Przewodnicząca Polskiej Grupy Szpiczakowej prof. Anna Dmoszyńska powiedziała, że co roku szpiczak plazmocytowy jest wykrywany w naszym kraju u około 1,5 tys. chorych, a wszystkich cierpiących na tę chorobę jest już 9,5 tys. Najczęściej są to osoby w wieku około 70 lat lub starsi.

- Liczba chorych stale się zwiększa, ponieważ dzięki skuteczniejszemu leczeniu stale wydłuża się życie chorych. O ile kilkanaście lat temu mediana przeżycia w tej chorobie nie przekraczała 3 lat, to obecnie wydłużyła się dwukrotnie, do co najmniej 6 lat – dodała.

Szpiczak wśród wielu innych nowotworów nadal jest jednak chorobą rzadką. Dr Michał Sutkowski z Kolegium Lekarzy Rodzinnych powiedział, że w 25-letniej praktyce w swoim gabinecie zetknął się jedynie z trzema chorymi na szpiczaka. - Przeciętnemu lekarzowi rodzinnemu zdarza się taki pacjent co najwyżej raz na kilka lat. Jednak powinni oni (lekarze - przyp. PAP) zawsze zachować czujność onkologiczną – dodał.

Prezes Fundacji Carita - Żyć ze szpiczakiem Wiesława Adamiec przekonywała, że większość lekarzy rodzinnych niewiele jednak wie o szpiczaku.

Kierownik oddziału hematologicznego Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej prof. Krzysztof Giannopoulos wyjaśniał, że trudności z wykrywaniem szpiczaka wynikają głównie z tego, że powoduje on nietypowe objawy, takie jak bóle kości, nawracające przeziębienia i niewydolność nerek, często kojarzone w wiekiem pacjenta, a nie z poważną chorobą.

- Późne wykrywanie szpiczaka często zdarza się na całym świecie, nie tylko w Polsce. W Wielkiej Brytanii mija zwykle kilka miesięcy, a czasami nawet kilka lat, zanim szpiczak zostanie wykryty, a chory krąży między wieloma specjalistami, takimi jak ortopedzi, neurolodzy i nefrolodzy - dodał.

Polska Grupa Szpiczakowa zainicjowała badania, które mają wykazać, w jakim zakresie w praktyce lekarza rodzinnego do wykrywania szpiczaka oraz innych schorzeń hematologicznych, takich jak białaczki, może być przydatna immunofiksacja - test białek w surowicy krwi wykrywający nieprawidłowe immunoglobuliny, które mogą wskazywać na tego rodzaju schorzenia.

Uczestniczy debaty rozmawiali również o tym, jak poprawić leczenie szpiczaka, ponieważ większy dostęp do nowych leków sprawił, że w USA chorzy na szpiczaka żyją średnio 8-9 lat.

Konsultant krajowy w dziedzinie hematologii prof. Wiesław Jędrzejczak podkreślił, że w naszym kraju jest pełny dostęp do leków w pierwszej linii leczenia. Stosowane są również przeszczepu szpiku kostnego. W tym zakresie terapia prowadzana jest tak, jak w najbardziej rozwiniętych krajach. Brakuje natomiast nowoczesnych leków w przypadku opornego i nawrotowego szpiczaka, czyli w kolejnych liniach leczenia.

Według uczestniczących w debacie hematologów, dostępna jest u nas chemioterapia wysokodawkowa, a także glikokortykosteroidy, niektóre leki immunomodulujące oraz inhibitory proteazomu (bortezomib). Najbardziej skuteczne jest leczeniu skojarzone z użyciem kilku różnego typu leków, dwóch lub trzech. - Nie ma dowodów, że od terapii trójlekowej bardziej skuteczna jest ta czterolekowa – powiedział prof. Jędrzejczak.

Członek Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego prof. Krzysztof Jamroziak zwrócił uwagę, że w żadnym kraju nie są refundowane wszystkie leki stosowane w leczeniu szpiczaka. Podkreślił natomiast, że u nas w kolejnych liniach leczenia najbardziej brakuje trzech preparatów: daratumumabu, carfilzomibu i pomalidomidu.

Prof. Giannopoulos powiedział, że w przypadku szpiczaka nie ma badań wykazujących, które leki w kolejnych etapach leczenia są najbardziej skuteczne, tak jak to jest w niektórych innych chorobach nowotworowych, np. w raku piersi. Byłyby wtedy jasne procedury określające, jak należy postępować w kolejnych liniach terapii. Zawsze jednak leczenie trzeba dopasowywać do każdego chorego.

Prof. Jędrzejczak podkreślił, że bardzo ważne jest stosowanie u pacjenta tylko takiego leku, który jest u niego skuteczny. Jeśli nie działa, to trzeba z niego zrezygnować, ponieważ zwiększa oporność komórek nowotworowych na leczenie.