15 października przypada Europejski Dzień Walki z Rakiem Piersi

Rak piersi to nie tylko duży problem medyczny, ale także społeczny i ekonomiczny. Niestety statystyki pokazują, że coraz więcej kobiet choruje. Czy te tendencje można odwrócić?

Prof. Tadeusz Pieńkowski: Rzeczywiście, zakres problematyki nowotworowej, z wielu powodów, znacznie wykracza poza wąsko pojmowaną medycynę naprawczą. Głównym problemem jest to, że liczba kobiet, które zachorowują na ten nowotwór, stale rośnie i nie ma sposobu, by ten trend odwrócić. Wzrost liczby przypadków zachorowań na nowotwory piersi jest związany po pierwsze z czynnikami demograficznymi, czyli m.in. z wydłużeniem życia. Następna przyczyna to określone zachowania społeczne i prokreacyjne. Jak potwierdziły badania, czynnikami sprzyjającymi rozwojowi raka piersi jest bezdzietność, późne rodzenie pierwszego dziecka, a także m.in. nadwaga i konsumpcja alkoholu. To właśnie tego rodzaju uwarunkowania cywilizacyjne mają w tym przypadku szczególne znaczenie.

Czy polski system ochrony zdrowia jest przygotowany na wzrost liczby zachorowań na raka piersi?

Miarą wydolności systemu ochrony zdrowia w tym przypadku nie jest liczba nowych zachorowań czy zgonów, ale liczba kobiet, u których kiedykolwiek rozpoznano raka piersi i które nadal żyją i są pod opieką lekarzy. W Polsce ta liczba wynosi w sumie ok. 100 tysięcy osób. Każdego roku nowotwory wykrywane są u około 17 tys. kobiet. Umiera około 5 tysięcy. Jeśli chodzi o efekty leczenia, to na całym świecie uzyskano ogromny postęp. W czołowych krajach, pomimo stale rosnącej zapadalności, uzyskano spadek współczynników umieralności. Oznacza to, że mimo, iż choruje coraz więcej kobiet, to jednak coraz mniej z nich umiera. W Polsce utrzymuje się stan stabilizacji współczynników umieralności. Niestety, nie zaobserwowano gwałtownego spadku, jaki ma miejsce w innych krajach.

Dlaczego tak się dzieje?

Żeby uzyskać spadek współczynników śmiertelności potrzebne jest spełnienie bardzo wielu czynników, które wykraczają poza medycynę naprawczą. Te państwa, które osiągnęły powodzenie w zwalczaniu raka piersi, uzyskały to dzięki konsekwentnie prowadzonym programom rządowym, realizowanym w ramach strategii zwalczania nowotworów złośliwych. Polska - jako nieliczny kraj w Europie - takiej strategii nie ma.

Jakich rozwiązań u nas brakuje, a które mogłyby w jakimś przynajmniej stopniu poprawić efektywność polskiej onkologii?

Są to szeroko rozumiane rozwiązania natury organizacyjnej, związane m.in. z tworzeniem ośrodków Breast Units, czyli specjalnie dedykowanych kobietom, które miały to nieszczęście zachorować na nowotwór piersi. Są to placówki wyposażone w odpowiedni sprzęt, w których pracują fachowcy z dużą specjalistyczną wiedzą na ten temat: lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci. Ośrodki te działają zgodnie z przyjętymi regułami i są certyfikowane, akredytowane przez zewnętrzne instytucje, które czuwają nad tym, żeby wszystkie procedury realizowane były zgodnie z wymogami i aktualnym stanem wiedzy medycznej. W Polsce istnieją cztery takie ośrodki, akredytowane przez Międzynarodowe Towarzystwo Senologiczne we współpracy z Polskim Towarzystwem do Badań nad Rakiem Piersi. Trwają kolejne prace, które zmierzają do ustanowienia projektu ministra zdrowia, powołującego takie ośrodki. Mam nadzieję, że to się w końcu uda przeprowadzić.

Dlaczego tak duży nacisk środowisko onkologicznie kładzie na konieczność stworzenia ośrodków Breast Units?

