Kierownik Kliniki Kardiochirurgii warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka prof. Bohdan Maruszewski powiedział, że na 1000 żywych urodzeń u 8 dzieci wyrywane są wady wrodzone. Oznacza to – dodał - że w naszym kraju ostatnio rodzi się 3-3,5 tys. takich maluchów rocznie, biorąc pod uwagę, że w 2016 r. przyszło u nas na świat 385 tys. dzieci, a wcześniej było 360 tys. urodzeń.

- W dziesięciu ośrodkach kardiologii dziecięcej wykonywanych jest ponad 2,7 tys. operacji wad wrodzonych u dzieci. Prawie co czwarte dziecko z taką wadą wymaga pilnej operacji, żeby mogło przeżyć pierwsze tygodnie życia. Dlatego te zabiegi, których jest 500-600 każdego roku, wykonywane są w pierwszej kolejności – podkreślił specjalista.

Prof. Maruszewski powiedział, że z pilnymi operacjami nie ma problemów - wykonywanych jest ich tyle, ile potrzeba, i w odpowiednim czasie. - Przeprowadzone są najbardziej złożone zabiegi i w zasadzie nie ma technik operacyjnych, których nie bylibyśmy w stanie zastosować – zaznaczył.

Zdaniem specjalisty coraz większy kłopot jest za to z operacjami planowymi, czyli takimi, które nie muszą być wykonane natychmiast z powodu zagrożenia życia. Są to często kolejne operacje u danego dziecka, drugie lub nawet trzecie, z którymi jednak również nie można zbyt długo zwlekać, ponieważ powinny być wykonane w odpowiednim terminie i wieku dziecka.

- Do tych zabiegów kolejka oczekujących dzieci narasta, i to z tego powodu dla niektórych z nich organizowane są zbiórki pieniędzy na opłacanie zabiegu za granicą – wyjaśniał.

Kierownik Pracowni Interwencji Sercowo-Naczyniowych Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie prof. Grażyna Brzezińska-Rajszys powiedziała, że noworodki najpierw są ratowane pilnymi operacjami, a kiedy wymagają później kolejnej operacji kardiochirurgicznej - są spychane w kolejce z powodu pilnych zabiegów u kolejnych przychodzących na świat noworodków, które tego wymagają.

Według ekspertów taka sytuacja wynika z faktu, że w Polsce - podobnie jak w Stamach Zjednoczonych - rodzą się dzieci z ciężkimi wadami serca, podczas gdy w innych krajach, po stwierdzeniu takiego defektu u kobiety w ciąży, często poddawane są one aborcji.

Prof. Maruszewski powiedział, że nie trzeba w naszym kraju organizować kolejnych ośrodków kardiologii dziecięcej; wystarczy lepiej wykorzystać tego, które już działają. - Chodzi o to, że zdecydowaną większość operacji wad wrodzonych u dzieci wykonują zaledwie trzy placówki: Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, Centrum Matki Polki w Łodzi oraz Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie-Prokocimiu. W każdej z tych palcówek wykonuje się rocznie ponad 350 operacji - wyliczał.

Specjalista uważa, że najlepiej byłoby zatem zwiększyć liczbę tych zabiegów w pozostałych ośrodkach kardiochirurgii dziecięcej, gdzie wykonuje się ich mniej niż 250 rocznie. Tym bardziej, że wraz ze wzrostem liczby zabiegów uzyskuje się lepsze wyniki leczenia.

Prof. Maruszewski zwrócił również uwagę, że nowym zagrożeniem dla kardiochirurgii dziecięcej jest starzenie się kadry, w tym szczególnie lekarzy związanych z tą specjalnością. - Obecnie operuje 31 kardiochirurgów dziecięcych, ale wielu z nich już w zaawansowanych wieku, i za kilku lat ich liczba może drastycznie się zmniejszyć – podkreślił.

Zdaniem specjalisty spadło zainteresowanie kardiochirurgią dziecięcą wśród młodych lekarzy, bo jest to specjalność bardzo trudna, odpowiedzialna, a jednocześnie mało opłacalna finansowo. - Już są takie sytuacje, że dysponujemy nowoczesnymi salami operacyjnymi, o których dawniej mogliśmy tylko marzyć, ale nie ma kto w nich operować – podkreślił.

Podsekretarz stanu w ministerstwie zdrowia Marek Tombarkiewicz przyznał, że trzeba podjąć działania dla uzdrowienia sytuacji w kardiochirurgii dziecięcej, żeby dzieci nie musiały czekać na operacje. - Nie jest to duża grupa pacjentów i nie będzie konieczne wykorzystanie na to znacznych środków – ocenił.

Powiedział, że rozważone zostanie wprowadzenie odrębnego finansowania tej specjalności.