- To problem wielodyscyplinarny. To jest też kwestia słabości polskiej rodziny, niepewności, braku poczucia bezpieczeństwa, transformacji ustrojowej, której dokonaliśmy. To, co stare, przestaje być wydolne, a w nowe różnie się wpisujemy. To również zupełnie inna rola komunikatorów – spotkania twarzą w twarz, rozmowy ze spojrzeniem w oczy nie zastąpi żaden tablet, żadna kamera, żadne media społecznościowe – podkreśliła w rozmowie z PAP prof. Małgorzata Janas-Kozik, kierownik Centrum Psychiatrii dla Dzieci i Młodzieży działającego w Centrum Pediatrii w Sosnowcu.

- Żeby się zdrowo rozwijać, dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i stałości w opiece nad nim. Małe dziecko przyjmuje swoich rodziców i opiekunów jako autorytet a priori i niech tak zostanie. Rodzic nie może być koleżanką, przyjaciółką - mama jest mamą, tata jest tatą – dodała.

Również zdaniem konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży Ireneusza Jelonka, na przykładzie pacjentów trafiających do sosnowieckiej placówki można zaobserwować taki model rodzicielstwa. - Młodsze pokolenie rodziców niekoniecznie radzi sobie wychowawczo z dziećmi. Często już dziecko 4-5 letnie staje w roli partnera osoby dorosłej, co generuje problemy i emocjonalne, i wychowawcze – zaznaczył.

Choć sosnowieccy specjaliści przyznają, że od nowoczesnych form komunikacji nie ma odwrotu, to zwracają jednocześnie uwagę, że internet ogranicza bezpośredni kontakt rodzica z dzieckiem, a także dzieci między sobą. - Wyszedłbym na podwórko, ale wszyscy siedzą przy komputerze - to często słyszymy od naszych pacjentów. Na porządku dziennym jest też taki obrazek: rodzice czekają gdzieś z dzieckiem i zarówno rodzice, jak i dzieci są wpatrzeni w smartfony. Poprzez brak bezpośredniego kontaktu, mniejszą dostępność rodziców, pozbawiamy się możliwości regulowania kwestii emocjonalnych i wielu rzeczy w relacjach, które rzutują później na problemy emocjonalne – powiedział Ireneusz Jelonek.

Pacjenci sosnowieckiego centrum to przede wszystkim osoby cierpiące na zaburzenia z kręgu psychotycznych, np. schizofrenię, czy chorobę afektywną dwubiegunową, ujawniające się z reguły w okresie pokwitania, oraz pacjentki z zaburzeniami odżywiania: anoreksją, bulimią oraz binge-eating disorder (napadowe epizody objadania się).

Jak zaznaczyła prof. Janas-Kozik, chłopcy z zaburzeniami odżywiania są hospitalizowani sporadycznie. Literatura potwierdza, że problem występuje 10 razy rzadziej wśród płci męskiej, a jeśli się pojawia, to z reguły nieco później, a nie w okresie dziecięcym.

- Jest to więc przede wszystkim przypadłość młodych dziewczyn, co wynika m.in. z kulturowego postrzegania i oczekiwań wobec kobiety. Mamy ten ideał matki-Polki, która ma wszystko zrobić. On jest nierealny, bo nie może być realny. Wiedzą o tym dojrzałe kobiety - że to jest umiejętność wyboru; młoda dziewczyna nie da rady. To jest też kwestia pewnego modnego obecnie stylu życia – powiedziała.

Sosnowieccy psychiatrzy zaobserwowali też niepokojącą tendencję – z zaburzeniami odżywania zjawiają się tam młodsze niż kiedyś dziewczęta, nawet 7-letnie. Zalecają zdroworozsądkowe podejście do kwestii jedzenia. - Spójrzmy krytycznie na siebie, na swoje diety, na swoje preferencje, nawet w przygotowaniu posiłków dla rodziny. Łatwo wejść w pułapkę zdrowego żywienia – powiedziała prof. Janas-Kozik.

Warto też uczyć dzieci rozpoznawania własnych emocji i umiejętności otwartego mówienia o nich. Rodzice powinni zaakceptować to, co nieuniknione w okresie adolescencji: - Młody człowiek musi podważyć autorytet dorosłego, żeby dojrzeć i stać się samodzielnym dorosłym. Jako rodzice często w tym momencie kiepsko sobie z tym radzimy, kiedy młody człowiek - nasze dziecko - zaczyna podważać nasze zdanie, dyskutować z nami. W tym momencie ważne jest uczenie się słuchania własnego dziecka, wyrażanie aprobaty i przyzwolenia na to, że ma własne zdanie, ale też znalezienie dość płynnej granicy - w którym obszarze dziecko ma już prawo decydować, a w którym dorosły ma wyegzekwować swoje decyzje – podsumował Ireneusz Jelonek.