Konsultant krajowa ds. neonatologii prof. Ewa Helwich, która była inicjatorką wtorkowej konferencji podkreśliła, że trudności z wdrożeniem profilaktyki zakażeń wirusem RS dla szerszej grupy wcześniaków są "bulwersujące" dla środowiska neonatologów. - Gdyby decydenci choć raz zobaczyli takie dziecko przedwcześnie urodzone, które choruje na zapalenie płuc spowodowane wirusem RS – jak ono w szybkim tempie przestaje mieć możliwość oddychania, jak się dusi, to by wiedzieli, że ochrona tych dzieci i realizacja tego programu jest rzeczą najważniejszą - powiedziała.

- To jest dla nas bardzo istotna kwestia i w tej chwili jest to przedmiotem intensywnej analizy w Narodowym Funduszu Zdrowia - skomentowała informacje o problemach z wdrożeniem programu rzecznik prasowy NFZ Sylwia Wądrzyk-Bularz. Zapewniła, że Fundusz poda szersze wyjaśnienia tej sytuacji w najbliższym czasie.

Prof. Hewlich przypomniała, że program profilaktyki zakażeń wirusem RS jest prowadzony w Polsce od 10 lat i obejmował dotychczas skrajnie niedojrzałe wcześniaki - urodzone do 28. tygodnia ciąży, czyli ważące po urodzeniu mniej niż 1 kg, oraz dzieci z tzw. dysplazją oskrzelowo-płucną. Środowisko neonatologów od lat walczyło, aby zgodnie ze standardami obowiązującymi w Unii Europejskiej i zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) rozszerzyć go również na nieco starsze wcześniaki, urodzone przed 33. tygodniem ciąży.

- Wirus RS, który jest bardzo powszechny, u dzieci starszych i u ludzi dorosłych powoduje zakażenia dosyć banalne, typu katar, kaszel. Natomiast u dzieci najmniejszych ten wirus może być zabójcą, może spowodować ciężkie zapalenie płuc i oskrzeli przebiegające z niemożnością wymiany gazowej, z dusznością – wymieniała prof. Helwich. Te dzieci muszą być wtedy leczone w szpitalu, często na oddziale intensywnej terapii, trzeba u nich stosować wspomaganie oddechowe.

Prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, inicjatorka Koalicji dla wcześniaka, zaznaczyła, że przeciwko wirusowi RS nie opracowano jak dotąd szczepionki, dlatego najbardziej zagrożone nim dzieci otrzymują tzw. bierną immunoprofilaktykę w postaci przeciwciała (paliwizumab) neutralizującego wirusa. W całym sezonie zakażeń – od listopada do kwietnia – powinny otrzymać domięśniowo pięć dawek preparatu w odstępie miesiąca. - Ta profilaktyka jest bardzo skuteczna. Przeciwciała podane dziecku szybko zabijają wirusa – powiedziała neonatolog.

1 marca 2018 r. ukazało się obwieszczenie ministra zdrowia, zgodnie z którym profilaktyką zakażeń wirusem RS w najbliższym sezonie ma być objęta szersza grupa wcześniaków – tj. urodzonych przed 33. tygodniem ciąży, o masie ciała do 1500-1800 gramów.

Jak zaznaczyła prof. Helwich, grupa dzieci kwalifikujących się do programu wzrosła dzięki temu trzykrotnie (z ok. 1200 do ok. 4000). - Oszacowaliśmy, że skoro zwiększy się trzykrotnie liczba dzieci, to potrzebujemy dodatkowych placówek, żeby zapewnić tym wcześniakom ochronę. Poza tym najlepiej, żeby taki mały wcześniak otrzymywał immunizację w szpitalu, w którym przyszedł na świat i w którym przebywa wiele tygodni czy miesięcy – powiedziała neonatolog. Dotychczas immunoprofilaktyka zakażeń wirusem RS była prowadzona w 32 szpitalach w Polsce. Eksperci zaproponowali kolejne placówki, które mogą zapewniać ją dzieciom.

- Wiadomo, że w takiej sytuacji Narodowy Fundusz Zdrowia musi przeprowadzić konkurs. (...) Ale sądziliśmy, że ten konkurs zostanie ogłoszony najpóźniej w sierpniu, bo jego realizacja trwa około 6-8 tygodni – tłumaczyła prof. Helwich. Sezon zakażeń wirusem RS niedługo się zaczyna, a maluchy powinny być kwalifikowane do immunoprofilaktyki w październiku.

- Tymczasem jest początek września i wiemy, że w 13 województwach nie zostały ogłoszone konkursy, ponieważ brak jest środków finansowych na realizację programu. Mamy wiec perspektywę, że dzieci, którym minister zdrowia zagwarantował ochronę, jej nie otrzymają. A jeśli dziecko ciężko zachoruje, albo zdarzy się nieszczęście i umrze, to kto za to będzie odpowiedzialny? – mówiła neonatolog.

Jak wyjaśniła, dyrektorzy szpitali, które obecnie prowadzą program, nie chcą się zgodzić na objęcie immunizacją większej grupy dzieci, ponieważ nie dostaną na to dodatkowych pieniędzy, a nie mogą już powiększać swoich długów o tak znaczną kwotę. Procedura podania leku nie jest bardzo droga i wynosi kilkanaście złotych, ale cena preparatu to kilka tysięcy złotych. Inną przeszkodą jest niewystarczająca liczba personelu do obsługi poszerzonego programu.

Według prof. Helwich najgorsza sytuacja jest w woj. mazowieckim, w którym rodzi się najwięcej dzieci, a szpitale są najbardziej zadłużone. Koszty programu są ogólnie szacowane na ok. 30 mln zł.

Eksperci obecni na konferencji podkreślali, że program profilaktyki zakażeń wirusem RS jest bardzo opłacalny i uzasadniony również z ekonomicznego punktu widzenia, ponieważ pozwala uniknąć bardzo wysokich kosztów leczenia dzieci na oddziałach intensywnej terapii, a także kosztów przewlekłych powikłań infekcji. - Przebycie tego zakażenia przez wcześniaka zwiększa ryzyko astmy oskrzelowej od 4 do 12 razy. Więc te późniejsze koszty, które wynikają z leczenia i rehabilitacji dziecka są dużo większe niż immunoprofilaktyka – wyjaśnił konsultant wojewódzki w dziedzinie neonatologii dla Małopolski prof. Ryszard Lauterbach.

Prof. Borszewska-Kornacka zwróciła z kolei uwagę, że ciężkie zakażenia wirusem RS mogą prowadzić do niedotlenienia wszystkich narządów, w tym także mózgu. - Może to mieć konsekwencje w późniejszym okresie życia dziecka w postaci mózgowego porażenia dziecięcego czy lekoopornej padaczki – tłumaczyła.

Jej zdaniem dla tych dzieci urodzonych przedwcześnie profilaktyka zakażeń wirusem RS jest koniecznością i na to muszą znaleźć się pieniądze. - To jest grupa najsłabszych dzieci, które mają przed sobą całe życie. Gdy się rodzą tak bardzo przedwcześnie, takie maleńkie tak bardzo nieodporne, naszym zadaniem jest utrzymać je przy życiu. I stajemy na głowie, żeby to zrobić. Niestety, powikłania infekcji wirusem RS mogą pozostawić piętno na całym dalszym życiu tych dzieci. Zatem wszystko to, czemu staraliśmy się zapobiec lecząc je od urodzenia najlepiej, jak potrafimy, może zostać zaprzepaszczone – podsumowała prof. Helwich.