Czyhają w trawie lub w krzewach, w lasach i nad wodą. Choć w mediach robi się o nich głośno dopiero z nadejściem wiosennych upałów, nie brak ich już w kwietniu, a nawet w marcu. Mowa o kleszczach, których ukąszenia, choć bezbolesne, mogą nas przyprawić o groźne choroby: kleszczowe zapalenie opon mózgowych i boreliozę. I o ile przeciwko temu pierwszemu można się zaszczepić, o tyle przeciwko boreliozie – nie, a jest to choroba trudna do zdiagnozowania i wywołująca groźne powikłania. Tymczasem, jak wynika z badań przeprowadzonych przez Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w stołecznych lasach, nosicielami wywołujących boreliozę bakterii może być nawet 40 procent kleszczy!

Zagrożenia nie wolno lekceważyć, tym bardziej, że według statystyk liczba diagnozowanych zachorowań rośnie lawinowo . W 2016 roku stwierdzono boreliozę u 21 220 osób, podczas gdy statystyki sprzed 15 lat mówią o zaledwie niecałych dwóch tysiącach stwierdzonych przypadków. Przybywa również samych kleszczy, którym sprzyjają łagodne zimy.

Niestety, jedynym skutecznym sposobem na uniknięcie kleszczowego zagrożenia jest profilaktyka: chodzi o to, by maksymalnie utrudnić krwiożerczym pajęczakom dostęp do naszej odsłoniętej skóry. Wybierając się na łąkę, do lasu czy nad rzekę, najlepiej założyć buty zasłaniające stopy, długie spodnie i koszulę z długim rękawem. Warto też wyposażyć się w spray odstraszający kleszcze, a po spacerze na wszelki wypadek dokładnie skontrolować skórę, na wypadek, gdyby środki zapobiegawcze jednak nas zawiodły.

Źródło: Agencja X-News