MARTA NOWIK: Czy in vitro to fanaberia współczesnych rodziców, którzy chcą mieć dziecko „od ręki”?

PROF. DR HAB. N. MED. KRZYSZTOF ŁUKASZUK: Dążenie do założenia rodziny i posiadania dzieci to dla wielu osób jedne z najważniejszych życiowych celów. Trudno nazywać je fanaberią. Jednocześnie niepłodność może dotknąć każdego. Szacuje się, że problem z poczęciem potomstwa doświadcza nawet jedna na pięć par. W wielu przypadkach przyczyny zaburzeń są złożone i wymagają specjalistycznego leczenia.

Czym w takim razie jest in vitro?

Zapłodnienie pozaustrojowe to jedna z form terapii niepłodności. Jest ono stosowane wyłącznie wtedy, gdy nie ma innej, skutecznej formy postępowania, czyli w przypadku obniżonej rezerwy jajnikowej, niedrożnych jajowodów, znikomej liczby plemników w nasieniu, zaburzeń genetycznych, endometriozy. Najczęściej z tej metody korzystają pary, które nieskutecznie leczyły się od wielu lat. W bardzo ogólnym ujęciu, zapłodnienie in vitro polega na połączeniu komórki jajowej i plemnika poza organizmem kobiety. Dzięki tej metodzie można rozwiązać wiele problemów, które uniemożliwiają parze poczęcie dziecka w toku współżycia seksualnego. To bezpieczna metoda leczenia niepłodności o skuteczności potwierdzonej w tysiącach prac naukowych.

Jednak wiele osób podważa słuszność nazywania in vitro metodą leczenia niepłodności. Skąd te wątpliwości?

Sądzę, że wynikają one przede wszystkim z braku wiedzy. W medycynie w zależności od specyfiki schorzenia stosowane jest albo leczenie przyczynowe, albo objawowe. Celem działań jest zawsze poprawa zdrowia i jakości życia pacjenta. W przypadku wielu chorób nie mamy możliwości zlikwidowania źródła problemów, możemy jednak zwalczać ich skutki. I tak pacjentom z cukrzycą z zewnątrz dostarczamy insulinę, a osobom z wadami serca wszczepiamy rozruszniki czy sztuczne zastawki. Takie przykłady można mnożyć. I nikt nie zaprzeczy, że jest to leczenie. Podobnie jest z niepłodnością. Choroba może mieć wiele przyczyn i niektórych nie jesteśmy w stanie usunąć. Jednocześnie stosując odpowiednie zabiegi – w tym in vitro - możemy pomóc parze uzyskać zdrową ciążę. Niwelujemy skutek niepłodności - jest to więc przykład leczenia objawowego.

Dlaczego więc temat in vitro budzi tak wielkie emocje?

Myślę, że powodów emocjonalnego nacechowania dyskusji o in vitro może być wiele. Z jednej strony dotykamy sfery wyjątkowo intymnej, niemal tabu. Proszę zauważyć, że większość kwestii dotyczących życia seksualnego i prokreacji człowieka budzi kontrowersje. Różne religie czy nurty filozoficzne zajmują w tych sprawach sprzeczne ze sobą stanowiska, próbują ustalać rozmaite normy. To siłą rzeczy może powodować dylematy natury ideologicznej. Z drugiej strony, niepłodność to złożony problem medyczny. Osobom, które z medycyną nie mają bezpośredniej styczności, zrozumienie zawiłości tematu może sprawiać trudność. To dlatego tak szybko rozprzestrzeniają się mity i przeinaczone informacje. Dla mnie jest to sygnał, że potrzebna jest kompleksowa i powszechna edukacja. Wierzę, że jedyną odpowiedzią na kontrowersje wokół in vitro może być przekazywanie społeczeństwu rzetelnej wiedzy na temat biologii naszego rozmnażania, płodności i leczenia jej zaburzeń. Wbrew temu, co mówi się w niektórych mediach, w profesjonalnych ośrodkach zabiegi in vitro przeprowadzane są w sposób etyczny i bezpieczny, z poszanowaniem godności i życia. W końcu o nowe życie w tym leczeniu chodzi.

Jak bardzo zmieniła się metoda in vitro, jeśli porównamy ją do zabiegów sprzed 25 lat?

Medycyna rozrodczości człowieka jest dyscypliną relatywnie młodą, ale wyjątkowo dynamicznie się rozwijającą. Można powiedzieć, że zabiegi wykonywane 25 lat temu dzielą od obecnych technologii lata świetlne… w tej chwili możemy niemal perfekcyjnie odwzorowywać naturalne warunki zapłodnienia i następnie rozwoju zarodków, dysponujemy metodami i procedurami, które pozwalają rozwiązać problemy uznawane niegdyś za krytyczne. Osiągamy skuteczność terapii sięgającą blisko 50 proc. W przypadku leczenia par z obciążeniem genetycznym, kiedy przeprowadzana jest diagnostyka zarodków w kierunku chorób jednogenowych, skuteczność może wynosić nawet 70 proc. na program. Warto przy tym wiedzieć, że przeciętnie szanse na uzyskanie ciąży w wyniku starań naturalnych u młodych, zdrowych ludzi wynoszą 23 proc. na cykl. Prowadzone na świecie badania naukowe dostarczają nam informacji na temat najbardziej złożonych procesów, nawet na poziomie molekularnym. Łączenie wiedzy z różnych dyscyplin, w tym ginekologii, endokrynologii, immunologii, andrologii, genetyki, psychologii pozwoliło wypracować nowe modele postępowania i techniki. Znaczny rozwój nastąpił w zakresie diagnostyki przyczyn niepłodności, w tym oceny rezerwy jajnikowej, parametrów nasienia i innych istotnych markerów płodności. Wprowadziliśmy nowe metody ewaluacji komórek rozrodczych, selekcji plemników, samego zapłodnienia (ICSI). Rozwinęliśmy znacznie techniki kriokonserwacji, dzięki temu postępowanie stało się bezpieczniejsze i efektywniejsze. Nie można też zapomnieć o kolosalnym postępie na polu diagnostyki preimplantacyjnej – dzięki niemu możemy pomagać pacjentom obciążonym genetycznie i doświadczającym nawracających poronień. Badania genetyczne zarodków pozwalają ograniczyć ryzyko chorób i wad genetycznych, a tym samym dają parom szansę na zdrowe potomstwo.

Rzeczywiście, jest czym się chwalić. Czy, Pana zdaniem, zabiegi in vitro powinny być finansowane przez państwo?

Trwający trzy lata program finansowania zabiegów zapłodnienia pozaustrojowego z budżetu państwa pokazał, jak bardzo pary potrzebują tego rodzaju wsparcia. Decyzja o jego zakończeniu uderzyła przede wszystkim w pacjentów najuboższych. Duża grupa osób cierpiących z powodu niepłodności nie może sobie pozwolić na pokrycie kosztów leczenia metodą in vitro z własnej kieszeni. Jednocześnie – ze względów medycznych – nie ma dla nich alternatywnej formy terapii. W takiej sytuacji pojawia się naturalnie przestrzeń dla aktywności samorządów. Planując programy zdrowotne i dopłaty, lokalne władze mogą wesprzeć mieszkańców miast i pomóc im spełnić marzenia o rodzinie. W dłuższej perspektywie mogą w ten sposób przyczynić się do wzrostu liczby urodzeń i poprawy jakości życia w swoich regionach.