Ponieważ między innymi tego rodzaju ośrodki diagnostyki i leczenia zmienią dostęp pacjentek do różnego rodzaju technik leczenia, np. takich, które są równie skuteczne jak leczenie okaleczające, ale mniej obciążające. Przykładowo, przy tzw. leczeniu oszczędzającym, pierś leczona jest po terapii mniejsza niż ta zdrowa. Światowe standardy przewidują symetryzację, czyli dokonanie zabiegu kosmetycznego, który zmniejsza różnice w wymiarach piersi. To wbrew pozorom jest dla kobiet bardzo ważne. Polski system ochrony zdrowia nie przewiduje finansowania tego zabiegu. Podobnie jak i brakuje refundowania mastektomii z rekonstrukcją piersi, wykonywaną u kobiet z groźnymi mutacjami genów. Głośny jest przypadek aktorki Angeliny Jolie, która poddała się zabiegowi ze względu na duże obciążenie genetyczne i ryzyko zachorowania na raka piersi. W identycznej sytuacji jest wiele polskich kobiet.

Czyli przede wszystkim zmiany organizacyjne?

Inna organizacja i edukacja. Edukacja, która powinna dotyczyć wszystkich: i kobiet, i mężczyzn, i pracujących, i bezrobotnych, i uczniów, i studentów, i polityków - bo w przypadku tej ostatniej grupy - podejmowane są decyzje, które dotyczą finansów i określania priorytetów w ochronie zdrowia. Ta edukacja musi sprowadzać się do przekazywania informacji, że niestety na nowotwór złośliwy może zachorować każdy, chociaż nikt tego nie chce. W przypadku raka piersi istnieje na szczęście możliwość wykrycia tej choroby w bardzo wczesnym stanie, zanim wystąpią jakiekolwiek objawy. Umożliwia to mammografia przesiewowa. Wyniki leczenia uzyskiwane u osób, u których nowotwór ma kilkanaście milimetrów, są nieporównywalnie lepsze niż w przypadku, gdy zmiany nowotworowe osiągną większy rozmiar.

Ciągle słyszmy, że w chorobie nowotworowej szybkie rozpoznanie i leczenie to podstawa sukcesu. A jednak przypadków, gdy do lekarza zgłaszają się kobiety z zaawansowanym nowotworem ciągle jest wiele.

Kluczową rolę odgrywa po pierwsze dostępność do mammografii przesiewowej. A po drugie - dostęp do kompetentnych lekarzy. To zrozumiałe, że jeśli kobieta wykryje jakieś zmiany w swoich piersiach, to budzi się w niej niepokój. Większość tych zmian nie będzie rakiem, natomiast część może usłyszeć diagnozę, która je przerazi. Kiedy rozmawia się z pacjentkami to okazuje się często, że od momentu pierwszego rozpoznania do leczenia mija zdecydowanie za dużo czasu. Czasem z winy pacjentek, które odwlekają moment pójścia do lekarza, ale dość często wina leży także po stronie systemu opieki zdrowotnej, który nie sprzyja skracaniu oczekiwania na badanie czy wizytę u lekarza. Należy przyznać, że pewien postęp nastąpił dzięki tzw. pakietowi onkologicznemu, choć jest on nadal dalece niewystarczający.

A jaką rolę w systemie leczenia onkologicznego odgrywają takie placówki, jak np. działające od roku Radomskie Centrum Onkologii, którym Pan kieruje?

Światowe zalecenie mówią, że takie ośrodki powinny być dostępne mniej więcej w odległości 60-70 km - tak, żeby dotarcie do nich nie było związane z dużym problemem i z namnażaniem się potrzeb pacjenta. Dostępność leczenia onkologicznego jest związane z pośrednimi kosztami leczenia chorób nowotworowych. Są to m.in. koszty dojazdów, koszty utraty zarobków - nie tylko chorego, ale i osób, które mu towarzyszą podczas wizyt w poradni czy szpitalu, gdyż większość z tych chorych sama z różnych przyczyn nie może odbyć tej podróże. Stąd, stworzona w Polsce, mapa potrzeb zdrowotnych, będąca dobrą próbą określenia rejonów, w których nie ma zapewnionej dostępności do określonych świadczeń medycznych. Takie ośrodki jak my starają się wychodzić naprzeciw lokalnym potrzebom i wypełniać tę lukę, która jest dotkliwa dla pacjentów, w naszym przypadku z południowego Mazowsza.

