniwelowany jest ból i zagrożenie życia.