W poniedziałek Komitet Noblowski ogłosił, że Nagroda Nobla z dziedziny medycyny i fizjologii trafi do Amerykanina Jamesa P. Allisona i Japończyka Tasuku Honjo. Wyniki ich badań przyczyniły się do opracowania terapii stosowanej w przypadku leczenia nowotworów immunogennych, czyli takich, które wyłączają układ immunologiczny.

Zdaniem specjalisty, który jest kierownikiem Zakładu Immunologii Klinicznej Instytutu Transplantologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, immunoterapia, czyli metoda leczenia nowotworów angażująca układ odpornościowy chorego, uznawana jest za jedną z największych nadziei dla pacjentów onkologicznych, a w przypadku niektórych z nich zaczyna odgrywać wręcz kluczową rolę.

Układ immunologiczny można aktywizować do walki z chorobą nowotworową na dwa główne sposoby: pobudzając jego działanie albo odblokowując go w taki sposób, żeby lepiej rozpoznawał i zwalczał komórki nowotworowe.

Dr hab. Radosław Zagożdżon wyjaśnia, że zasługą tegorocznych noblistów w dziedzinie medycyny i fizjologii jest lepsze poznanie mechanizmów, za pomocą których nowotwór maskuje się przed układem odpornościowych, tak żeby nie był w stanie go rozpoznać i zwalczać.

- Okazało się nie wystarczy tylko aktywizować układ odpornościowy, ponieważ przypomina to jazdę samochodem z wciśniętym padałem gazu, ale z zaciągniętym hamulcem ręcznym - dodaje.

Jak opisuje, James P. Allison oraz Tasuku Honjo pokazali jak działa hamulec ręczny, którym posługuje się nowotwór. Odkryli oni tzw. inhibitory punktów kontrolnych w układzie odpornościowym, które działają jak hamulec ręczny w pojeździe. - To był duży przełom w badaniach nad zwalczaniem komórek nowotworowych przez układ odpornościowy. Uruchomiono całą lawinę nowych badań, które doprowadziły do opracowania leków nowej generacji – pokreślił dr hab. Radosław Zagożdżon.

Zdaniem specjalisty, tego rodzaju immunoterapia, polegająca na odblokowaniu układu odpornościowego, dąży do zniszczenia nowotworu, a nie tylko jego zahamowania.

- W razie gdyby znowu się pojawiły komórki nowotworowe, to one również powinny zostać zniszczone. Oczywiście, może się zdarzyć, że nowotwór zostanie w ten sposób jedynie zahamowany – dodaje.

Nowa metoda leczenia - stosowana w onkologii oprócz chirurgii, radioterapii i chemioterapii – nie może być jeszcze wykorzystywana u wszystkich pacjentów. - Na razie jedynie 10-15 proc. chorych odnosi dzięki niej jakieś korzyści - wyjaśnia dr hab. Zagożdżon.

Wynika to z tego, że w obecnie stosowanych lekach wykorzystuje się zaledwie 2-3 tzw. inhibitory punktów kontrolnych pozwalające odblokować układ odpornościowy do walki z nowotworem, a jest ich znacznie więcej - kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt. Odkrywane są kolejne.

Specjalista jest jednak przekonany, że kolejne inhibitory punktów kontrolnych będą wykorzystywane w lekach, nad którymi dopiero prowadzone są badania. A to z kolei pozwoli lepiej niszczyć komórki nowotworowe i lepiej kontrolować chorobę.

- Sami pracujemy nad jednym z takich leków, jednak na razie prowadzimy jedynie badania laboratoryjne we współpracy z innymi ośrodkami zagranicznymi - dodał.

- Ważne jest również, żeby pacjentowi pomóc, a nie zaszkodzić. Są bowiem przypadki nawet śmiertelnych powikłań po zastosowaniu tego rodzaju immunoterapii - powiedział dr hab. Zagożdżon.

Immunoterapia staje się jedną z bardziej skutecznych i nowatorskich metod leczenia nowotworów. Specjalista ma nadzieję, że w przyszłości doprowadzi ona do całkowitej wyleczalności wielu nowotworów.