I wszystko pewnie rozbija się o pieniądze, bo utworzenie wyspecjalizowanych placówek i ich finansowanie przez NFZ wymaga dużych nakładów, a ochrona zdrowia to worek bez dna.

Jeśli rozmawiam z ekonomistami na temat przyczyn złych wyników w leczeniu raka piersi, to odpowiadają, że w Polsce nakłady per capita na onkologię są na tak niskim poziomie, że bez radykalnej zmiany nie będzie poprawy. Prawdą jest, że poziom finansowania jest teraz wyższy niż był kiedykolwiek. Natomiast punkt startowy był niebywale niski i musimy dużo nadrobić w porównaniu do innych europejskich państw.

Pacjenci liczą na przełomowe odkrycia związane z zapobieganiem i leczeniem nowotworów piersi. Duże nadzieje pokładają w badaniach genetycznych. W jakim obszarze możemy się spodziewać w najbliższych latach ważnych odkryć?

Każdego miesiąca dokonują się jakieś przełomy. Publikowane są nowe artykuły, które przynoszą nowe informacja i w pewnym momencie następuje kumulacja wiedzy, która przejawia się stworzeniem nowego sposobu leczenia. Kilkadziesiąt lat temu takie długoletnie badania doprowadziły do rozpoznania źle rokującego raka piersi, którego komórki zawierały receptory HER-2. Kilka lat później wynaleziono lek dedykowany tej grupie chorych i z dnia na dzień, nieomalże jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, możliwości leczenia tych pacjentek uległy niezwykłej wręcz poprawie. Niedawno podobny przełom dokonał się w leczeniu chorych na raka, który z kolei zawiera dodatnie receptory hormonalne. Okazało się, że gdy do klasycznych leków hormonalnych dołączy się lek, który ma inny mechanizm działania, to daje to bardzo dobre efekty i automatycznie los chorych ulega poprawie. Te przełomy nie następują tak z dnia na dzień. To na ogół lata pracy i żmudnych badań.

Przy okazji obchodzonego 15 października Europejskiego Dnia Walki z Rakiem Piersi dużo mówi się o profilaktyce, o samobadaniu piersi, o regularnym wykonywaniu mammografii i badań USG.

Przez wiele lat propagowane było autobadanie piersi. Niewątpliwie jest ono bardzo ważne, ale wartość tego badania jest w rzeczywistości nieco mniejsza niż kiedyś sądzono. I w tym przypadku też mamy pewien postęp. Polscy uczeni wynaleźli urządzenie przeznaczone do samodzielnego badania piersi. Jego działanie oparte jest o rejestrację gradientów temperatury. Urządzenie wskazuje te zmiany w piersi, które emitują ciepło, a nowotwór jest zwykle cieplejszy niż jego otoczenie. Obrazy termiczne piersi rejestrowane są do systemu analitycznego, który je archiwizuje i porównuje obrazy lewej piersi z prawą, obrazy wykonane w przeszłości z obrazami wykonanymi współcześnie. Dzięki temu wynalazkowi kobiety zyskały więc możliwość znacznie lepszej autooceny niż badanie ręką.

Jakich nadziei upatruje Pan w najbliższych latach w polskiej onkologii?

Przede wszystkim czekam na rozwiązania systemowe. Te kraje które osiągnęły powodzenie w leczeniu chorób nowotworowych, stworzyły strategiczne programy z wieloletnią perspektywą finansowania. Należałoby życzyć sobie żeby taki program powstał także w Polsce, żeby skoordynowane zostały działania wszystkich instytucji rządowych i pozarządowych. A ich efekt z pewnością odczują pacjenci.

Rozmawiała: Ilona Pecka