Alkohol zaczyna wchłaniać się już w ustach i w przełyku, dzięki wyściełającej je warstwie wrażliwej śluzówki. Największą jednak dawkę przyjmujemy do organizmu przez żołądek i jelito cienkie. Tam – mówiąc potocznie – wchodzi nam w krew. Naczynia krwionośne przekazują cząsteczki etanolu do układu krwionośnego i tą drogą alkohol trafia do wątroby.

Kiedy my bawimy się coraz lepiej, rozluźniani kolejnymi drinkami w dobrym towarzystwie, wątroba rozpoczyna wytężoną pracę. Jej zadaniem jest zmetabolizować 98 proc. alkoholu. W trakcie tego procesu zachodzi reakcja chemiczna zamiany etanolu w aldehyd octowy. Substancja ta jest jednak o wiele bardziej szkodliwa od etanolu i to właśnie jej nadmiar nierzadko prowadzi do uszkodzeń wątroby. Dlatego u osób pijących dużo przez dłuższy czas bez przerwy może rozwinąć się marskość, prowadząca do nowotworu albo nawet martwicy tego narządu.

Od sprawności wątroby zależy to, jak długo pozostaniemy pod wpływem alkoholu. Kiedy ona za wszelką cenę próbuje jak najszybciej pozbyć się go z organizmu, pozostałe narządy nie próżnują. Płuca wydalają nawet do 10 proc. spożytego alkoholu. Stąd bierze się nieprzyjemny oddech, który trudno zamaskować nawet wiele godzin po imprezie. Nerki intensywnie pompują krew, starając się odprowadzić etanol do moczu. Problem w tym, że w trakcie tej czynności zużywają dużo wody. Pozbycie się z organizmu alkoholu zawartego w 250 mililitrach wina (czyli szklance) wiąże się z utratą 500 mililitrów wody. Dlatego po mocno zakrapianym spotkaniu wstajemy na drugi dzień wyschnięci na wiór. Jeśli więc nie chcemy na drugi dzień cierpieć także z odwodnienia, należy pamiętać o regularnym nawadnianiu siebie między drinkami i o tym, że etanol będzie krążyć w naszych żyłach nawet przez kilkadziesiąt następnych godzin. Warto w tym czasie wspomóc swój organizm, ponieważ to dla niego wyjątkowo trudne kilkadziesiąt godzin. Ponieważ rozkład alkoholu to również proces pochłaniający sporą dawkę energii, nie można zapomnieć o dostarczaniu sobie kalorii. Praktycy twierdzą, że najlepiej sprawdzają się posiłki z dużą zawartością tłuszczu i węglowodanów. Jeśli zapomnimy o tak zwanej zakąsce, możemy doprowadzić do spadku poziomu cukru we krwi, co z kolei objawia się na przykład zawrotami głowy.

A jeśli już jesteśmy przy głowie, zajrzyjmy do mózgu i zwróćmy uwagę na spustoszenia, jakie czyni w nim alkohol. Zaczyna się od lekkiego oszołomienia, kiedy etanol dociera z krwią do kory mózgowej. Podatne na jego działanie neurony „rozregulowują się”, a my zaczynamy odczuwać najpierw przyjemne rozluźnienie i jeśli nie odstawimy w porę szklanki, rozluźnienie przerodzi się w kłopoty z utrzymaniem równowagi i wyraźnym mówieniem. Pod wpływem alkoholu do przysadki mózgowej i podwzgórza trafia mniejsza dawka serotoniny, ważnego neuroprzekaźnika. Łatwo to rozpoznać, ponieważ braki w jej dostawach objawiają się nagłą wylewnością, odwagą, chęcią zawierania przyjaźni, a nierzadko skutkują nawet podejmowaniem ryzykownych zachowań, w tym także zachowań seksualnych. Kiedy z kolei osoba pod wpływem alkoholu zaczyna się zataczać, oznacza to, że etanol wziął w swoje władanie móżdżek imprezowicza, część mózgu odpowiedzialną za koordynację ruchów. Jeśli dodamy do tego wywołane przez alkohol kłopoty z prawidłową oceną sytuacji i własnych możliwości, może to doprowadzić do tragedii. Zwłaszcza jeśli po kilku głębszych nagle stwierdzimy, że przecież czujemy się trzeźwi – i usiądziemy za kierownicę.

Ponieważ każda przyjemność ma swoją cenę, za przyjemność sprawianą sobie upojeniem alkoholowym również trzeba zapłacić. Tutaj cenę dyktuje aldehyd octowy, produkt rozpadu etanolu w wątrobie. Jest to substancja nawet 10 razy bardziej szkodliwa od alkoholu. To właśnie ona odpowiada za fatalne samopoczucie, jakie dopada nas dzień po imprezie. Poddany działaniu aldehydu octowego żołądek jest podrażniony, pojawiają się nudności i wymioty. Aldehyd octowy oddziałując na mózg, wywołuje z kolei ból głowy i nadwrażliwość na bodźce zewnętrzne, jak intensywne światło czy niektóre dźwięki. Wszystkie te nieprzyjemne objawy można zamknąć w trzech literach. Kac. Na to już trudno cokolwiek poradzić. W pozbywaniu się aldehydu octowego pomaga uzupełnianie niedoborów wody w organizmie i sen. Warto bowiem pamiętać, że zdrowy organizm potrzebuje około godziny na zmetabolizowanie i wydalenie około 10 gramów czystego alkoholu. Po mocno zakrapianej imprezie warto mu dać co najmniej dobę na oczyszczenie się ze wszystkich trujących substancji i powrót do pełnej sprawności.