- W tym roku mieliśmy cięższą zimę, w związku z czym drzewa pyliły znacznie później. One mają zawsze tyle samo pyłków i w którymś momencie muszą go wyrzucić. Jak to jest rozciągnięte w czasie, to stężenie tych pyłków jest mniejsze i pacjenci tego nie odczuwają. Ale jak jest tak, jak mieliśmy w tym roku, kiedy zima była ostrzejsza, to pylenie zaczęło się później. A gdy zaczęło się później, to ta masa pyłków została wyrzucona naraz - mówi alergolog.