Jak powiedziała rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego (USK) we Wrocławiu Monika Kowalska, dziecko przyszło na świat metodą cesarskiego cięcia jako wcześniak na początku stycznia, a w ubiegłym tygodniu opuściło szpital w dobrym stanie.

Kierownik Kliniki Neonatologii USK prof. Barbara Królak-Olejnik w rozmowie z PAP wyjaśniła, że matka trafiła na oddział intensywnej terapii z objawami śmierci mózgu. Od kilku lat cierpiała na nowotwór.

- Pacjentka była w bardzo wczesnej fazie ciąży, bo to był 17-18 tydzień. Stwierdzono, że tętno płodu jest zachowane. Stanęliśmy przed dylematem, czy tak wczesną ciążę uda się uratować. Chodziło o utrzymanie ciąży przynajmniej do 26 tygodnia. Na szczęście lekarzom anestezjologom udało się utrzymać funkcje życiowe organizmu matki, co zapewniło rozwój dziecka - powiedziała prof. Królak-Olejnik.

Lekarka podkreśliła, że dziecko rozwijało się normalnie i w 22. tygodniu ciąży podano preparat przyśpieszający rozwój płuc płodu, co jest standardowym postępowaniem w przypadku zagrożonej ciąży.

- Gdy w 26 tygodniu pojawiły się problemy z tętnem i było wskazanie o zagrożeniu dziecka zdecydowaliśmy się na cesarskie cięcie. Na świat przyszedł chłopiec - wcześniak o wadze jednego kilograma - powiedziała prof. Królak-Olejnik.

Dodała, że dziecko było hospitalizowane przez 90 dni i na samym początku przez miesiąc przebywało w inkubatorze podłączone do respiratora. Przez kolejne tygodnie było też natleniane w inkubatorze, już nieinwazyjnie.

- Teraz waży już trzy kilogramy i jest karmione smoczkiem. Czas pokaże, jak będzie dalej się rozwijać. Na razie wszystko jest w porządku - powiedziała lekarka.

Jak podkreśliła rzeczniczka szpitala, to pierwszy taki przypadek w Polsce, że przez tak długi okres 55 dni utrzymano funkcje życiowe zmarłej matki, by podtrzymać ciążę.

- Był jeden podobny przypadek na świecie, ale wówczas ciąża była znacznie bardziej zaawansowana. Tak wcześnie podtrzymanej ciąży od 17 tygodnia nie było dotąd w historii medycyny - zaznaczyła rzeczniczka.